Magazyn „Na Ratunek” wydawnictwa Elamed – recenzja

14 stycznia 2011, Ratownictwo, 3 komentarze

Do napisania recenzji magazynu Na Ratunek zbierałem się już od jakiegoś czasu. Teraz zmotywowało mnie do tego pytanie użytkownika forum ratmed.pl i newsletter otrzymany od wydawnictwa Elamed. Do dzieła więc.

Magazyn Na Ratunek dostępny jest na rynku wydawniczym od początku 2007 roku. Dotychczas publikowany był w formie kwartalnika a od bieżącego numeru (01/2011), jak informuje newsletter wydawnictwa, nowe numery będą pojawiać się co dwa miesiące.

Forma i dostępność Na Ratunek

Od razu napiszę, że nigdy nie byłem prenumeratorem magazynu. Pierwszy numer otrzymałem bezpłatnie, jakoś niedługo po pojawieniu się pisma w sprzedaży. Kilka kolejnych numerów otrzymałem przy okazji konferencji, seminariów, a dwa lub trzy egzemplarze zamówiłem w formie elektronicznej w sklepie Elamed.

To, co jest fajne to fakt, że w taki sam sposób od początku istnienia magazynu, każdy może otrzymać jego bezpłatny numer. Wystarczy telefonicznie złożyć zamówienie i z tego co pamiętam otrzymać wersję papierową pocztą (zapewne nr najnowszy) lub też dodać do koszyka wersję elektroniczną pierwszego numeru.

Na stronie magazynu Na Ratunek wydawnictwo udostępnia również pewną część każdego magazynu za darmo, do ściągnięcia w formacie PDF bez konieczności rejestracji. Oczywiście nie są to tematy z okładki, lecz z reguły zapowiedzi przyszłych wydarzeń branżowych, relacje z minionych, artykuły sponsorowane. Jeśli ktoś się zdecyduje na pełną wersję czasopisma, ma do wyboru kilka form jego pozyskania:

  • zakup pojedynczego egzemplarza
  • prenumerata roczna, dwuletnia,
  • zakup wydania elektronicznego,
  • zakup abonamentu do archiwum serwisów.

Dokładne wytłumaczenie powyższych form publikacji znajduje się na stosownej stronie, ja dorzucę od siebie tylko dwa słowa. Jeśli chcecie zamówić dany numer (jeden lub więcej), wybierzcie każdorazowo „wydanie elektroniczne” – otrzymacie wtedy kompletny numer czasopisma w jednym pliku PDF, wygodny do ogarnięcia. Wybór „abonamentu do archiwum” wiąże się natomiast z tym, że możecie sobie ściągnąć każdy artykuł z osobna z dotychczas opublikowanych numerów z zaznaczeniem, że maksymalna ściągnięta liczba plików wynosi 50. Ta ostatnia forma jest idealna dla osób, które są zainteresowane np. serią artykułów z kilku kolejnych numerów.

W tym miejscu muszę wytknąć błąd obecny na stronie magazynu Na Ratunek. Limit plików możliwych do ściągnięcia w abonamencie zmniejsza się nawet wtedy, gdy pobierzecie artykuły będące darmowymi, dostępnymi dla niezalogowanych. Niezbyt jest to w porządku moim zdaniem, gdyż osoba nieświadoma może „wywalić” w błoto 1/3 swojego limitu ściągając materiały darmowe.

Zawartość magazynu Na Ratunek

Teraz najważniejsze czyli to, co możecie przeczytać w magazynie Na Ratunek. Otwieramy magazyn, mijamy dwie strony reklam i przeglądamy spis treści oraz standardowego „wstępniaka”. Spis treści a zatem i cały magazyn został logicznie podzielony na tematyczne części. Wśród nich znajdziemy m.in. dział „Warto wiedzieć” prezentujący nadchodzące wydarzenia (mistrzostwa, konferencje etc.), „Organizacja i zarządzanie”, „Edukacja” przedstawiający artykuły nt. stanów zagrożenia życia najczęściej występujących jak i tych w sytuacjach szczególnych. Wertując dalej strony Na Ratunek mijamy działy „Ratownictwo psychologiczne” czyli temat pomocy rzadko poruszanej w naszym środowisku, „Technika w ratownictwie” często zawierający jedynie artykuły promocyjne by finalnie dotrzeć do „Przeglądu wydarzeń” – relacji z minionych imprez.

Jakości redagowanych treści nie będę poddawał ocenie. To możecie zrobić Wy, ściągając lub zamawiając bezpłatny numer albo płatną wersję. Ocenić chcę natomiast obszerność publikowanych materiałów. Przez pierwsze trzy lata wydawania Na Ratunek miał objętość ponad 70-ciu stron. Niestety ilość ta została zmniejszona w 2010 roku do około 60 stron. Wydaje się to mało, biorąc pod uwagę cykl wydawania magazynu oraz tematykę, nie tak wcale wąską. W praktyce niestety jest jeszcze mniej. Rozumiem konieczność umieszczania reklam w magazynach (naprawdę!), lecz po odjęciu od 62 stron (nr 4/2010) okładek, stron z reklamami, spisu treści, „wstępniaka”, artykułów sponsorowanych pozostają nam do przeczytania 42 strony.

Pozostaje mieć nadzieję, że po zmianie na dwumiesięcznik od tego roku liczba stron nie będzie się już zmniejszać, a może wręcz przeciwnie? Nowego numeru jeszcze nie miałem czasu przejrzeć, więc nie potrafię powiedzieć nic na temat zmian.

Czy warto?

Na pewno warto, abyście sami sprawdzili czy forma i zawartość Na Ratunek Wam odpowiada. Jest to w końcu jedyne w tym momencie na polskim rynku czasopismo branżowe, poruszające tematykę ratownictwa medycznego. Tym bardziej, że możecie uzyskać numer bezpłatny, o czym pisałem wcześniej.

Dla mnie magazyn Na Ratunek lekturą obowiązkową nie jest. Nie prenumeruję go, pojedyncze numery kupuję rzadko, w posiadanie większości dotychczasowych wszedłem na imprezach branżowych. Magazynu nie czytam od deski do deski, z reguły w danym numerze są dwa do czterech interesujących mnie artykułów.

Magazynowi Na Ratunek moim zdaniem brakuje kilku rzeczy, których z wiadomych względów w tym miejscu wymieniać nie będę. Wszak o wydarzeniach branżowych informacje można znaleźć w internecie, natomiast wiedzę ratowniczą należy czerpać ze źródeł książkowych i szkoleń.

Ciekawy jestem, jaka jest Wasza opinia o magazynie Na Ratunek?



Wyświetlenia: 6 832

Podoba Ci się na Ratowniczym? Zapisz się!

Wyślę Ci bezpłatne zestawienie 400 skrótów wykorzystywanych w ratownictwie i medycynie, które otrzymasz po kilku minutach. Dodatkowo dzięki rejestracji otrzymasz dostęp do zamkniętej grupy na FB dla pasjonatów ratownictwa. Zero spamu, Twojego adresu nie udostępnię nikomu!





To nie koniec! Przeczytaj najnowsze wpisy: