Czy zlikwidować Nocną i Świąteczną Opiekę Zdrowotną?

25 lutego 2016, Ochrona zdrowia, 19 komentarzy

Kiedy zaczynałem stukać w klawiaturę płodząc ten wpis zegarek systemowy wskazywał 21:58. Czas, w którym grzeczne dzieci już śpią, niegrzeczne nie dają rodzicom zająć się swoimi sprawami. Czas, w którym dyspozytor odbiera „naste” połączenie pod numerem 999 a zespół ratownictwa medycznego realizuje 2-3 interwencję. Czas, w którym u kogoś pojawia się pieczenie w klatce piersiowej, ktoś inny zaczyna do żony bełkotać choć wie, co chciałby powiedzieć, a jeszcze komuś innemu doskwiera biegunka i czuje się osłabiony lub też jego kilkumiesięczne dziecko wysoko gorączkuje do 39 stopni.

Czas jest kwestią tak trudną do zdefiniowania, tak zagmatwaną oraz tak zależną od wielu czynników, że nie jest możliwe dokładne i jednoznaczne określenie, co godzina 21:58 oznacza dla każdego jednego mieszkańca Polski. O czasie świetnie napisał Leszek Brongel w książce „Złota godzina. Czas życia, czas śmierci” – polecam. Jedno jest natomiast pewne: ta wieczorno-nocna godzina oznacza, że Podstawowa Opieka Zdrowotna, zwana ładnie i potocznie ośrodkiem zdrowia, jest już nieczynna od prawie 3 godzin.

Na co przekłada się to w życiu codziennym? Że człowiek, któremu coś dolega, ma do wyboru trzy formy uzyskania pomocy medycznej, tak samo jak i w ciągu dnia:

1. Udanie się do przychodni Nocnej i Świątecznej Opieki Zdrowotnej.
2. Udanie się do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego/izby przyjęć szpitala.
3. Zadzwonienie na 999 by wezwać zespół ratownictwa medycznego.

Dlaczego powyżej podałem taką a nie inną kolejność możliwych opcji otrzymania pomocy medycznej? Bo tak. Bo prawda jest taka, że większość ludzi korzystających z opcji drugiej i trzeciej spokojnie mogłoby skorzystać z opcji pierwszej. Nie będę przytaczać w tym miejscu artykułów, statystyk, to jest blog więc moje odczucia i doświadczenie w rzeczonej kwestii.

Bo czy pacjent ze złamanym palcem potrzebuje karetki? Czy człowiek z kolejnym epizodem bólu brzucha, biegunki i postawioną diagnozą colon irritabile potrzebuje SOR-u? Czy studentka, którą zaskoczył w wieku 21 lat ból menstruacyjny naprawdę potrzebuje ratowników i diagnostyki w szpitalu? Zapewne nie.

nocna-pomoc-lekarska-2

Potrzeba przelania kilku słów powstała po lekturze wczorajszego artykułu w Termedii:
Zakorkowane SOR-y: czy likwidować pomoc wieczorową.
Przeczytajcie go. Ja chciałbym i mógłbym napisać wiele na temat wezwań ZRM, działalności NiŚOZ, odsyłania pacjentów do SOR, telefonów na 999 – napiszę tylko kilka oczywistych oczywistości.

1. Pacjent nie wie, gdzie uzyskać pomoc medyczną

Statystyczny Polak nie ma bladego pojęcia, że o godzinie 21:58 działa nocna pomoc lekarska. Naprawdę. Czasami w swojej pracy ratownika i dyspozytora czuję się jak obcy, który dzień wcześniej przyleciał do Polski z Papui Nowej Gwinei. Mogę nie wiedzieć, w takim przypadku, że są nocne przychodnie. Ale że nie wie o tym ktoś, kto mieszka np. w Krakowie i ma chociaż jedną przewlekłą chorobę, z którą czasem ma problem?

2. Pacjent nie wie, bo skąd?

Problem kolejny, mocno powiązany z czymś, o czym już pisałem. Tak jak NIKT, w szczególności królestwo zwane Ministerstwem Zdrowia, nie informował Polaków o wyprowadzeniu z większości karetek lekarzy i „zastąpieniu” ich ratownikami medycznymi, tak samo NIKT nie informuje pacjentów o istnieniu przychodni nocnych. To jest prawda, cała prawda i tylko prawda. Podstawowa Opieka Zdrowotna nie ma żadnego interesu w tym, żeby choremu o tym fakcie powiedzieć. Wisi bo musi, gdzieś tam na drzwiach wejściowych, kartka A4 zadrukowana czcionką w rozmiarze 12, że opieka całodobowa jest pod tym i tym adresem. Na pewno informację dostrzeże schorowany 80-latek. Kurtyna.

3. „Jak coś się będzie działo, proszę wzywać pogotowie”

To standardowy tekst, który duża część pacjentów słyszy od swojego lekarza rodzinnego/innego specjalisty. Powtórzy się krwawienie z nosa – dzwonić na pogotowie. Wyskoczy ciśnienie do 160/100 – dzwonić na pogotowie. Przepisane leki na zgagę nie przyniosą ulgi – dzwonić na pogotowie. Dalej będzie pani słaba, po dwóch tygodniach słabości – dzwonić na pogotowie.

Kurwa, oszaleć można! Czy ty, specjalisto medycyny rodzinnej/kardiologii/dermatologii/bóg wie jakiej innej, po siedmiu bodajże latach studiów i wieloletniej praktyce nie jesteś w stanie zrozumieć, że gdy twój pacjent w powyższej, nieuzasadnionej z reguły sytuacji wezwie karetkę, to może komuś ci bliskiemu odebrać szansę na ratunek?

nocna-pomoc-lekarska-1

4. SOR jest z gumy

Tak się niektórym wydaje. Lekarzom POZ, specjalistom innych dziedzin medycyny, w końcu ratownikom i pielęgniarkom z karetek. Ci ostatni niejednokrotnie zabierają pacjentów do szpitala chociaż wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jest to bez sensu. Dlaczego tak robią? A dlaczego nie? Skoro wszyscy mają pacjenta i jego chorobę w głębokim poważaniu, od lekarza POZ po samego pacjenta włącznie, to dlaczego taki ratownik ma narażać siebie na roszczenia lub w najlepszym wypadku kolejny wyjazd do tego samego człowieka, tyle że o 3 w nocy?

Spychologia zaawansowana jest praktykowana na każdym, niestety, szczeblu naszej polskiej ochrony zdrowia, zwanej przez niektórych służbą zdrowia.

By to potwierdzić wystarczy popracować krótką chwilkę w karetce pogotowia i pojeździć do przychodni. Często zgłoszenie mówi o pacjencie, który ma ostre objawy i jest w stanie zagrożenia życia. Na miejscu nierzadko okazuje się, że pacjent dolegliwości ma od tygodni, karetki to on w ogóle nie chciał i nie rozumie, dlaczego lekarz kieruje go do jakiegoś szpitala, w którym będzie musiał spędzić noc.

5. Społeczeństwo jest coraz bardziej upośledzone umysłowo

Popadamy ze skrajności w skrajność. Mam już kilka lat życia i pracy za sobą jednak dobrze pamiętam pewne lata młodości. Moja mama poniższe słowa może potwierdzić. Z bólem brzucha przez kilka dni nie pozwoliłem się zawieść do szpitala. W ostatniej chwili przed „rozlaniem” usunięto mi appendix vermiformis. Po złamaniu V kości śródręcza pewnego wieczoru rodzice powiedzieli mi dosłownie: „połóż się spać, rano pojedziemy na pogotowie”. I pojechaliśmy rano, lekarz zbadał, technik zrobił RTG, ktoś tam wsadził w gips. Żyję, ręka działa.

Nigdy w życiu w tych i nie tylko tych sytuacjach moim rodzicom nie przeszedł przez głowy szalony pomysł, by wzywać pogotowie. A teraz?

Kobieta ma krwawienie miesiączkowe dłuższe niż w ubiegłych miesiącach. Ciężarnej przyszłej pani doktor wrasta paznokieć u stopy i ma spuchnięty palec. Dziesiątki dzieci każdego dyżuru gorączkuje. 26-latek ma klasyczne objawy grypy. 7-latek nabił sobie guza na głowie. Ekspedientka w sklepie obcina opuszkę palca na krajalnicy do wędlinki. Co ci wszyscy ludzie robią? ŻĄDAJĄ KARETKI BY TA ZAWIOZŁA ICH DO SZPITALNEGO ODDZIAŁU RATUNKOWEGO!

Bo SOR to rozwiązanie każdego problemu, tak się niektórym wydaje…

*******

Nie złość się więc, niezwiązany z medycyną Czytelniku bloga, że karetka do Twojego zadławionego dziecka jechała długo. Nie złość się, że Twoja 90-letnia babcia czekała na diagnostykę w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym ponad 4 godziny. Zrozum, że założenie Ci gipsu na złamaną nogę musiało trwać cały dzień.

Jak twierdzi pan Jerzy Gryglewicz, ekspert Uczelni Łazarskiego, to po części wina SOR-ów, bo za słabo działają, inni pacjenci są niewyedukowani i wiedzą jedynie gdzie jest szpital. A POZ-y i nocne przychodnie nie mają sprzętu diagnostycznego. Można po części uznać by to za prawdę patrząc przez pryzmat rozmiarów wkłuć dożylnych w przychodniach – mają dostępne z reguły tylko rozmiary dla dzieci…zamknijmy je więc z tego powodu!

Nie mają sprzętu, nie mają możliwości diagnostycznych, część z nich o pewnych godzinach nawet lekarza na stanie nie ma – poważnie! Jednak to nie ich wina, to wina SOR-ów. Nie wina przychodni, nocnych przychodni, kolejek do specjalistów, kolejek do niektórych badań. Winne są Szpitalne Oddziały Ratunkowe, które z nazwy i definicji mają pomagać w stanach nagłego zagrożenia zdrowia i życia.

I nie złość się, że nikt, jak Ci się wydaje, nie rozumie Twojej tragedii życiowej z powodu biegunki, wysypki czy innego krwawienia z nosa. Rozumiemy. Mamy natomiast bolesną dla nas świadomość, do ilu ludzi nie dojechaliśmy na czas, ilu ludzi za długo czekało na diagnostykę w SOR z powodu dziesiątek błahych problemów innych.

Mamy świadomość ilu Twoich sąsiadów po cichu, nie wołając pomocy i nie dzwoniąc po pogotowie, bo „ktoś inny może tej karetki potrzebować bardziej” (cytat wielu moich pacjentów) po cichu i pod opieką troskliwej rodziny odchodzi na drugą stronę świata…



Wyświetlenia: 3 239

To nie koniec! Sprawdź najnowsze wpisy:

Co w ratownictwie piszczy #5

W końcu do Polski dotarło długo wyczekiwane lato. Gdzieniegdzie towarzyszą nam gorące temperatury. Gorąco jest także w środowisku ratowniczym. Poza klasycznymi, codziennymi problemami, które znamy dobrze, w mediach do niedawna dominował temat protestu ratowników medycznych. W dzisiejszym przeglądzie wiadomości ratowniczych …


Podoba Ci się na Ratowniczym?

Dzięki rejestracji otrzymasz informację na swojego maila o nowym wpisie od razu po publikacji. Dowiesz się również o rzeczach, których nie publikuję na Facebooku. Twojego adresu nie udostępnię nikomu!