Ratownictwo medyczne – gdzie pasję zabija codzienne piekło

2 stycznia 2019, Ochrona zdrowia oraz Ratownictwo, Komentarze (0)

Ratownictwo medyczne jest specyficzną branżą, patrząc nawet przez pryzmat innych dziedzin medycyny. Poza garstką oddziałów szpitalnych, nigdzie jak w ratownictwie medycy nie mają styczności z tak dużą liczbą drastycznych przypadków. Z jednej strony nagłych i nieprzewidzianych, z drugiej niebezpiecznych dla pracowników medycznych a z trzeciej kończących się nierzadko śmiercią pacjenta. Czym codzienność ratowników medycznych, pielęgniarek i lekarzy jest doprawiona?

Osoby pracujące w ratownictwie medycznym muszą prezentować pewne cechy charakteru, by być w stanie sprawnie udzielić umierającemu człowiekowi pomocy. Medycy muszą do traumatycznych widoków i pewnych typów zdarzeń przywyknąć by, po ludzku, nie zwariować. Nie oznacza to, że wszyscy wyzbywają się uczuć. Często są one jednak skrzętnie ukryte głęboko w sobie, przykryte skorupą profesjonalizmu, nierzadko odbieranego przez osoby postronne jako zobojętnienie czy brak empatii. Ale nie o cechach medyków ratunkowych dziś a o tym jednym, co podobno medyków ratunkowych łączy.


„Nawet z pozoru najdziwaczniejsza, najskromniejsza pasja jest czymś bardzo, ale to bardzo cennym.”


Jeśli by wierzyć sentencji Stephena Kinga, medycy ratunkowi, w tym ratownicy medyczni, powinni być ludźmi wyjątkowo szczęśliwymi bo posiadającymi coś bardzo cennego. Mieć pasję to piękna sprawa. Jeśli na dodatek pasją człowieka jest pomaganie innym to czegóż chcieć więcej?

Można odnaleźć pasję w wykonywanym zawodzie lub na odwrót, znaleźć pracę, w której możemy swe wcześniejsze pasje realizować. To niesamowite szczęście. Mój kolega Kuba Rychlik, ratownik medyczny, na swoim blogu napisał kiedyś: „Chęć ratowania ludzkiego życia i wiedzę w tym zakresie połączyłem z zamiłowaniem do uczenia ludzi.„

Wielu ratowników medycznych głośno mówi o tym, że ratownictwo jest ich pasją. Pogotowie i karetka to ich miejsca na tej ziemi. Wymarzona praca. Nie wyobrażają sobie wykonywania innego zawodu lub tego samego, ale w innym miejscu.

Bardzo dobrze ich rozumiem. Za dobrze. Przez lata sam tak mówiłem głośno, powtarzałem pewne dobrze znane regułki jak mantrę. Koleżankom i kolegom w pracy. Rodzinie. Przyjaciołom. Studentom na praktykach. Cholera, na blogu o tym pisałem sam nie wiem ile razy, bo i ten blog powstał z mojej pasji do ratownictwa przecież.

Teraz, co spostrzegli być może uważniejsi Czytelnicy i Obserwatorzy, mówię o tym wszystkim już trochę ciszej i staram się trwać w tym, co kiedyś stało się całym moim życiem. Czasami nie mówię i nie piszę już nic, bo brak mi po prostu słów…Jak wygląda pasja do ratowania w polskim wydaniu? Pasja, która tak ma łączyć nie tylko ratowników medycznych, ale i wszystkich medyków ratunkowych? O tym przeczytasz za chwilę ale najpierw kilka pozytywnych historii o pasji.

Pasja

Wiesz, jak medycy wyrażają swoją pasję do ratownictwa?

Pasja do ratownictwa jest wtedy, gdy co roku od wielu lat setki medyków z całej Polski wyłączają się na tydzień ze swojego życia prywatnego i zawodowego, by uczestnicy Przystanku Woodstock (obecnie Pol’and’Rock Festival) mieli zabezpieczenie medyczne, gdyby coś im się stało.

O pasji do ratownictwa możemy mówić patrząc na ratowników Tatrzańskiego oraz Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, z których większość nie jest ratownikami zawodowymi a wolontariuszami. Tak, większość z nich nie otrzymuje żadnego wynagrodzenia za pełnienie dyżurów w górach i uczestniczenie w akcjach ratunkowych. Podobnie sytuacja wygląda np. u ratowników projektu Bezpieczny Kazbek, którzy od kilku lat z własnej inicjatywy w sezonie letnim pakują się i wyjeżdżają, by zapewnić bezpieczeństwo na najpopularniejszym szczycie Gruzji (gdzie często ranni zostają Polacy).

Pasja do ratownictwa to działania dziesiątek a raczej setek w całej Polsce grup ratowniczych i poszukiwawczo-ratowniczych. Organizacji znanych z nazwy bardziej, jak np. Polski Czerwony Krzyż, Maltańska Służba Medyczna czy Harcerskie Grupy Ratownicze, a także tych mniej znanych, z których wymienić choćby połowy nie sposób. W ich strukturach działają czynni zawodowo ratownicy, pielęgniarki i lekarze, poświęcając czas dla pasji właśnie.

Pasja do pomagania drugiemu człowiekowi to wyjście wieczorem na ulice Warszawy ze sprzętem medycznym, by pomóc bezdomnym. Oczyścić ich rany, założyć świeże opatrunki, porozmawiać, wesprzeć psychicznie. Tak, robią to czynni zawodowo medycy poza godzinami swojej pracy etatowej w ramach akcji Medycy na Ulicy!

Pasję do ratownictwa można wyrazić tworząc bezpłatną aplikację o pierwszej pomocy na smartfony, poświęcając na to czas prywatny oraz namawiając do współpracy przedstawicieli innych służb ratunkowych. I to jest świetny przykład pasji, która ludzi łączy! To może być także tworzenie ogólnopolskiej bazy defibrylatorów AED, aby każdy z poziomu telefonu mógł zlokalizować najbliższe zdarzeniu urządzenie przywracające pracę serca.

Z pasji do ratownictwa powstaje unikatowy na skalę co najmniej Europy system, który integruje przedstawicieli wszelkich służb ratowniczych, by dać szansę na przeżycie pacjentom w hipotermii głębokiej. System Centrum Leczenia Hipotermii Głębokiej, dzięki któremu niejedno ludzkie życie zostało już uratowane!

Pasję do ratownictwa można też zauważyć w niejednym mieście Polski na spotkaniach Ratownictwo Po Godzinach, które organizują w wolnym czasie Medycy dla setek innych Medyków.

To jest, szanowni Czytelnicy, pasja. Inicjatywy wymienione powyżej to tylko przykłady działania Medyków, mających pasję do ratownictwa i pomagania drugiemu człowiekowi.


Tym się wyraża ponadprzeciętny entuzjazm: działaniem dobrowolnym, które nie jest obowiązkiem i nie wynika z zatrudnienia w tej lub innej firmie.


Oczywiście pisząc te słowa nie umniejszam żadnemu ratownikowi, lekarzowi lub pielęgniarce, którzy wykonując swoje obowiązki zawodowe wkładają w nie serce i robią to z pasją. Chwała im za to! Uważam ich za przykład i gratuluję, zwłaszcza tym pracującym dłużej niż krócej, że potrafią tę pasję w sobie podtrzymywać.

Musimy jednak spojrzeć prawdzie w oczy. Praca w pogotowiu ratunkowym, w szpitalu lub jakiejkolwiek innej placówce opieki medycznej jest…pracą! Nie odkrywam tym stwierdzeniem nowego lądu. Mam jednak wrażenie, że zarówno niektórzy przedstawiciele naszych środowisk medycznych jak i decydenci, politycy, ministrowie oraz „odbiorcy usług medycznych” zagubili się ze swymi oczekiwaniami w polskiej rzeczywistości. Wszyscy, niezależnie po której stronie, funkcjonujemy w ochronie zdrowia jaką mamy a nie jaką mieć byśmy chcieli.

Zgadzam się, wykonywanie zawodu medycznego powinno być zarezerwowane dla najlepszych. Dla najbardziej zaangażowanych, najlepszych profesjonalistów, posiadających najszerszą wiedzę i bezbłędnie wykonujących wszelkie zabiegi manualne. Ci wszyscy specjaliści powinni mieć w sobie, i to jest moje zdanie, szczyptę pasji przynajmniej, by do pracy przychodzić z przyjemnością, z uśmiechem na twarzy. Promieniejąc energią jeszcze przed poranną kawą. Powinni.

„Pasja”

Jak wygląda realnie pasja do ratownictwa w systemie ochrony zdrowia w Polsce, patrząc z perspektywy roku 2018 i zaczynającego się 2019? Czy ta pasja, tak chętnie przez niektóre głosy przytaczane „powołanie” tudzież „służba”, tak właśnie powinny wyglądać w cywilizowanym kraju? Oto, szanowni Czytelnicy, jest codzienna „pasja do ratownictwa” obecna w wielu pogotowiach i szpitalach.

„Pasją” nie tylko ratowników ale i pielęgniarek oraz lekarzy, jest przemieszczanie się pomiędzy minimum dwoma miejscami pracy. Z dyżuru na dyżur. Po 12 godzinach pracy na kolejne 12, 24 lub więcej. Czasem w obrębie jednego miasta, kilka-kilkanaście kilometrów, czasem grubo ponad kilkadziesiąt, by dojechać do szpitala województwo obok.

„Pasją” medyków jest spanie o każdej porze dnia i nocy, niezależnie od miejsca (byle nie za kierownicą!), co najczęściej odbywa się poza własnym łóżkiem i domem. Z dala od żon, mężów, dzieci. Byle wyrwać chwilę. Kozetka w dyżurce, kanapa, jeśli takowa jest w pokoju socjalnym, blat biurka. Liczy się każda minuta odpięcia mózgu od sieci.

„Pasją” jest zaspokajanie potrzeb podstawowych: spożywanie posiłków i korzystanie z toalety. Nie wtedy, gdy się chce a wtedy, gdy jest taka szansa. Personel szpitalnych oddziałów ratunkowych na ten przykład ma niełatwo, gdy na korytarzu „czarno” od tłumu czekających godzinami, bogu ducha winnych pacjentów. W pogotowiu może czasem być trochę łatwiej: zawsze można schować resztki godności głęboko w kieszeń i poprosić rodzinę o możliwość skorzystania z ich łazienki przy okazji. Oczywiście jeśli jest na to czas i pacjent nie umiera.

„Pasją” ratowników medycznych, pielęgniarek i lekarzy jest bycie sparingpartnerem dla niestabilnych emocjonalnie ludzi, pijaków i narkomanów. A jak się trafi lepszy dzień, to medyk staje się ofiarą „jedynie” agresji słownej pacjentów i ich rodzin. Czasem ktoś splunie, rzuci soczystą „kurwą” albo zagrozi, że „zajebie jego i całą jego rodzinę”. Piękna ta pasja, jaka szlachetna! Wyroki dla sprawców, zawsze w zawieszeniu, dodają jej niespotykanych skrzydeł.

„Pasją” ratowników medycznych jest bycie zastraszanymi przez dyrekcję pogotowia lub szpitala: wysłuchiwanie gróźb zwolnienia z powodu „likwidacji stanowiska pracy”, gróźb złożenia na ratowników doniesienia do prokuratury. To nie moje wymysły i wcale nie jednostkowy przypadek, choć akurat ten jeden, ze Szpitala Powiatowego w Chrzanowie, opisałem na blogu.

Prawdziwa „pasja” do ratowania pojawia się wtedy, gdy jedziesz do pacjenta połamanego w wypadku albo z zawałem mięśnia sercowego i kiedy…nie masz na pokładzie karetki morfiny! Dlaczego nie masz? Gdyż pracodawca nie uznał za stosowne dać ratownikom dostępu do leku, który zgodnie z prawem mają możliwość podać. Tą pasją, niezrażeni trudami codzienności mogą zarazić się inni, za co zostaną przez dyrekcję pogotowia wyrzuceni z pracy w Boże Narodzenie. To spotkało w 2017 roku 5 ratowników medycznych ze Świętokrzyskiego Centrum Ratownictwa Medycznego. Kilkanaście dni temu Sąd Pracy uznał zwolnienie z pracy ratowników za niesłuszne i nakazał przywrócenie na stanowiska. W ramach wspierania „pasji” ratowników dyrektor pogotowia Marta Solnica złożyła przeciwko 3 z nich prywatny akt oskarżenia, za rzekome pomawianie jej na Facebooku.

Wyjątkową „pasją” w ratownictwie jest praca na tzw. kontrakcie (umowie cywilno-prawnej), który jest przedłużany z miesiąca na miesiąc albo co kwartał. Nie mając żadnej, ale to żadnej gwarancji zatrudnienia. W jeden miesiąc coś nie spodoba się przełożonemu i swoją pasję z szafki pracowniczej możesz spakować do torby. Na śmieci. A jak docenić tych, którzy wybijają się z szarego tłumu i chcą więcej, dając z siebie wszystko? Którzy chcą godnie zarabiać, kilka złotych za godzinę więcej, ratując codziennie ludzkie życie? Takich pasjonatów oferty należy odrzucić, tracąc z pogotowia około 60 ratowników. Ratowników medycznych nie byle jakich. Z wieloletnim stażem, bardzo doświadczonych, którzy na ratowanie innych poświęcili swoje całe zawodowe życie. Takiej decyzji, tj. utraty lwiej części doświadczonej ratowniczej ekipy, można pogratulować Pogotowiu Ratunkowemu we Wrocławiu.

*******

Wymienione powyżej przykłady są wierzchołkiem drążących system i ludzi problemów. To, co nas kiedyś połączyło pod postacią pasji i zamiłowania, obecnie dzieli nas coraz częściej. Z połączenia został jeden wspólny mianownik: codzienne funkcjonowanie w zawodowym piekle. Mam świadomość, że po lekturze moich słów wiele osób powie „jak ci tak źle to zmień pracę, zmień zawód”. Dziękuję za radę, zmieniłem!

Tylko czy o to chodzi, żeby z polskiego ratownictwa i ochrony zdrowia odeszli wszyscy prawdziwi pasjonaci? Żeby naszych bliskich i nas ratowali medycy co najwyżej przeciętni, bo tych najlepszych już nie ma w zawodzie albo w kraju? To nie jest przerażająca wizja przyszłości – to się dzieje już teraz! Od lat brakuje lekarzy, brakuje pielęgniarek, w pogotowiach coraz trudniej znaleźć chętnych do wzięcia dyżuru ratowników, o dyspozytorach medycznych nie wspominając.

Nie twierdzę przy tym, że my Medycy: ratownicy, pielęgniarki, lekarze i inni specjaliści, jeśteśmy bez winy. Główną winą wszystkich specjalistów medycznych jest to, że dają się w taki a nie inny sposób traktować. Że brak im przysłowiowych „jaj”, solidarności oraz konsekwencji w walce o swoje i swych bliskich lepsze jutro. Ale to osobny temat, który zresztą już poruszałem i pewnie będę do niego wracał. Koniec końców fakt pozostaje jeden.


Piekło codziennej pracy w ratownictwie i ochronie zdrowia już dawno zabiło pasję wielu ratowników medycznych, pielęgniarek i lekarzy. Na amen.


linki i źródła:
Medyczny patrol WOŚP
Bezpieczny Kazbek
Medycy na Ulicy
Aplikacja: „Pierwsza pomoc – ratownictwo medyczne”
Fundacja Ratuj Życie
Centrum Leczenia Hipotermii Głębokiej
Ratownictwo Po Godzinach

Kieleckie karetki bez morfiny
Zwolnieni w Wigilię ratownicy z Kielc potrzebują pomocy
Zwolnieni ratownicy wygrali w sądzie. Wracają do pracy
Dyrektor nie odpuszcza. Złożyła prywatny akt oskarżenia przeciw ratownikom
Wrocław: Ratownicy bez kontraktów. Czy będzie miał kto jeździć w karetkach?



Wyświetlenia: 3 680

Podoba Ci się na Ratowniczym? Zapisz się!

Wyślę Ci bezpłatne zestawienie ponad 200 skrótów wykorzystywanych w ratownictwie i medycynie, które otrzymasz po kilku minutach. Dodatkowo dzięki rejestracji otrzymasz dostęp do zamkniętej grupy na FB dla pasjonatów ratownictwa a dwa razy w miesiącu informację o nowych wpisach na blogu. Zero spamu, Twojego adresu nie udostępnię nikomu!





To nie koniec! Przeczytaj najnowsze wpisy: