Adaś wyrwany z paszczy hipotermii żyje – cuda, panie, cuda?

11 grudnia 2014, Ochrona zdrowia, 4 komentarze

1. Pacjent z Australii

Jakiś czas temu moim pacjentem był mężczyzna w pięknym wieku którego ja, najprawdopodobniej, nie dożyję. Nie ważne na potrzeby tej historii są dolegliwości, które mu doskwierały. Ważne jest to, co mi powiedział o swoim życiu i o naszym kraju, Polsce.

On, od wielu lat na emeryturze, przyjechał do Polski na „vacation”. Z Australii. I nie ważna tutaj Australia, bo on zjeździł świat wzdłuż i wszerz. Pech chciał, że potrzebował naszej pomocy. I choć bardzo źle się czuł to nie wyszło z niego „polactwo”, które okazują mieszkający w Polsce ludzie. Porozmawialiśmy przez całą drogę do szpitala miło, sympatycznie, w ciepłej atmosferze. Zawsze mnie ciekawiło, czy w tym odległym od nas kraju rzeczywiście dużym problemem są pająki, do których nie pałam miłością. I jaki emigranci mają stosunek do ochrony zdrowia w miejscu zamieszkania.

Polak-Australijczyk miał bardzo dobre zdanie. O polskiej ochronie zdrowia. O polskich lekarzach, paramedykach, no po prostu wszystkich. W trakcie naszej rozmowy powiedział kluczowe, dla tego wpisu zdanie: „ludzie w Polsce nie doceniają tego, co mają”.

2. My Polacy tak mamy

Pamiętacie reklamę sieci Biedronka z powyższym hasłem? Pracując w zawodzie takim a nie innym często mam wrażenie, że to prawda w wielu dziedzinach. Mojej również. „My Polacy tak mamy, wszyscy znamy się na medycynie”…

Oczywiście nasz system ochrony zdrowia idealny nie jest. Ba, wiele jego elementów wymaga zmian. Większość z nich byłaby możliwa, gdyby nie problem zasadniczy: gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o…No właśnie. Piniondzory z wora po ziemniokach się nie biorą.

Ja wiem, ktoś, gdzieś, kiedyś, dawno temu powiedział „pieniądze to nie wszystko, ale wszystko bez pieniędzy to…”. Pieniądze to rzeczywiście nie wszystko.

Czy w mediach ktoś pyta ile kosztowało, kosztuje i będzie kosztować ratowanie i leczenie 2-letniego Adasia? Nie! Wszyscy osiągają orgazmiczne doznania z powodu dokonania się niemożliwego. I dobrze, ja też!

3. Nie możemy czy nie wiemy, że możemy?

Wróćmy na chwilę do Australii. Cliff Young – słyszeliście kiedyś o nim? A bajkę o zającu i żółwiu? Założę się, że o tym pierwszym na pewno nie. Rocznik 1922, farmer. Jego pracą przez całe życie była opieka nad stadem ok. 2000 owiec. Masz kota? Wyobraź sobie, że masz 2000 kotów… I musisz ten bałagan codziennie, przez większość doby, ogarniać. On to robił. Z owcami.

Cliff Young stanął kiedyś, rok przed moim urodzeniem, na starcie ultramaratonu. Nie byle jakiego, nie jakiegoś organizowanego w Polsce na dystansie 80 km. Ultramaraton Sydney-Melbourne liczył 875 kilometrów. To więcej, niż trasa Zakopane-Świnoujście!

Cliff nigdy nie trenował biegania. Biegał jednak codziennie, wykonując swoją pracę. Czasem 3 dni bez przerwy. Bez snu. I dokonał czegoś, czego na tamten czas nikomu nie udało się osiągnąć. Bez specjalnego przygotowania, bez sponsorów. W gumiakach. Dosłownie. Po prostu biegł bez przerwy, w ogóle nie śpiąc po drodze.

Przebiegł 875 kilometrów, pobijając rekord trasy: w 5 dni, 15 godzin i 4 minuty. Pobił dotychczasowy wynik o prawie 2 dni! Kiedy pozostali zawodnicy spali ok. 6 godzin na dobę, on cały czas biegł. Zapisał się na kartach historii na zawsze, jego nazwiskiem nazywane są inne biegi. Aha, swoją nagrodę, 10000 dolarów, podzielił między pozostałych zawodników.

4. Cuda, panie, cuda

Media, internauci, księża, wszelakiej maści specjaliści, różnie określają to historyczne wydarzenie: uratowanie pacjenta przy ekstremalnie niskiej temperaturze ciała: 12 stopni Celsjusza. Nikomu na świecie nigdy wcześniej się to nie udało.

Mamy więc cuda, efekty wierzeń, modlitw rodziców, babci, policjanta, lekarzy, tysięcy Polaków śledzących na bieżąco doniesienia w telewizji i w radiu. Mnie osobiście cieszy to niespotykane u nas zjednoczenie narodu wokół jednego tematu. Tematu, wydawałoby się, nic nie znaczącego dla ludzkości, dla polskości. Bo nie mówiącego o tym, czym żyją Polacy na co dzień: o fatalnym stanie ochrony zdrowia, o wciąż ciągnącym się smrodzie katastrofy Tupolewa, o jakimś skandalu wyborczym (nie wiem o co chodzi, od wielu lat szkoda mi czasu na głosowanie), o tajnych więzieniach CIA, o tym, jakim środkiem lokomocji który polityk podróżował i za ile.

Możecie to nazywać cudem. Dla mnie to nie był cud.

5. Dyspozytornia pogotowia ratunkowego

Może a nawet na pewno do tego wszystkiego, do uratowania istnienia niewinnego, dwuletniego dziecka, by nie doszło, gdyby zdarzenie miało miejsce 5 lat temu. Choć system Państwowego Ratownictwa Medycznego wtedy już działał, to nie było tworu nazywanego skoncentrowaną dyspozytornią medyczną. Osoby niezwiązane z medycyną mogą nie wiedzieć, czym ta jednostka jest, więc wyjaśnię w kilku zdaniach.

W każdym województwie w miejsce „nastu” dyspozytorni pogotowia zostało lub zostanie stworzonych kilka. Małopolskę, w której mieszkam, podzielono na dwa rejony: Kraków i Tarnów. Tak więc telefony z numeru 999 dla zachodniej części województwa odbiera dyspozytor w Krakowie (niekoniecznie Krakus) i to dyspozytornia krakowska dysponuje karetkę najbliższą miejscu zdarzenia, np. z Olkusza, Krakowa, Zakopanego czy Suchej Beskidzkiej. Dyspozytor widzi na mapie wszystkie wolne karetki, ma możliwość bezpośredniej z nimi komunikacji, połączenia z każdym szpitalem, Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym, oddziałem hemodynamiki (gdzie leczy się pacjentów z zawałem serca) czy np. z Centrum Leczenia Hipotermii Głębokiej.

W sprawie dyspozytorni w Krakowie właśnie zakończyło się śledztwo prokuratury, wynikające z doniesienia posła Arkadiusza Mularczyka. Prokuratura nie dopatrzyła się znamion przestępstwa we wdrażaniu programu skoncentrowanych dyspozytorni medycznych. Wierzcie mi, gdyby nie tego typu system, gdyby nie dyspozytornia, która u nas działa, Adaś nie miałby szans na ratunek.

adas-zyje

6. Specjaliści, których nie mamy

Dziecko prawdopodobnie również nie miałoby szans na przeżycie, gdyby nie najwyższej klasy specjaliści, których w Polsce nie mamy. Przecież wg Polaków system ochrony zdrowia w kraju jest poniżej dna mułu, medycy mordują pacjentów, nie dają szans na ratunek.

Tak, wiem, nie jest idealnie, i nigdy nie będzie. Zacytuję jednak ponownie mojego pacjenta: „ludzie w Polsce nie doceniają tego, co mają”.

Cieszę się że finalnie, po wielu dniach doniesień medialnych, w internecie pojawił się artykuł p. Iwony Hajnosz o ludziach, którzy brali/biorą udział w ratowaniu i leczeniu 2-letniego Adasia. Bo to nie tylko policjant, który odnalazł dziecko, to nie tylko chirurdzy i anestezjolodzy ratowali. Zadziałał niesamowity, jak widać, możliwy u nas, łańcuch ratunkowy, złożony z wielu ogniw.

Z ludzi poszukujących zaginionego dziecka, z osoby dzwoniącej na pogotowie i prowadzącej resuscytację, z dyspozytorów medycznych, z ludzi pracujących w 2 zespołach ratownictwa medycznego (a nie z karetki pogotowia), z załogi śmigłowca, która chciała pomóc a nie była w stanie wylądować, z lekarzy, pielęgniarek Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu. I jeszcze, gdzieś po drodze, z Centrum Leczenia Hipotermii Głębokiej. Niestety wszystkich osób z imienia i nazwiska, biorących udział w akcji ratunkowej, nie sposób wymienić…

No właśnie, obejrzyjcie film o Centrum. Ja, choć widziałem go wiele razy, dalej odczuwam euforyczne doznania towarzyszące kolejnym klatkom, choć w pracy w pogotowiu jestem tylko jednym z pierwszych drobnych ogniw łańcucha ratunkowego. Wyjątkowa jest wypowiedź bohatera głównego akcji ratunkowej na końcu filmu…

7. Róbmy swoje

My, medycy (niezależnie od grupy zawodowej), wszyscy działamy w imię dobra najwyższego – życia i zdrowia drugiego człowieka. Człowieka z reguły nam nieznanego, z którym jedyne co nas łączy to relacja pacjent-medyk. Człowiek potrzebujący pomocy-człowiek, który pomocy może udzielić.

Niezależnie od tego, czy będzie to pierwszy przeszczep serca w Polsce, pierwsze zatamowanie krwotoku metodą u nas niestosowaną, pierwsze wyprowadzenie z hipotermii dorosłego w naszym kraju czy wyprowadzenie z hipotermii na poziomie 12 stopni temperatury ciała po raz pierwszy na świecie, 2-letniego chłopca o imieniu Adaś.
A może zwykłe złapanie pacjenta za rękę i słowa „pomogę Panu, proszę się nie obawiać”?



Wyświetlenia: 2 219

Podoba Ci się na Ratowniczym? Zapisz się!

Wyślę Ci bezpłatne zestawienie ponad 200 skrótów wykorzystywanych w ratownictwie i medycynie, które otrzymasz po kilku minutach. Dodatkowo dzięki rejestracji otrzymasz dostęp do zamkniętej grupy na FB dla pasjonatów ratownictwa a dwa razy w miesiącu informację o nowych wpisach na blogu. Zero spamu, Twojego adresu nie udostępnię nikomu!





To nie koniec! Przeczytaj najnowsze wpisy: