Propozycja nie do odrzucenia

19 kwietnia 2012, Ratownictwo, 2 komentarze

Niedawno otrzymałem tytułową propozycję nie do odrzucenia. Jednak nie o sobie samym ten wpis – hasło to po prostu nasunęło mi pytania o tego typu sytuacjach w naszej pracy w ochronie zdrowia. Czy takowe się zdarzają? Jak sobie z nimi radzimy? Zapraszam do lektury.

Relacja ratownik-pacjent

„Proszę pana, musimy rozpocząć reanimację, bo stan pana zdrowia pilnie tego wymaga.” – na szczęście w tego typu sytuacjach, gdy pacjent jest nieprzytomny i ma niewiele do powiedzenia (właściwie to nic) problemu nie ma. Problemu nie ma również z reguły w przypadku ciężkich zaburzeń świadomości.

Źle wróżą natomiast sytuacje, w których pacjent jest w pełni władz umysłowych a zarazem stan jego zdrowia nie prezentuje się wyśmienicie. Weźmy na ten przykład sytuację z 60-letnim mężczyzną, do którego ZRM przyjechał z powodu silnej duszności (karetkę wezwała żona). Stół kuchenny a przy nim siedzący człowiek, z niewydolnością oddechową, tachypnoe i psikawką zwaną inhalatorem w ręce.

Pierwsze wrażenie nieciekawe, na myśl nasuwa się szybkie podanie leków i transport do szpitala. W wywiadzie duszność utrzymująca się od kilku godzin, astma oskrzelowa. Psikawka wędruje do ust mężczyzny z częstotliwością 3 razy na minutę, przy czym przy tak szybkim i płytkim oddechu lek nie ma szans zadziałać. Pełny wywiad, badanie, decyzja: „szanowny panie, propozycja nie do odrzucenia: podamy nasze leki i zawieziemy pana do szpitala”.

Pacjent propozycji naszej niestety nie uznaje. Niby jest mu źle i ciężko, lecz on karetki nie chciał. Możemy czekać, aż jego stan się pogorszy jeszcze bardziej i odmówić pomocy nie będzie już w stanie. Z drugiej strony opcją jest uruchomienie nieskazitelnych pokładów swojej cierpliwości i przekonanie pacjenta wszelkimi możliwymi sposobami, że „moja racja jest mojsza niż twojsza”. Wymaga to zachowania pełnej kultury, stoickiego spokoju, sensownych, zrozumiałych dla pacjenta argumentów i doświadczenia w negocjacjach.

Szczerze, czasami sprawa łatwą nie jest.

Relacja ratownik-personel SOR

Tutaj mnogość propozycji nie do odrzucenia może być porażająca a stopień trudności prowadzenia negocjacji drastycznie wzrasta. Weźmy na tapetę pierwsze z brzegu „czemuście do nas pacjenta przywieźli, jedźcież z nim do szpitala im. Annasza i Kajfasza”.

Ileż to razy nam wszystkim się zdarzyło przywiezienie pacjenta do nie tego szpitala, co potrzeba! Oczywiście nie naszym zdaniem, tylko zdaniem personelu SOR. Któremu oczywiście nie zależy na dużej ilości pacjentów, co zrozumiałe, tak jak i nam nie zależy na dużej ilości wyjazdów.

Warto przypomnieć po raz kolejny, że REJONIZACJI NIE MA. Tyle w tym temacie.

Inne sytuacje? Proszę bardzo. Zasada „jednych noszy/jednej deski”. Przekazujemy pacjenta urazowego, zabezpieczonego na desce ortopedycznej, w stabilizatorach, kołnierzu etc. z naszej karetki. W zamian, zgodnie ze sztuką, otrzymujemy komplet sprzętu ze szpitalnego oddziału ratunkowego; sprzętu sprawnego, skompletowanego, czystego. Zaraz zaraz, napisałem czystego? Bajka…Skompletowanego? „Poczekajcie chwilę, nie mogę odnaleźć deski i jednego stabilizatora”…

Właśnie! Przypomniała mi się jedna z sytuacji w SOR, z nieszczęsnymi stabilizatorami związana. Od kilku dni w naszej karetce jeździły dwa stabilizatory głowy, każdy z innej parafii. Oczywiście rolę swą spełniały, jednak na poczuciu estetyki pozostawała szrama.

Łut szczęścia, jak mi się wydawało, sprawił, że pacjenta urazowego z wypadku przywieźliśmy do SOR, który na swym stanie posiadał dokładnie taki sam komplet stabilizatorów głowy jak my. Sprawa prosta – zachowując unieruchomienie podmienimy pacjentowi jeden z „klocków” i wszyscy będą szczęśliwi, mając idealnie dopasowany sprzęt. Jakież to błędne myślenie!

Szanowna pani pielęgniarko, mam propozycję: mamy takie same komplety, podmieńmy jeden klocek, będziemy mieć właściwe.
Słucham pana?
Szanowna pani pielęgniarko, mam propozycję: […]…
Nie! Nie ma mowy! Nic wam nie dam!
Ale dlaczego? Nie chcę pani nic zabrać, chcę żeby wszyscy byli szczęśliwi. Zamienimy się po jednym i będzie oh i ah. A poza tym, dlaczego pani na mnie krzyczy?
Bo nasz szpital kupił niedawno nowiutki, błyszczący i czyściutki sprzęt za pierdzilion tysięcy złotówek, a teraz…a teraz…wszystko nam rozkradli!!! (mając na myśli ZRM-y)

Negocjacje zakończone fiaskiem, nie miały szans powodzenia. Propozycja nie do odrzucenia, chociaż bardzo sensowna dla drugiej strony takową nie była, pomimo obopólnych korzyści.

Relacja ratownik-przełożony/pracodawca

W tym typie relacji niestety ratownicy są bardzo często na straconej pozycji. Propozycje nie do odrzucenia w większości sytuacji są jednokierunkowe, z góry, a negocjacje trudne bądź nawet bez szans powodzenia. Szczerze muszę przyznać, że do tej pory tego typu problemów raczej nie doznałem. Jestem natomiast przekonany, że Wy, drodzy Czytelnicy, mogliście się z problemami różnej maści spotkać. Co mi przychodzi do głowy?

Rzeczy podstawowe: układanie dyżurów na grafiku, zamiana dyżurów, wybieranie terminów „przeskoków”, urlopów, także dostanie odpowiedniej ilości dyżurów na kontrakcie.

Rzeczy istotne w wykonywaniu pracy: korzystanie z niektórego sprzętu (np. elektrody combo), niedobór sprzętu podstawowego i zaawansowanego, sprzęt ratowniczy zużyty, ambulanse również (w tej chwili przypomniała mi się jedna z byłych prac gdzie usłyszałem, że „zużywam za dużo rękawiczek, mogę przecież pobierać krew w foliowych”:).

Rzeczy istotne pod kątem zatrudnienia: chęć pracy a brak wolnych miejsc, chęć dalszej pracy a redukcja zatrudnienia, wysokość pensji na etacie/stawek godzinowych na kontrakcie, dodatki socjalne, których nie ma, przeniesienie do innej podstacji/filii zakładu pracy.

W powyższych sytuacjach niejednokrotnie, nie wdając się w szczegóły i możliwości jednostki, odgórna propozycja nie do odrzucenia rzeczywiście takową będzie, np.: „masz tak zrobić, inaczej na twoje miejsce jest 300 podań w kadrach”. Smutne lecz takie są obecnie warunki rynku pracy.

Oczywiście zabrakło w powyższych rozważaniach relacji ratownik-pozostali członkowie ZRM – temat jest na tyle głęboki, że spokojnie można by poświęcić mu osobny wpis, dwa albo i sześć :-).

Ciekawy jestem, z jakimi propozycjami nie do odrzucenia w swojej pracy spotkaliście się Wy? Zapraszam do dzielenia się doświadczeniami w komentarzach.



Wyświetlenia: 3 546

Podoba Ci się na Ratowniczym? Zapisz się!

Wyślę Ci bezpłatne zestawienie ponad 200 skrótów wykorzystywanych w ratownictwie i medycynie, które otrzymasz po kilku minutach. Dodatkowo dzięki rejestracji otrzymasz dostęp do zamkniętej grupy na FB dla pasjonatów ratownictwa a dwa razy w miesiącu informację o nowych wpisach na blogu. Zero spamu, Twojego adresu nie udostępnię nikomu!





To nie koniec! Przeczytaj najnowsze wpisy: