Pogotowie w Częstochowie – poczytaj mi mamo

4 lutego 2013, Wydarzenia, 9 komentarzy

Bo ja sam już nie mam siły. Albo lepiej nie czytaj, omińmy artykuły o nich szerokim łukiem.

Dzięki ci mój losie, że rzuciłeś mnie na południowy-wschód od Częstochowy, w której to żaden medyk spać spokojnie nie może. – anonim z poza Częstochowy

Że różne rzeczy dzieją się w naszym kraju, to normalne. Tutaj jakiś wypadek, tam ktoś dał ciała i pomylił adresy – zdarza się i zdarzać się będzie. Ale to, co dzieje się w mieście Częstochowa, przekracza ludzkie pojęcie. Szczerze powiedziawszy, gdybym pracował w tamtejszym pogotowiu nie czułbym się bezpiecznie tak jak u siebie, być może rozważałbym zmianę miejsca pracy. Z doniesień medialnych można wywnioskować wprost, że skoro tyle afer już było, to przypadkiem będzie się uczestnikiem kolejnej w przyszłości.

Na początku 2011 wyszło na jaw, że pielęgniarz pracujący w pogotowiu w Częstochowie molestował ratowniczkę medyczną. Nie było by w tym nic dziwnego – OK, byłoby, normalne to to nie jest – gdyby nie fakt, że wg innych pracowników dyrektor pogotowia o tym wiedział, jednak nic w tej sprawie nie zrobił.

Co więcej, pracownicy, którzy sprawę nagłośnili, zostali zwolnieni z pracy, a dokładniej rzecz biorąc nie przedłużono im umów:

– Przy zamkniętych drzwiach zapytałem się: panie dyrektorze, dlaczego moja umowa nie będzie przedłużona, skoro inni pracownicy, którzy nie mają stanowiska ratownika medycznego mają przedłużone umowy, a ja nie. A pan dyrektor powiedział mi wprost: skoro nie podoba mi się praca w częstochowskim pogotowiu, to nie będę pracował. Zapytałem: kto tak powiedział i dlaczego? A on odpowiedział: a jak pan myśli? Seksafera w częstochowskim pogotowiu, 11 kontroli – opowiada Damian Chmielarz, były pracownik pogotowia w Częstochowie.

Sprawę miał wyjaśnić prezydent Częstochowy, Krzysztof Matyjaszczyk. Sprawa jak widać dla pana prezydenta wygodna nie była, uznał, że dyrektor działał zgodnie z prawem i mógł nie przedłużyć pracownikowi umowy, a poza tym:

– To już jest dla mnie historia. Od tego czasu wydarzyło się wiele innych rzeczy – powiedział reporterowi TVN24 Krzysztof Matyjaszczyk.

Skoro coś nowego się pojawiło na tapecie, to można stare zamieść pod dywan…A cóż takiego nowego pojawiło się po pierwszej z afer w Częstochowie? O tym poniżej.

O sprawie być może słyszeliście w mediach. W dużym skrócie: kobieta w zaawansowanej ciąży, z niepokojącymi objawami w postaci epizodów zasłabnięć i zawrotów głowy, nie doczekała definitywnej pomocy medycznej.

Do pacjentki przyjechał specjalistyczny zespół ratownictwa medycznego. Lekarz chciał przewieźć ją do szpitala wysokospecjalistycznego, jednak za namową pacjentki przewiózł do placówki z pierwszym poziomem referencyjnym (tam miał przyjmować jej lekarz prowadzący ciążę).

Niestety na miejscu okazało się, że objawy są poważne, a szpital sobie ze sprawą nie poradzi. Lekarz opiekujący się pacjentką podjął decyzję o konieczności jej przewiezienia do szpitala specjalistycznego; w tym celu lekarz z oddziału zadzwonił na pogotowie informując, że konieczny jest transport.

Komunikat do dyspozytora o stanie pacjentki prawdopodobnie nie był przekazany dokładnie, stąd dopiero po ok. 1,5 godziny została zabrana do szpitala właściwego. Niestety pech chciał, że stan pacjentki się pogorszył i po południu zmarła, dziecko udało się uratować poprzez cesarskie cięcie.

Lekarz dał tyłka, bo zawiózł pacjentkę nie do tego szpitala, którego potrzebowała. Lekarka ze szpitala gorszego nie zamówiła odpowiednio transportu a pacjentka zmarła w szpitalu lepszym, gdzie podobno dotarła w stanie krytycznym, a jeszcze w szpitalu gorszym była w stanie całkiem niezłym. Kto przyczynił się do śmierci pacjentki? No kto? Dyspozytorka!!!

Zaskoczony kot

Tak przynajmniej twierdzi dyrektor pogotowia w Częstochowie, który pomimo braku jeszcze wtedy sekcji zwłok i żadnych wniosków prokuratury dyspozytorkę już postanowił zwolnić, doszukując się jej błędu:

– Niepotrzebnie wdała się w ustalanie szczegółów. Stąd wzięło się to półtoragodzinne opóźnienie – mówi dyr. Łyko. – Z nagrań rozmów, jakie się odbyły między szpitalem a dyspozytorką, nie wynika do końca, jaki był stan pacjentki. Dlatego nasza pracownica nie uznała, że ma do czynienia z sytuacją zagrożenia życia. Ale też po przesłuchaniu nagrań doszliśmy do wniosku, że powinna to zrobić. Po rozmowach z lekarzem powinna domyślić się, że stan pacjentki jest poważny, i bezzwłocznie zadysponować wyjazd specjalistycznej karetki transportowej – tym bardziej że miała ją do dyspozycji. A nawet powinna złamać procedury i użyć karetki ratunkowej, która przywiozła kobietę na Mickiewicza. Wobec tego wszystkiego wyciągnąłem konsekwencje służbowe: dyspozytorka straciła u nas pracę.

NIE-DO-WIA-RY! Powinna się domyślić..Powinna złamać procedury…Cóż za hipokryzja! Założę się, że gdyby dyspozytorka złamała rulsy i wysłała karetkę systemową na transport to także byłby to powód do jej zwolnienia. Tak źle i tak niedobrze.

Szanowna Pani Dyspozytor – jeśli czytasz ten wpis to odezwij się do mnie, chętnie usłyszę Twoją wersję wydarzeń.

Kolejny niechlubny przypadek w częstochowskim pogotowiu wydarzył się w sierpniu ubiegłego roku, kiedy to karetka do nieprzytomnego mężczyzny jechała godzinę. Dokładnie 55 minut. Zdecydowanie za długo.

Na pewno nie jest to normalne, że karetka do człowieka nieprzytomnego jedzie tak długo. Jeszcze mniej normalne dla mnie jest to, co można wywnioskować z artykułu opisującego zdarzenie:

Policjanci wyczuli od nieprzytomnego woń alkoholu, mężczyzna jednak oddychał. Ułożyli go w bezpiecznej pozycji i zaalarmowali dyspozytorkę pogotowia. Usłyszeli, że w tej chwili nie ma wolnej karetki ratunkowej, ale jak tylko taka będzie, to na Szczytową przyjedzie. Gdy mijały kolejne minuty, a karetka się nie pojawiała, policjanci zadzwonili na pogotowie po raz kolejny. W końcu erka z obsługą lekarską przyjechała po 55 minutach od zgłoszenia. Reanimacja się nie powiodła, 38-letni mężczyzna umarł na ulicy.

Czy tylko mnie dziwi opis tej sytuacji? Chyba tak, bo rzecznik prokuratury już orzekł, że „Wszystko natomiast wskazuje, że działania policjantów były prawidłowe.” Oczywiście w sprawie toczy się śledztwo, więc nie ma co wyciągać pochopnych wniosków.

O tym, że w pogotowiu kokosów nie zarabiamy, wiedzą wszyscy pracownicy, ich rodziny oraz znajomi. Jak rozwiązać problem? Można, jak większość, dorabiać godzinki na umowie kontraktowej albo…podpierdalać paliwo! Byłem przekonany, że pewne zachowania wymarły wraz z nastaniem XXI wieku, wychodzi na to, że wiem niewiele.

– Po otrzymaniu informacji o tym, że istnieje podejrzenie kradzieży, poprosiliśmy o pomoc stację benzynową, na której tankowano karetkę. Zapis nie pozostawiał wątpliwości, że doszło do kradzieży – mówi Leszek Łyko, dyrektor Pogotowia Ratunkowego w Częstochowie.

Pracownik został zwolniony, oddał kasę za równowartość skradzionego oleju napędowego, pomimo tego założono mu sprawę w sądzie. I dobrze, niech inni nie powtórzą jego błędu.

Co jakiś czas na Ratmed.pl i w innych miejscach w sieci pojawiają się prośby studentów o wypełnienie ankiety do ich pracy licencjackiej/magisterskiej. Wiele z tych ankiet dotyczy stresu w zawodzie ratownika medycznego, wypalenia zawodowego. To dosyć istotny problem wśród nie tylko ratowników, ale także lekarzy i pielęgniarek. Skąd to wiem? Niestety ze swojej pracy oraz z doniesień medialnych także o…pogotowiu w Częstochowie…

„Kurwa, jak jeździsz, ty chuju jebany” – rzekł kierowca karetki do rowerzysty, który nieopatrznie zajechał drogę pędzącemu ambulansowi. No prawie, bo nie rzekł a wydarł mordę. Inaczej się tego nie da nazwać.

Ludzie, którzy mnie dobrze znają wiedzą, że przeklinać czasem lubię. Nie rzucam jednak „kurwami” na prawo i lewo do ludzi mi nieznajomych (znajomych bez powodu również), nieważne czy to w pracy, czy w życiu prywatnym. Nie jesteśmy bohaterami filmu „Psy” żeby nam wciąż było „za mało kurwa”. Kultura być musi, zwłaszcza w pracy ratownika medycznego, jeśli chcemy być postrzegani jako profesjonaliści.

Dyrekcji pogotowia pewnie ciężko będzie dojść do tego, kto był autorem tych komplementów rzuconych w stronę rowerzysty, jednak nie jest to niemożliwe. Powinni sprawę wyjaśnić, bo stres stresem, wypalenie zawodowe wypaleniem zawodowym, nie tłumaczy to jednak chamstwa i buractwa.

Ktoś może zapytać, po co o tym wszystkim piszę, po co wyciągam na światło dzienne brudy, o których może jednak nie było aż tak głośno? Bo tak, mam taką potrzebę. Bo nasz wizerunek kuleje, sami nie dbamy o niego w ogóle. Bo nikt nas nie chroni, nie broni, mało kto pisze o nas dobrze. Bo w niektórych miejscach (nie kieruję akurat tych słów w Częstochowę, bo powyżej przytaczane sytuacje równie dobrze mogły wydarzyć się wszędzie indziej) dominuje nie jakość tylko bylejakość. Tak być nie powinno i należy z tym walczyć.

źródła:
Skazany w seksaferze, ofiara i świadek – pracę stracili wszyscy
Sprawa śmierci kobiety w ciąży. Już lecą głowy: pracę straciła dyspozytorka pogotowia
Umierał na ulicy na oczach policjantów. Karetka jechała prawie godzinę
Pracownik Pogotowia Ratunkowego w Częstochowie kradł paliwo
Częstochowa: K…, jak jeździsz, ty ch…j… – tak krzyczał w alei NMP kierowca pogotowia



Wyświetlenia: 3 626

Podoba Ci się na Ratowniczym? Zapisz się!

Wyślę Ci bezpłatne zestawienie ponad 200 skrótów wykorzystywanych w ratownictwie i medycynie, które otrzymasz po kilku minutach. Dodatkowo dzięki rejestracji otrzymasz dostęp do zamkniętej grupy na FB dla pasjonatów ratownictwa a dwa razy w miesiącu informację o nowych wpisach na blogu. Zero spamu, Twojego adresu nie udostępnię nikomu!





To nie koniec! Przeczytaj najnowsze wpisy: