Ratownicy TOPR – historia jednej góry

26 listopada 2018, Ratownictwo oraz Sytuacje, Komentarze (0)

Góry. Majestatyczne miejsca w otaczającej nas naturze. Jednych przyciągają o każdej porze roku, innych tylko sezonowo a dla części ludzi mogłyby nie istnieć w ogóle. To nieważne. Każdy, kogo góry pociągają, znajduje w nich swoje miejsce i czerpie to, co najlepsze. Góry potrafią odmienić człowieka. Pozwalają zachwycić się chwilą, odetchnąć od pędzącego życia, wyciszyć. W górach można docenić moment. Wszystko to, co ma się na co dzień, przede wszystkim własne życie. Bo w górach również życie można stracić.

Szanuję i zawsze szanowałem wszystkich ludzi zaangażowanych w proces ratowania życia drugiego człowieka. Od jakiegoś czasu do ratowników górskich mam jeszcze większy szacunek. Największy z możliwych.

Jak wiecie, w ratownictwie spędziłem całe swoje dorosłe życie. Nie widziałem wszystkiego ale widziałem wiele. To te obrazy, których większość ludzi widzieć by nie chciała. Zdjęcia, które zasłania Facebook lub Instagram ze względu na drastyczne treści. Miałem styczność z ludźmi chorymi lub rannymi, w których stanie zdrowia nie chciałby się znaleźć nikt z nas. To o nich właśnie opublikowałem tekst o celowo mylącym tytule „Każdy lekarz ma swój cmentarz”.

Czy ratowników medycznych, pielęgniarki, lekarzy lub innych specjalistów, mających styczność ze śmiercią w pracy na co dzień, może kolejna tragedia poruszyć?
Tak, może.

Usiądź, opowiem Ci historię…

Wyobraź sobie, że jesteś ratownikiem medycznym. Wiesz dobrze co robić, gdy pacjent ma zawał serca, udar mózgu, potrąci go samochód. Potrafisz zabezpieczyć połamane kończyny, wkłuć wenflon, podać leki uśmierzające ból, włożyć rurkę intubacyjną w tchawicę nieprzytomnego, by za człowieka oddychać i wiele więcej. Robiłeś to przez lata i jesteś w tym wszystkim całkiem niezły. Tak Ci się przynajmniej wydaje.

Masz przy okazji pasję w postaci turystyki. Byłeś w niejednym miejscu w górach. W Polsce i nie tylko. Latem i zimą. Pewnego pięknego, wiosennego dnia kiedy świeża, żywo-zielona roślinność wystrzeliwuje niczym piłka uderzona przez Lewego, wybrałeś się ze swoją Lepszą Połówką na najwyższy szczyt Polski. Rysy. 2499 m n.p.m. Całkiem niewysoko – mogą powiedzieć niepokorni uważając, że tylko metry się liczą. Wiesz dobrze, że to głupota.

Lepsza Połówka ma dokładnie te same dwie największe pasje w życiu co Ty: medycynę i góry. Widziała, tak jak i Ty, niejedno przez lata pracy. Wychodząc bladym świtem na szlak spod Morskiego Oka wiedzieliście, że wschodzące słońce, czyste, bezchmurne niebo oraz soczysta roślinność zwiastują niesamowity dzień. Powietrze w takie poranki pachnie niesamowicie!

Wiedzieliście jednak, że nie zwiodą Was pozory. Tam, kilkaset metrów wyżej niż schronisko, pogoda może nagle ulec zmianie. Z minuty na minutę. Wiedzieliście również, że warunki podejścia na Rysy są iście zimowe, pomimo zawitania wiosny w całej Polsce. Dlatego też w plecaku mieliście kaski, raki, czekany, kijki, folie termiczne, termosy, kabanosy i inne „dziwne” elementy obowiązkowego ZIMOWEGO górskiego wyposażenia.

Trzy godziny później

Wyobraź sobie, że jesteście całkiem wysoko. Czarny Staw pod Rysami minęliście dawno temu. Wyglądał zniewalająco, przy brzegach skuty lodem. Idzie się Wam dobrze. Krok za krokiem, rak za rakiem. Czekan co chwilę wbijacie w zmrożony jeszcze śnieg. Poranne słońce coraz odważniej zapuszcza swe promienie na pokryte grubą warstwą śniegu i lodu zbocze.

Na dole niemalże lato: schodzące się powoli grupki turystów, którzy korzystając z warunków pogodowych wybrali się na spacer. Wchodzą do schroniska nad Morskim Okiem napić się herbaty lub piwa. Robią dziesiątki zdjęć na tle największego tatrzańskiego jeziora, którymi za chwilę podzielą się z internetowymi znajomymi na Facebooku. Na zboczu góry od samego Czarnego Stawu pełna zima: raki, czekany i śliska stromizna. Nie byle jaka – kto był, ten wie. Ryzyko, pełna uwaga, ostrożność.

Robicie postój, przechodząc w bok z wydeptanego w śniegu „szlaku” do większego kamienia, na którym możesz przysiąść. Pogoda jest dalej bajkowa, lepszej nie mogłeś sobie dla Was wymarzyć! Widok na otaczające szczyty i Czarny Staw zapiera Wam dech w piersiach. Bierzesz łyk wody. Poprawiasz upięcie raka, który jakby, co niemożliwe, wyczuł coś niepokojącego. Nigdy wcześniej, nigdy przez kilka lat, ten rak się nie poluzował…

Spojrzenie

Leci. Z niemalże samej góry! Nabiera prędkości. Ześlizguje się po stromym stoku. Totalnie bezwładny. Nieprzytomny? Chyba tak. Na pewno nie stara się hamować. Zero prób ratunku!

Jedzie stromą śniegową rynną z pełnym impetem. Niczym zawodnicy bobsleja, których widywałeś w telewizji, tylko bez sań. Ściąga go siła grawitacji z towarzyszącym znikomym tarciem na oblodzonej powierzchni…Coraz szybciej i szybciej! Masz wrażenie, jakby startował w jakimś niezrozumiałym wyścigu i dopiero się rozpędzał.

Nie możesz oderwać wzroku. Sekundy stają się wiecznością a Ty postacią filmu dramatycznego, który, masz nadzieję, za chwilę zakończy się happy endem. Marzysz przez te ułamki sekund, aby podnieść się z mokrego od potu fotela kinowego po napisach końcowych. Obserwujesz z niedowierzaniem, w niewyobrażalnym szoku, całą trasę lotu. Kilkaset metrów spadania bezwładnego człowieka. Jakże bezbronnego w zetknięciu z przepiękną tego dnia naturą.

Dramat wydaje się trwać wieczność. W końcu dostrzegasz jak ogromne głazy wybijają ciało chłopaka w powietrze…Obrót w locie. Obserwujesz go niczym nagranie slow motion z nowoczesnych kamer. Niech ten film się już skończy!

Za wcześnie na to. Głazy leżące poniżej przyjmują beznamiętnie uderzenia tego, czego zadaniem jest ochrona mózgu, najważniejszego życiowo organu. Nie, nie kasku ochronnego. Kości czaszki.

Tchnienie

Stop. Zatrzymał się. Prawie przy Was! Osłupienie odpada z Was niczym skorupa, natychmiast ustępując miejsca trybowi zadaniowemu. Dzieli Was najwyżej kilkanaście metrów w linii prostej. Wiecie co robić, byle szybko! Podział zadań. Telefon do TOPR, od lat macie go zapisanego w telefonach. Zasięg kuleje. Rozłącza. Wybija z sieci. W końcu przez numer 112 udaje się połączyć z dyspozytorem Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Ratownicy wiedzą już co się stało i gdzie.

Podlatujecie do człowieka. Wygląda jak…jak ranni na tych niektórych zdjęciach, które Facebook lub Instagram ukrywają przed wzrokiem użytkowników. Nawet dużo gorzej. Zmasakrowane, zalane krwią ciało młodego człowieka macie przed oczami. Na żywo. Nie na wyświetlaczu smartfona.

Wyobraź sobie, że widzieliście w życiu niejedno. Niejednego człowieka ciężko rannego ratowaliście. Złamania otwarte, wystające kości, rozszarpane mięśnie, wnętrzności – wszystko to znacie z codziennej pracy. Pewnie niektórym takie widoki nie pozwalają działać. Dla Was to nie przeszkoda, wiecie, że trzeba przejść do kolejnych kroków. Podejmujecie i tu próbę ratowania, jakżeby inaczej!

Obracając poszkodowanego na plecy by sprawdzić funkcje życiowe jedno z Was, razem z tym nieprzytomnym, krytycznie rannym człowiekiem, osuwa się. Traci równowagę i niemalże spada wraz z lawiną kamieni…Rzutem na taśmę chwyta za głaz i równowagę odzyskuje. Moment. Tak bardzo jest stromo. Życie w ułamku sekundy przelatuje przed oczami, jak na filmach. Dziękujesz refleksowi za natychmiastową reakcję. Za szansę na zejście z góry i dotarcie do domu. Razem.

Sprawdzenie oddechu. Nie ma. Tętno? Nieobecne. Jeszcze raz, dla pewności! Tysiące razy w życiu sprawdzaliście u swoich pacjentów funkcje życiowe. Modliłbyś się, gdybyś był wierzący, żeby rozpoznać chociaż te 2 oddechy w ciągu 10 sekund. Choć jedno uderzenie serca dające jakąkolwiek nadzieję. Nic. Zero. Cisza.

Tylko Was troje i wokół ta przerażająca, górska cisza.

Nagłe zatrzymanie krążenia w wyniku urazu, tutaj nie masz wątpliwości. Wiesz aż za dobrze, co to oznacza ale trzeba spróbować! Dziesiątki myśli na sekundę. Ocena sytuacji. Miejsce zdarzenia. Bezpieczeństwo. Mechanizm urazu. Wezwanie pomocy. Postępowanie. Znowu bezpieczeństwo. Jedna myśl przelatuje Ci przez głowę: „kurwa, przed chwilą prawie spadłem z tego zbocza razem z poszkodowanym”.

Szukacie miejsca do działania. Szybkie rozważania, gdzie podjąć resuscytację krążeniowo-oddechową (RKO) przed przylotem śmigłowca ze Specjalistami, tymi od ratowania w górach. Miejsce, miejsce, miejsce…Byle bezpiecznie! Tutaj nie ma bezpiecznie…

Gdyby choć jedno wypłaszczenie terenu…Może gdyby kilkaset metrów niżej…Może gdzieś kilkadziesiąt w bok…Albo gdyby mniej ślisko, mniej stromo. Czując upływ każdej sekundy na wagę życia próbujecie znaleźć rozwiązanie. Burza mózgów. Swoimi wyładowaniami mogłaby zasilić w energię całe Zakopane. Obydwoje odczuwacie największą w życiu bezsilność. Takiej bezradności nigdy wcześniej nie zaznaliście.

Słyszysz szum. Znasz ten dźwięk. Nadlatują w końcu Oni! Widzicie, jak śmigłowiec Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego pojawia się na horyzoncie od strony Czarnego Stawu pod Rysami. Jak długo to już trwa? Nie masz pojęcia. W pracy jako medyk pamiętasz sekundy, minuty, odliczasz kolejne pętle RKO, wiesz, ile było defibrylacji przez 40 minut reanimacji. Na tym zboczu nawet nie wiesz, jak długo już stoicie, chcąc i próbując zrobić coś. Cokolwiek.

Światło

Śmigłowiec coraz bliżej. Przyklejacie się do stoku i tych cholernych głazów. Niecierpliwie oczekujesz na Specjalistów, którzy w tych warunkach potrafią zdziałać nieporównywalnie więcej od Ciebie. Znasz aż za dobrze różnicę w odczuwaniu upływającego czasu. Czas inaczej płynie ratowanemu, inaczej ratującemu a jeszcze inaczej świadkom zdarzenia lub rodzinie chorego.

Jak w takim razie, ten sam przecież czas, płynie świadkom wypadku, którzy na co dzień ratują a w tych warunkach nie są w stanie?

Z podniebnego ptaka desantuje się dwóch ratowników Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Oceniają zapewne sytuację, miejsce zdarzenia, potrzebne siły i środki – tak się domyślasz. Chwilę później przy poszkodowanym jest dwóch kolejnych ratowników TOPR i jeszcze więcej sprzętu. Razem z Twoją Lepszą Połówką i Tobą daje to łącznie sześć osób.

Zdajecie Ratownikom relację z galopującą akcją serca. Czego byliście przed chwilą świadkami, co rozpoznaliście u rannego w prostym badaniu, co próbowaliście zrobić, ze swoją bezsilnością włącznie. Ratownicy TOPR wiedzą co robić i potrafią, nawet w ekstremalnych warunkach. To nie pierwszy tak dramatyczny wypadek w pracy ratowników tatrzańskich.

Choć ciśnienie dalej Wam nie opadło, serca pompują krew jak szalone, to ledwo stoicie na nogach. Na tych kamieniach. Na tym cholernie stromym podejściu pod Rysy. Ratownikom TOPR też na pewno nie jest łatwo, ale akcję zaczynają. Podejmują heroiczną próbę uratowania życia młodego człowieka. Za wszelką cenę, narażając siebie. Dosłownie. Pomimo tak niewyobrażalnie trudnych warunków terenowych!

Jeśli Tobie nie raz w pracy podczas reanimacji pot ściekał po całych plecach i tyłku, jeśli Twojemu koledze w trakcie ważnego spotkania w biurze również, to dokąd tym Ratownikom pot musi spływać? Chyba do butów. Przesunięcie poszkodowanego, by uzyskać miejsce na niezbędne działania. Rozpoczęcie uciśnięć klatki piersiowej, w pozycji nawet nie zbliżonej do rekomendowanej przez wytyczne. Nie da się inaczej. Tej klęczącej, stabilnej, na obydwu kolanach. Nie da się uklęknąć tak ładnie, jak z obrazka w książce, w terenie o takim nachyleniu. Śmigłowiec odlatuje znad miejsca zdarzenia. Ratownik przygotowuje urządzenie do mechanicznej kompresji klatki piersiowej, które zaraz zastąpi ręce.

Sześć osób, licząc Waszą dwójkę, ma cały czas te ręce zajęte. Dwie osoby muszą podtrzymywać bez przerw nieoddychającego człowieka, by ten nie zsuwał się już bardziej ze stromego zbocza razem z kamieniami. Równocześnie Wy wszyscy musicie uważać, by nie stracić równowagi. Raki to nie balerinki. Głazy na stromym zboczu to nie parkiet taneczny.

Oni

Wyobraź sobie, że jesteś medykiem, więc widzisz więcej. Zwracasz uwagę na rzeczy specyficzne. Widzisz to, czego oczy Twoich niemedycznych znajomych by nigdy pewnie nie dostrzegły. Przez lata pracy spotkałeś się z całym przekrojem medycznych osobowości, w dobrym i złym tego słowa znaczeniu. Wiesz więc, że Ci ratownicy TOPR to ratownicy przez naprawdę duże „R”. Nie jacyś przypadkowi ludzie, którzy przywdziali kaski, uprzęże i górskie kostiumy z kolorowym logo. Ratownicy.

Widzisz, że w tych tak dla Ciebie cholernie trudnych warunkach i sytuacji oni wiedzą, co robią. Słyszysz Ich krótkie wymiany słów. Konkretne komendy. Osoba niezwiązana z medycyną ratunkową mogłaby uznać je za niegrzeczne. „Zrób to”. „Podaj mi tamto”. W trakcie takich akcji nie ma czasu na zbędne uprzejmości pokroju „proszę cię bardzo o rurkę intubacyjną o rozmiarze 8.0” lub „czy mógłbyś mi podać ampułkę z adrenaliną?”. Komunikacja jest ograniczona do minimum i wiesz o tym z własnego doświadczenia tyle, że na nizinach.

Akcja trwa. Urządzenie w rytmicznym tempie prowadzi kompresję klatki piersiowej, zastępując tym samym pracę niebijącego serca. Toprowcy uwijają się ze wszystkim w niesamowitym tempie, choć ich twarze nie zdradzają pośpiechu. Widzisz ich pewne ruchy. Widzisz szybko podejmowane decyzje o kolejnych krokach postępowania.

Jak często Ratownicy TOPR ćwiczą reanimację w takich warunkach terenowych? Tego nie wiesz ale widzisz, że wszystkie ich działania mają sens. Wiele zespołów pogotowia ratunkowego mogłoby się od tych Ratowników nauczyć schematycznego, poukładanego i opanowanego działania.

Sprawność

Z Lepszą Połówką pomagacie Ratownikom jak tylko możecie. Po czasie uznasz to za wyjątkowe wyróżnienie. To, że Ci Specjaliści, Toprowcy, zaufali Wam, pozwolili wesprzeć ich w działaniu. Mogli spławić, jak pewnie w niejednym mieście niejeden zespół pogotowia by zrobił.

Serce dalej nie pracuje, na własny oddech rannego tym bardziej nie ma co liczyć. Przy tak rozległych obrażeniach głowy to nie dziwne, wiesz to. Poszkodowany jest cały czas resuscytowany.

Urządzenie uciska klatkę, tlen jest dostarczany do płuc przy każdym ściśnięciu worka samorozprężalnego. Działania ratowników TOPR są wyjątkowo sprawne. Jeden z nich zajmuje miejsce za głową rannego. Biorąc pod uwagę nachylenie terenu, to właściwie niemalże ponad głową. Po co tam idzie? Wiesz to, zanim tam doszedł.

Długi czas nie będziesz mógł wyjść z podziwu, jak temu Toprowcowi udało się zaintubować poszkodowanego za pierwszym razem. W tych warunkach, na tatrzańskim zboczu góry, Tobie było ciężko dopiąć raka a Ratownik teraz, jak gdyby nigdy nic, włożył rurkę do tchawicy urazowego rannego.

Czas płynie nieubłaganie. Drugi z Ratowników w mgnieniu oka zakłada wkłucie doszpikowe. I znowu to widzisz: pewność w każdym momencie działania. W każdym ruchu. Drożne? Drożne. Przepłukanie dostępu. Miligram adrenaliny. Podłączenie płynu. Obydwoje znacie to wszystko, krok po kroku, tylko z trochę bardziej przyjaznych medykom warunków środowiska.

Jak i Ty wiesz, tak i ratownicy górscy w Tatrach ratujący wiedzą jedno. Każdy ranny po urazie, zwłaszcza w krytycznym stanie, musi trafić do szpitala jak najszybciej. Wszystkie czynności, które Ci Ratownicy wykonują, zawierają się w zakresie zaawansowanych zabiegów ratujących życie. Jeśli jednak młodemu mężczyźnie dany jest choćby ułamek procenta szansy na przeżycie, na odzyskanie oddechu, to przelot do zakopiańskiego szpitala musi być natychmiastowy. Ani minuty opóźnienia.

Kierunek

Po chwili słyszycie a w końcu widzicie nadlatujący czerwono-biały śmigłowiec. I znów dobrze zdajesz sobie sprawę, że przetransportowanie pacjenta w zatrzymaniu krążenia do karetki, tej na kołach, to cholernie trudna sprawa. Kable, urządzenia, dostępy donaczyniowe, rurki możliwe do wyrwania – emocje nie mogą wziąć góry nad opanowaniem. A jak to będzie z transportem do śmigłowca? Dla Ratowników TOPR sprawa jest oczywista. Dla Ciebie w tych warunkach zabezpieczenie rannego w trakcie RKO na specjalistycznych nosze wygląda niczym przygotowanie krążownika NASA do startu.

Po chwili na jednej linie wciągani są na pokład Ratownik oraz młody mężczyzna w noszach. Jego nieobecne funkcje życiowe cały czas zastępuje urządzenie do kompresji klatki piersiowej i wtłaczający tlen do płuc respirator.

Co dalej? Szum wirników z każdą sekundą jest coraz mniej słyszalny. Śmigłowiec Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego znika za górami w drodze do szpitala w Zakopanem.

Powraca stopniowo bezkresna, górska cisza. Opływa Was niczym woda kamienie leżące na brzegu Morskiego Oka.

Jawa

Stoicie na drżących nogach. Bez słów. Patrzycie się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą była widoczna miniaturowa wersja helikoptera TOPR. Czarny Staw pod Rysami i Morskie Oko wyglądają wciąż przepięknie ale…jakoś inaczej. Czas zatrzymał się, ponownie. Czy to naprawdę się wydarzyło? Gdzie są napisy końcowe?

Za plecami Rysy dalej kuszą obietnicą nieziemskiego widoku ze szczytu. Dla Was to za wiele. Osiągnęliście maksymalną wysokość, która tego dnia była Wam pisana przez los. Czy Rysy poczekają? Będą w tym samym miejscu za kilka miesięcy lub lat, gdy ponownie podejmiecie próbę ich zdobycia na wiosnę ale w zimowych warunkach?

Poczekają. Nigdzie się nie ruszą. Nie ma siły, która by je zabrała z Tatr.

Czy cisza może brzmieć w głowie jak dźwięk? Czy ciszę słychać? Może to odgłos krwi, przepychanej przez naczynia mózgowe pod dużym ciśnieniem? Cisza Was pochłonęła całkowicie. Sparaliżowała. Czujesz że coś, za co kochasz góry, zaczyna sprawiać Ci ból. Ten nieprzyjemny ból rozlewa się po wszystkich komórkach ciała. Wwierca do głowy.

Ile już tak stoicie? Co się przed chwilą wydarzyło? Jak wydostać się z miejsca, w którym zostaliście sami? Jak zejść?

Odpowiedź jest oczywista choć przerażająca. Musicie pokonać tą samą drogę, tylko w przeciwnym kierunku. W dół. Stromo w dół. Czujecie, jak działanie adrenaliny zaczyna opadać. Mięśnie całego ciała, zwłaszcza nóg, zaczynają jeszcze bardziej drżeć i palić równocześnie. Przypominasz sobie najgorsze potreningowe zakwasy, jakie w życiu miałeś. One były niczym w stosunku do tego, co odczuwasz teraz.

Cisza. Do miejsca, gdzie jesteście, nie docierają żadne dźwięki. Schronisko jest za daleko. Wokół pustka. I cisza. Słyszysz tylko ją. I pytania, formułowane bezdźwięcznie na różne sposoby. Czy mogliśmy zrobić coś więcej? Czy mogliśmy inaczej udzielić pomocy? Czy daliśmy z siebie wszystko? Czy mogliśmy postarać się bardziej? Znaleźć miejsce do bezpiecznego prowadzenia resuscytacji? Pytaniom zadawanym sobie nie będzie końca. Będą powracać, o czym dopiero się przekonacie.

Ściągacie rękawiczki ochronne, które miałeś schowane w kieszeni pasa biodrowego plecaka. Spoglądasz na swoją Lepszą Połówkę…

Wygląda…wygląda jakby stoczyła najcięższą walkę o życie drugiego człowieka. Całe przedramiona i podwinięte rękawy niebieskiej kurtki ma we krwi. Pytasz przerażony, czy nic jej się nie stało. Nie, to nie jej krew. W spodnie krew wsiąknęła aż powyżej kolan. Po intubacji wykonanej przez Ratownika TOPR to ona stabilizowała między kolanami głowę rannego, równocześnie wentylując go workiem samorozprężalnym. Najdzielniejsza Lepsza Połówka na świecie.

Rzeczywistość

Częściowo przebrani robicie odpoczynek przy granicy śniegu nad Czarnym Stawem pod Rysami. Nie założyliście, niestety, że przydadzą się spodnie na zmianę. Ludzi na szczęście jest tu niewiele, więc i szansa na niechcianą przez Was z nikim rozmowę mała. Jedna para, pomimo Waszych niewyraźnych min przytłoczonych niedawnym zdarzeniem, pyta o warunki w wyższych partiach.

Nie zdradzając szczegółów dramatu, w którym braliście udział, odradzacie im dalszą wędrówkę. Decydują się pójść dalej, zrobić rekonesans. Zachęcacie ich więc do tego, żeby wykorzystali cały sprzęt zimowy, jaki mają ze sobą. Stwierdzają, że wyjdą w górę a jeśli będzie potrzeba, to wtedy dopiero odepną od plecaków czekany i będą się nimi wspomagać…Cisza.

Obniżaniu wysokości towarzyszy wzrost temperatury i liczebności turystów. Schronisko nad Morskim Okiem jest pełne rozentuzjazmowanych ludzi. Tych rozentuzjazmowanych bardziej jest jeszcze więcej przed schroniskiem i nad jeziorem. Gwar. Głośne śmiechy, wrzaski, płacz dzieci, tu i ówdzie przelatujące „kurwy” wiercą Wam dziury w głowach jeszcze głębsze i dotkliwsze niż godzinę temu cisza.

Spomiędzy tych wszystkich euforycznych oznak ludzkiego szczęścia, gdzieniegdzie powodowanego zapewne piwem z plastikowego kubka, przebijają się do Waszych uszu radośnie rzucane hasła turystów w krótkich spodenkach: „to co, idziemy zaraz na Rysy?”.

Po kilku minutach w tym tłumie odechciewa się Wam jeść i decydujecie się na powrót do domu. Odwołujecie kolejny nocleg w schronisku, zamieniacie ciężkie buty na japonki. Tak, te japonki, wyśmiewane wszędzie w internecie, przez Was również. Staną się pozornym ukojeniem i najlepszą rzeczą, która mogła Was spotkać tego dnia.

Wyobraź sobie, że schodzicie asfaltem z Morskiego Oka w tempie sprawnego piechura. Mijacie się z dziesiątkami ludzi, wdrapujących się w przeciwnym kierunku w adidasach lub tenisówkach. Widzisz kątem oka ich, starające się być dyskretnymi, spojrzenia. Widzisz ich grymasy mimowolnie pojawiające się na twarzach. Oceniające Was. Wasze przygotowanie do wyprawy w góry. Wyobraź sobie, jak to wszystko masz głęboko gdzieś.

Za Waszymi plecami zostawiliście niezdobyte Rysy i całe górskie piękno, do którego za jakiś czas wrócicie.

Macie czas, choć tego dnia jednemu młodemu człowiekowi czas upłynął nieodwracalnie.

Życie toczy się dalej ale tylko tym, którzy życia w górach nie stracili.

W wyrazie szacunku i uznania za heroiczną walkę dla Ratowników Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, którzy bezinteresownie, w każdych warunkach pogodowych i nierzadko z narażeniem własnego życia ruszają na ratunek, by pomóc drugiemu człowiekowi.

Postscriptum

Każdy człowiek dla siebie samego oraz ratowników TOPR może, a wręcz powinien czuć się zobowiązany, zrobić jedną rzecz. Zawsze wyruszać w góry odpowiednio przygotowanym. Oznacza to nie tylko posiadanie odpowiedniego sprzętu ale przede wszystkim wiedzy, umiejętności oraz pokory. Brak któregokolwiek elementu stwarza zagrożenia nie tylko dla życia jego własnego ale i życia ratowników tatrzańskich, podejmujących akcję ratunkową.

Społeczność serwisu Tatromaniak oraz Fundacja Ratownictwa Tatrzańskiego TOPR organizują właśnie zbiórkę publiczną na zakup specjalistycznego sprzętu medycznego dla TOPR. Zachęcam każdą osobę, której sercu Tatry są bliskie, o wsparcie zbiórki. Obyśmy nigdy nie musieli skorzystać z pomocy Ratowników TOPR ale jeśli taka potrzeba będzie, niech mają czym nas ratować.

ZBIÓRKA: Zakup specjalistycznego sprzętu do ratownictwa medycznego dla ratowników TOPR



Wyświetlenia: 1 500

Podoba Ci się na Ratowniczym? Zapisz się!

Wyślę Ci bezpłatne zestawienie ponad 200 skrótów wykorzystywanych w ratownictwie i medycynie, które otrzymasz po kilku minutach. Dodatkowo dzięki rejestracji otrzymasz dostęp do zamkniętej grupy na FB dla pasjonatów ratownictwa a dwa razy w miesiącu informację o nowych wpisach na blogu. Zero spamu, Twojego adresu nie udostępnię nikomu!





To nie koniec! Przeczytaj najnowsze wpisy: