To już koniec branży ratowniczej.

6 października 2014, Ratownictwo, 6 komentarzy

Nie dziś i może jeszcze nie jutro. Możecie jednak być pewni, że w niedługim czasie czeka nas koniec. Koniec branży ratowniczej. Wiecie, nadejdzie w końcu taki moment, kiedy coś pieprznie (by nie napisać dosadniej). Nic nie trwa wiecznie. Zmiany są potrzebne. Jeśli nie wynikają z odgórnych decyzji, to „dół” wcześniej czy później sam się zacznie ich dopominać. I zmieniać.

To już koniec branży ratowniczej. Oczywiście nie całościowy. Jako ratownicy (nie rozgraniczając na zawody) jesteśmy i będziemy potrzebni. Pora zakończyć jednak pewien etap ratownictwa medycznego. Bylejakość można sobie uprawiać na własnym podwórku, w swoich czterech ścianach, naprawiając telewizor lub sklejając model Boeinga B-17.

Pacjent nie jest przedmiotem, który zasłużył na bylejakość. Co więcej, nie może być w taki sposób traktowany. Jeśli pracownik banku nie spełnia standardów obsługi klienta obowiązujących w jego firmie, może po pierwszym lub kolejnym incydencie pożegnać się z pracą. Jeśli ratownik (znowu nie rozgraniczając na zawody) nie spełnia standardów…no właśnie, czego? Standardów? Jakich standardów?

"To już jest koniec, nie ma już nic"

Standardy postępowania są potrzebne. W naszym zawodzie są wręcz niezbędne. Między innymi właśnie o tym mówiła Kasia Hampton podczas II Ogólnopolskiego Kongresu Ratowników Medycznych, przedstawiając amerykański system ratownictwa. Do większości sytuacji paramedycy mogą wykorzystać gotowe procedury. Jeśli procedurę wyczerpią lub przypadek pacjenta nie przystaje do żadnej z nich, konsultują się z nią – lekarzem Emergency Department.

Trochę inaczej działa to we Włoszech. Choć tam też ratownicy mają procedury, to wszelkie decyzje terapeutyczne podejmowane są po konsultacji z lekarzem dyżurującym w dyspozytorni numeru 112 (na przykładzie pogotowia w regionie Como).

Nieważne, jak dosłownie będą wyglądały procedury. Czy będą podobne do amerykańskich, włoskich, brytyjskich czy japońskich. Ważne, żeby były obecne w naszych zawodach. Bo obecność procedur zwiększa jakość naszych świadczeń. Pozwala na wyeliminowanie bylejakości. Zwiększa szansę na uratowanie człowieka. I w końcu zmniejsza ryzyko popełnienia przez nas błędu, który może zakończyć karierę w najlepszym wypadku.

Zakończenie etapu bylejakości w naszej branży to nie tylko poprawa działań ratowniczych względem osób poszkodowanych. To także niezbędny element do zwiększenia profesjonalizmu i poprawy wizerunku w oczach społeczeństwa i przedstawicieli innych zawodów. To wszystko jest możliwe, tylko sami musimy o to zadbać. Potrafimy? Potrafimy! Już teraz robimy rzeczy niesamowite, o których nikt nie myślał 10 lat temu.

Wystarczy spojrzeć na konferencje „Nagłe stany sercowo-naczyniowe – postępowanie ratunkowe” oraz wspomniany wcześniej Kongres Ratowników Medycznych – tylko z powodu tych dwóch imprez przez Kraków ostatnio przewinęły się setki medyków, z każdego krańca Polski.

Dalej, impreza której jestem współorganizatorem, czyli Ratownictwo Po Godzinach. Na krakowską edycję co miesiąc przychodzi przynajmniej 100 osób. Niech każda z tych osób ma 15 znajomych, którym może przekazać ważną informację. Tym sposobem wiadomość dotrze do 1500 osób! A to tylko wierzchołek piramidy, bo spotkania RPG organizujemy jeszcze w dwóch innych miastach a niedługo dołączą kolejne.

Jeszcze z krakowskiego podwórka, aplikacja Ratuj Życie. Stworzona z pasji, dostępna za darmo, która prowadzi świadka zdarzenia przez działania ratownicze i pozwala zlokalizować najbliższy defibrylator AED. I znowu, 10 lat temu w Polsce nikt by nie pomyślał, że z użyciem komórki będzie w stanie uratować ludzkie życie. Teraz wszystko jest możliwe, wystarczy odrobina chęci.

Staram się wierzyć w to, że większość z nas pracuje z pasji i z pasją. Bycie ratownikiem to nie zawód, w którym pewne rzeczy można przełożyć na „za chwilę”. Potrzeba pełnego zaangażowania, tu i teraz, na 100%. Jeśli czegoś nie zrobię ja, może nie być szansy by zrobił to za chwilę ktoś inny.

Brakuje nam niewiele. Oczywiście fajniej byłoby mieć do dyspozycji nowocześniejszy dostęp doszpikowy, specjalistyczne opatrunki czy nosze, które same podniosą pacjenta i jeszcze będą do niego mówić (o brakach napiszę innym razem), jednak bez tego wszystkiego możemy sobie poradzić bardzo dobrze.

Mamy więc czym działać i co ważniejsze wiemy jak. A jak ktoś nie wie? To powinien się dowiedzieć! Możliwości dokształcania się jest wiele, we własnym zakresie lub na wielu kursach. Dalej nie wie? Pora zmienić zawód, bo w naszym tolerowanie bylejakości już dawno powinno się skończyć. To nie Grand Theft Auto, w którym główny bohater po śmierci odrodzi się na nowo, dostanie kolejną szansę na przejście misji.

Kolejną szansę w tym prawdziwym świecie, na dalsze życie, na radości i smutki, realizowanie kolejnych celów, osiąganie szczytów i przeżywanie porażek, dajemy właśnie my, ratownicy. Swoim profesjonalizmem, zaangażowaniem, doświadczeniem, wiedzą i umiejętnościami. Zadbajmy o to, reszta przyjdzie sama.

źródło zdjęcia: hisks



Wyświetlenia: 4 824

Podoba Ci się na Ratowniczym? Zapisz się!

Wyślę Ci bezpłatne zestawienie 400 skrótów wykorzystywanych w ratownictwie i medycynie, które otrzymasz po kilku minutach. Dodatkowo dzięki rejestracji otrzymasz dostęp do zamkniętej grupy na FB dla pasjonatów ratownictwa. Zero spamu, Twojego adresu nie udostępnię nikomu!





To nie koniec! Przeczytaj najnowsze wpisy: