8 błędów w transporcie pacjenta, których jako ratownik musisz się wystrzegać

25 lipca 2017, Ratownictwo, Komentarze (0)

Transport pacjenta do szpitala to nieodzowny element ratowniczej pracy. Co więcej, większość wyjazdów zespołów ratownictwa medycznego kończy się właśnie przewiezieniem chorego do szpitala. Wydawać się może, że skoro daną czynność robimy bardzo często, to nie ma prawa pojawić się w niej żaden błąd. Nic bardziej mylnego!

Patrząc z perspektywy „kilku” lat doświadczenia, obserwacji poczynań ratowniczej braci oraz zasłyszanych historii ze smutkiem muszę stwierdzić, że błędów w transporcie do szpitala może być więcej, niż nam się wydaje. To tylko moje odczucie, jednak niedawny artykuł zdaje się to odczucie jedynie potwierdzać.

W publikacji z pierwszej połowy lipca pt. „Pogotowie ratunkowe idzie na łatwiznę” autorka przytacza przykłady z województwa śląskiego, w których to pacjenci zamiast trafić bezpośrednio do oddziału hemodynamiki lub udarowego, zostali przetransportowani przez ZRM do oddziału ratunkowego. Problem więc jednak może być rzeczywisty i pora się nad nim pochylić.

W dalszej części tekstu przeczytasz o 8 błędach związanych z transportem pacjenta do szpitala, których w mojej ocenie każdy pracownik systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego powinien się wystrzegać. W tytule wpisu jak i w treści celowo piszę o „ratownikach”, ubierając w to piękne słowo wszystkie trzy grupy zawodowe pracujące w ZRM, jako że wszyscy w pracy mamy ten sam cel.

*******

1. Niewykonanie transportu

Najgorszym z błędów, jaki mogę sobie wyobrazić, jest niepodjęcie się transportu do szpitala pacjenta, który potrzebuje dalszej diagnostyki i/lub leczenia. To błąd, który może zaważyć zarówno na życiu chorego jak i ratowników.

Nie jestem zwolennikiem zabierania wszystkich pacjentów, jak to nawet niektórzy czynią, na siłę, do oddziału ratunkowego. Medycyna jednakże jest tak skomplikowaną i szeroką dziedziną a możliwości diagnostyczne w karetce nie aż tak dokładne, by niektórych pacjentów w domu pozostawić.

Przykład: pacjent wzywa zespół ratownictwa medycznego z powodu dolegliwości bólowych w klatce piersiowej. Ratownik słyszy od pacjenta, że ból nasila się przy oddychaniu/zmianie pozycji ciała. Po zebraniu wywiadu, zbadaniu parametrów życiowych i zarejestrowaniu EKG (brak zmian w zakresie odcinka ST) ratownik stwierdza, że ból nie pochodzi od serca. Pacjenta pozostawia w domu z zaleceniem zgłoszenia się do lekarza POZ.

2. Transport do nieodpowiedniej placówki

Zdziwiła mnie niedawno informacja, że są jeszcze miasta, w których zespół musi zadecydować, czy pragnie pacjenta przewieźć na chirurgię, ortopedię, internę czy może jednak neurologię. Uprośćmy jednak sprawę i załóżmy, że w systemie działają szpitalne oddziały ratunkowe (SOR) oraz jednostki wyspecjalizowane pod postacią oddziałów hemodynamiki oraz neurologii z programem udarowym i to tam głównie pacjentów transportujemy.

Pacjent z zawałem ma trafić do oddziału hemodynamiki. Pacjent ze świeżym udarem ma trafić do oddziału udarowego. Właśnie po to mamy tę całą telemedycynę, teletransmisję EKG, telefony komórkowe i inne ułatwienia, by transport odbył się we właściwe miejsce. Przewiezienie pacjenta do nieodpowiedniej placówki wiąże się bezpośrednio z czasem. Czasem, który będzie wydłużony, czasami znacznie, do momentu otrzymania przez pacjenta definitywnego leczenia. A jak wszyscy dobrze wiemy czas to życie i przez błędny wybór miejsca transportu może tego czasu zabraknąć.

Przykład: ZRM stwierdza u pacjenta z bólem w klatce piersiowej zmiany w EKG spełniające kryteria świeżego zawału mięśnia sercowego. W drodze do szpitala pacjent zgłasza, że dolegliwości bólowe praktycznie całkowicie ustąpiły. Zespół przed podjęciem transportu nie skonsultował się z lekarzem dyżurnym hemodynamiki a w trakcie drogi do szpitala stwierdził, że pacjenta przewiezie do szpitalnego oddziału ratunkowego, skoro objawy samoistnie ustąpiły.

3. Niewykonanie niezbędnych badań przez transportem

O tym, że możliwości diagnostyczne w karetce nie są tak szerokie jak w szpitalu wiemy wszyscy. Mamy jednak dostępne swoje ręce, oczy i…mózg. Każdy ZRM posiada na wyposażeniu nie tylko stetoskop i ciśnieniomierz, ale i pulsoksymetr, glukometr, termometr. Nawet i EKG z kapnometrem się znajdą! Dlaczego by nie skorzystać z tych wszystkich urządzeń? Nie wiem.

Wiem natomiast, że statystyczny ZRM w ciągu jednego dyżuru nie ma dziesiątek pacjentów, jak np. personel SOR-u. Czy więc tak dużym wysiłkiem jest zrobienie kilku EKG w ciągu jednego dyżuru? Czy naprawdę tak urągające ratowniczej godności jest zdjęcie z bezdomnego kilku warstw odzieży, by zmierzyć mu ciśnienie?

Przykład: zespół ratownictwa medycznego przywozi do szpitala mężczyznę w średnim wieku, znalezionego na ulicy przez przechodniów. Zmierzone parametry życiowe i wykonane EKG nie wykazały nieprawidłowości, jednak ratownicy już jadąc do szpitala powiadomili SOR o transporcie pacjenta nieprzytomnego. W szpitalu na chorego czekał gotowy do działania zespół reanimacyjny. Nim ratownicy zdążyli odjechać spod szpitala pacjent był już w logicznym kontakcie. Powodem utraty przytomności była hipoglikemia, której ratownicy nie stwierdzili, zapominając wykonać pomiar glikemii.

4. Niezabezpieczenie pacjenta w dostęp donaczyniowy

Swego czasu przez internet i nie tylko przewijała się dyskusja, czy każdy pacjent przewożony do szpitala powinien mieć założony wenflon. Opinie były przeróżne, jak i argumenty za oraz przeciw. Ja sam nigdy nie byłem zwolennikiem zakładania wkłucia każdemu, kogo zabieraliśmy do karetki.

Decyzja o rezygnacji z dostępu donaczyniowego u stabilnego pacjenta nie zawsze jednak może wyjść ratownikom, a przede wszystkim pacjentowi, na dobre. Takową należy podejmować każdorazowo na podstawie powodu wezwania, stanu chorego oraz ewentualnych przewidywalnych i nieprzewidywalnych komplikacji w transporcie.

Z dwojga złego lepiej zabezpieczyć dostęp donaczyniowy „na zapas” niż go nie mieć, gdy pacjent będzie wymagał pilnego podania leków.

Przykład: ZRM został wezwany do nieprzytomnego pacjenta. Według relacji rodziny chory nie reagował przez kilka minut, wcześniej zgłosił epizod bólu w klatce piersiowej. Odzyskał świadomość przed przybyciem ratowników. W trakcie wizyty nie zgłaszał dolegliwości, badanie pacjenta i EKG nie wykazały nieprawidłowości. W drodze do szpitala pacjent ponownie stracił przytomność, wystapiła u niego bradyarytmia i hipotonia. Ratownikom nie udało się założyć wkłucia i z racji bliskiej odległości do szpitala podjęli decyzję o transporcie bez dostępu donaczyniowego

5. Brak monitorowania pacjenta

Na temat monitorowania pacjentów można by napisać nawet nie artykuł a cały rozdział książki. Monitorowane mogą być, a nierzadko i muszą, parametry życiowe pacjenta: akcja serca, ciśnienie tętnicze krwi, saturacja. To wiedzą wszyscy medycy. Nie wszyscy jednak pamiętają chociażby o monitorowaniu poziomu bólu pacjenta i wciąż nie jest to standardem w pracy polskiego ratownika. Stan pacjenta może się zmieniać w czasie i obowiązkiem ratownika jest rejestrować wszelkie jego zmiany.


Spotkałem się w swojej pracy z niechęcią ratownika do założenia pacjentowi pulsoksymetru, aby „nie zużywać bez sensu baterii”…


Przykład: zespół ratownictwa medycznego podjął transport do szpitala pacjenta, u którego nie udało się obniżyć w warunkach domowych ciśnienia tętniczego krwi. Przed wyruszeniem w drogę ratownicy podłączyli pacjentowi wlew dożylny z urapidylem, ustawiając przepływ „na oko”. W trakcie transportu pacjent zgłosił, że robi mu się słabo, po chwili stracił przytomność. Po zatrzymaniu ambulansu, kroplówki i ocenie pacjenta okazało się, że pierwotnie za wysokie CTK było nieoznaczalne.

6. Transport pacjenta w nieodpowiedniej pozycji

Kto może sam zejść do karetki a kogo należy obligatoryjnie znieść na krzesełku kardiologicznym? Czy pacjent powinien w karetce podróżować na noszach czy może siedzieć na fotelu? Ta podstawowa wiedza przekazywana jest każdemu przyszłemu ratownikowi już w trakcie edukacji. Niestety życie pokazuje, że niektórzy zdają się o podstawowych zasadach zapominać.

Pacjent z podejrzeniem/stwierdzonym zawałem serca nie ma prawa zejść na własnych nogach do karetki. Pacjent z zaburzeniami równowagi również. Chory z zaburzeniami rytmu serca musi być monitorowany a to musi mieć miejsce na noszach.

Przykład: pacjentka po napadzie drgawkowym i odzyskaniu świadomości została przetransportowana z mieszkania do karetki. Tam ratownik posadził ją na fotelu, zapiął pas bezpieczeństwa i poprosił, by zgłosiła mu ewentualne zmiany w samopoczuciu. W trakcie drogi do oddziału ratunkowego i rozmowy z kierowcą usłyszał dziwne dźwięki dobiegające zza jego pleców. Kiedy się obrócił, ujrzał swoją pacjentkę na fotelu wstrząsaną drgawkami w trakcie kolejnego napadu.

7. Niepodanie pacjentowi leków

Ratownicy pracujący na co dzień w ZRM najlepiej zdają sobie sprawę z faktu, że nie wszyscy pacjenci wymagają podaży jakichkolwiek leków. Ba! Ogrom pacjentów nie będzie ich potrzebował nawet w szpitalu, a ich pobyt w SOR ograniczy się do diagnostyki i wykluczenia zagrażających życiu lub zdrowiu stanów.

Z drugiej strony część pacjentów naprawdę potrzebujących przyjazdu karetki, może nie dojechać żywa do oddziału ratunkowego, o ile farmakoterapia nie zostanie wdrożona przed lub w trakcie transportu. Jeśli więc pacjent potrzebuje jakiegokolwiek leku, a tych polscy ratownicy medyczni mają aktualnie w swych uprawnieniach niemało, to obowiązkiem ratownika jest go podać.


Niedopuszczalna jest sytuacja, w której pacjent nie otrzymuje leku, gdyż ratownik nie czuje się komfortowo i wystarczająco doświadczony w jego podawaniu.


Nikt z nas nie urodził się z doświadczeniem w podawaniu wszystkich leków. Nikt z nas od pierwszego dyżuru nie posiadał mistrzowskiego tytułu w obliczaniu dawki morfiny dla kilkuletniego dziecka. Nieistotne – jeśli pacjent potrzebuje leku, którym dysponujemy, musimy go podać!

Przykład: zespół ratownictwa medycznego podjął transport pacjenta z dolegliwościami bólowymi jamy brzusznej. Mężczyzna od kilku godzin cierpiał z powodu bólu określonego przez niego na 12 w skali do 10, w przeszłości przeszedł zabieg resekcji częściowej jelita z powodu niedrożności. Ratownicy nie zdecydowali się podać choremu leków przeciwbólowych twierdząc, że „jedziemy przecież do szpitala więc na SORze dostanie leki” oraz „nie możemy nic podać, żeby nie zamazywać lekarzom obrazu bólu”…

8. Transport pacjenta bez opieki ratownika

Zawód ratownika jest cholernie odpowiedzialny, to wszyscy głosimy na prawo i lewo. Skoro bierzemy w naszej pracy odpowiedzialność za człowieka bardziej lub mniej chorego to znaczy ni mniej, ni więcej, że powinniśmy do momentu przekazania w szpitalu pacjenta mieć na swoim oku.

Wprowadzenie zespołów dwuosobowych sprawiło, że nastała fizyczna możliwość transportu pacjenta w przedziale medycznym, bez obecności przy nim medyka. Sytuacja taka nie powinna mieć nigdy miejsca bo jak wiemy, organizm ludzki jest nieprzewidywalny. Nawet człowiek, któremu w danej minucie nic nie jest, minutę później może być nieprzytomny (niekoniecznie z tego samego powodu, dla którego wezwał karetkę).

Przykład: zespół dwuosobowy podjął transport kobiety w podeszłym wieku z zaburzeniami o charakterze demencji. Według relacji córki pacjentka zachowywała się inaczej niż zwykle i kontakt z nią był zdecydowanie gorszy, niż na co dzień. Ratownicy ułożyli pacjentkę na noszach, okryli kocem, zapięli pasy bezpieczeństwa, po czym obydwaj zajęli miejsca z przodu karetki. W połowie drogi do szpitala kierownik ZRM przeszedł do przedziału medycznego sprawdzić stan chorej. Stwierdził nagłe zatrzymanie krążenia w mechanizmie asystoli.

*******

Temat transportu pacjentów z miejsca zdarzenia do szpitala choć nieskomplikowany, to mogą i zdarzają się w nim błędne decyzje. Ogromna liczba interwencji, jakie codziennie podejmują ratownicy zespołów ratownictwa medycznego, oraz brak odpowiednich narzędzi i rozwiązań w naszym systemie ratownictwa, nie sprzyjają eliminacji błędów a nawet ich wyłapywaniu.

Powyżej przedstawiłem Wam zauważone przeze mnie, zasłyszane od znajomych lub też hipotetyczne historie, w których ratownicy mogą się znaleźć. A Wy zauważyliście kiedyś jakieś nieprawidłowości związane z transportem pacjentów?



Wyświetlenia: 256

To nie koniec! Sprawdź najnowsze wpisy:

Co w ratownictwie piszczy #5

W końcu do Polski dotarło długo wyczekiwane lato. Gdzieniegdzie towarzyszą nam gorące temperatury. Gorąco jest także w środowisku ratowniczym. Poza klasycznymi, codziennymi problemami, które znamy dobrze, w mediach do niedawna dominował temat protestu ratowników medycznych. W dzisiejszym przeglądzie wiadomości ratowniczych …


Podoba Ci się na Ratowniczym?

Dzięki rejestracji otrzymasz informację na swojego maila o nowym wpisie od razu po publikacji. Dowiesz się również o rzeczach, których nie publikuję na Facebooku. Twojego adresu nie udostępnię nikomu!