Obrońców „pokrzywdzonych” w Bydgoszczy nie brakuje

7 lipca 2015, Media, 10 komentarzy

Kojarzysz przypowieść o miłosiernym Samarytaninie? Sytuacja z Bydgoszczy, o której trąbią dzisiaj media pokazuje, że zbyt wiele osób słowa Jezusa „idź i ty czyń podobnie” za bardzo wzięło sobie do serca. Do tego stopnia, że wcinają się w robotę innych niczym „majtki w krok”.

O co chodzi, w telegraficznym skrócie? W ostatnią sobotę policjanci dostali zgłoszenie do awanturnika w tramwaju. Podczas działań okazało się, że ten jest poszukiwany. Podpitemu „pacjentowi” nie spodobało się postępowanie policji, darł się na całą ulicę. Kajdany, gaz, gleba. I ni stąd ni zowąd tłum obrońców pokrzywdzonego + pan ratownik medyczny, chcący ratować być może drgającego delikwenta. Materiał obejrzyjcie tutaj.

Zrobił się dym, przygodni samarytanie chcieli pomóc pokrzywdzonemu, w ich ocenie, w stanie zagrożenia życia. Ludziom puściły nerwy, policjantom puściły nerwy, panu ratownikowi medycznemu puściły nerwy. Nie byłoby problemu, jednak prymitywni samarytanie postanowili zrobić gównoburzę i zmieszać policję z błotem. To modne ostatnio: patrzeć na postępowanie innych, będąc ślepym na to, co i jak samemu się robi w życiu.

Kto jest „winny” w tej całej porąbanej sytuacji? Wszyscy. Niestety jednak ze smutkiem stwierdzam, że policjanci zrobili jedną niepotrzebną rzecz a przynajmniej jednej potrzebnej nie zrobili. Dali się ponieść emocjom i zniżyli do poziomu mułu, czyli obrońców „pokrzywdzonego”. Powinni byli zrobić swoją robotę. Jeśli ktoś utrudniał im działania służbowe, nie stosował się do poleceń, to też powinni zrobić swoje. Z utrudniającym „obrońcą”. I to też był błąd.

Facet leżał skuty w kajdanki. Jeśli rzekomo coś mu doskwierało i to było właśnie to, co sądzi pan ratownik medyczny Awuku, to przecież nagle by nie wstał i nie uciekł. Był czas na to, by przynajmniej jeden z nich zajął się obrońcami, uspokoił ich a jeśli to nie przyniosłoby efektu, zrobił co do niego należy. W tym czasie drugi mógł udzielać pierwszej pomocy, jeśli uznałby, że taka jest potrzeba. Tymczasem oni zaognili sytuację „dymiąc” do ludzi, popychając ich.

Pomimo jednak tego wszystkiego uważam, że znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. Ciężko było im się w niej odnaleźć i tak na dobrą sprawę nie zachowali się w niej najgorzej. W momencie, gdzie przydałoby się wsparcie dodatkowych sił, oni musieli się zmierzyć z tłumem dobroczyńców, próbować nie odpowiadać na ich zaczepki, dodatkowo przy świadomości, że zapewne co drugi obrońca pokrzywdzonego kręci wszystko smartfonem. Policja w innych krajach, za przeproszeniem, nie pierdoliła by się w taki sposób z utrudniaczami czynności służbowych. Niestety polski policjant, przy gównoburzach rozkręcanych przez media i takich właśnie „pokrzywdzonych” nie zawsze stosuje środki, które mógłby.

Przy tej medialnej akcji, abstrahując od policjantów, których społeczeństwo już zdążyło zlinczować (niesłusznie!), warto pochylić się nad kilkoma sprawami.

Raz. Gdy interweniuje policja, nie należy się wcinać w ich działania. To oni wtedy dowodzą i pokazanie nawet legitymacji „papieża” nic nie zmieni. Mama pewnie niejednemu mówiła „nie wkładaj nosa w nieswoje sprawy” jednak pamięć ludzka jest krótka i na dodatek wybiórcza.

Dwa. Agresja rodzi agresję. Film ze zdarzenia dobitnie to pokazuje. Akcja, która mogła być normalną interwencją, została spieprzona z winy wszystkich uczestników. Gdyby obrońcy „pokrzywdzonego” zastosowali się do punktu pierwszego, nie byłoby o sytuacji w mediach nic. Gdyby nie zachowywali się agresywnie, w mediach byłoby zero wzmianek. I w końcu, gdyby policjanci na zaczepki prymitywnych agresorów nie zareagowali agresją, w mediach byłoby wielkie NIC, przynajmniej pod kątem ich zachowania. Co więcej, komentatorzy onetu i wykopu wychwalali by policjantów ponad niebiosa za profesjonalne postępowanie. Ciekawe, ilu z internetowych i tvn-owskich komentatorów było w podobnie ekstremalnej sytuacji? Obstawiam, że zero.

Trzy. Nikogo nie obchodzi, że jesteś ratownikiem medycznym. Oczywiście miło, gdy ratownik wciąż czuje powołanie do pomagania pokrzywdzonym, ale…patrz punkt pierwszy. W działaniach służb mundurowych my podejmujemy działanie, kiedy jest na to odpowiedni czas. Pan ratownik medyczny Awuku miał najwyraźniej potrzebę bycia wyżej, niż było jego miejsce. Przydałby się snickers, może rozwiązałby jego problem.

Cztery. Ratownicy medyczni nie mają „blach” jak policjanci. Wyskakiwanie z jakąś legitymacją zawodową ratownika medycznego jest nie tylko śmieszne ale i żałosne. A świecenie legitką ratmeda, ważną do grudnia 2014 roku…bez komentarza. Jeśli jednak ktoś z Was miałby potrzebę posiadania takowej (darmowe lokowanie produktu) to może kupić sobie tutaj. Gwarantowane +100 do lansu na błyskach wśród 20-letnich lasek.

Piotr Awuku

Pięć. Nawet, jeśli rzeczywiście „pokrzywdzony” doznał napadu drgawkowego, to był w stanie zagrożenia życia? Bo był zapięty w kajdanki? Bo leżał na brzuchu z głową obróconą w bok? Jasne…

Sześć. Oczy szeroko otwarte. Wszyscy patrzą na nasze działania (nieważne, czy jesteśmy medykami, policjantami etc.). Jest to wystarczający argument (choć nie powinien być głównym), by zachowywać się w stosunku do innych ludzi tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani.

PS Abstrahując jednak już totalnie od wszystkiego z tego wątku, ciekaw jestem, czy jeśli Tobie lub bliskiej Tobie osobie taki delikwent by zagrażał, atakował, pluł, to też byłbyś takim zażyłym obrońcą?



Wyświetlenia: 6 674

Podoba Ci się na Ratowniczym? Zapisz się!

Wyślę Ci bezpłatne zestawienie ponad 200 skrótów wykorzystywanych w ratownictwie i medycynie, które otrzymasz po kilku minutach. Dodatkowo dzięki rejestracji otrzymasz dostęp do zamkniętej grupy na FB dla pasjonatów ratownictwa a dwa razy w miesiącu informację o nowych wpisach na blogu. Zero spamu, Twojego adresu nie udostępnię nikomu!





To nie koniec! Przeczytaj najnowsze wpisy: