9 kłamstw pacjentów pogotowia (i nie tylko)

28 lipca 2014, Ochrona zdrowia oraz Ratownictwo, 8 komentarzy

1. Problem zdrowotny zaczął się dzisiaj

Argument używany najczęściej w momencie dzwonienia pod numer 999/112, stosowany przez pacjenta/rodzinę z głębokim przekonaniem, że zapewni natychmiastowy przyjazd zespołu ratownictwa medycznego. Niestety zapewnia. Kłamstwo bardzo często wychodzi na jaw w trakcie wywiadu medycznego przeprowadzanego w domu pacjenta lub w szpitalu. I o ile czasami ciężko stwierdzić, co jest prawdą a co nie, o tyle w przypadku np. urazów sprawa jest oczywista, że nie wydarzyły się „dzisiaj”.

2. Zażywam regularnie leki

To zdanie nierzadko występuje w parze z prośbą o wystawienie recepty. A kiedy skończyły się lekarstwa? „Aaaaa panieee, kilka dni temu (czyt. przynajmniej dwa tygodnie temu). I nawet jeśli pacjent idzie w zaparte, że lekarstwa przyjmuje, to często z pomocą przychodzi rodzina mówiąc, gdzie leży prawda (i nigdy nie pośrodku).

Alternatywną wersją jest kłamstwo „żadne leki mi nie pomagają”, stosowane w przypadku dolegliwości bólowych. Dociekliwym ratownikom udaje się uzyskać nierzadko informację, że pacjent na te straszne bóle nie zażył nic, czasem w przypadku bólu brzucha co najwyżej no-spę (która nie działa przeciwbólowo).

3. Wypiłem tylko 2 piwa

Klasyczny tekst stosowany zarówno przez osoby nadużywające alkoholu przewlekle jak i te, którym okazjonalnie zdarzyło się przekroczyć rozsądną dawkę napoju bogów. Stwierdzeniu z reguły towarzyszą zaburzenia równowagi, trudności w samodzielnym podniesieniu się z podłoża, ustaniu na nogach, niewyraźna mowa, potok słów powszechnie uznawanych za obelżywe.

4. Nie brałem żadnych narkotyków

W przeciwieństwie do osób pod wpływem alkoholu, które do spożycia niewielkiej ilości czasem się przyznają, osoby pod wpływem substancji psychoaktywnych nie przyznają się do tego faktu nigdy. Idą w zaparte, nawet jeśli z kieszeni wypadnie im niewielkich rozmiarów woreczek z substancją o zawsze nieokreślonym pochodzeniu. Nie przyznają się nawet wtedy, gdy błyskotliwym spojrzeniem spoglądają medykom w oczy, a ich źrenice mówią „aaaaaaale biba!”. Na szczęście badania laboratoryjne w szpitalu i wizyta Policji odświeżają pamięć.

Everybody lies?

5. Nie jestem w stanie sam dotrzeć do szpitala

Powód wezwania karetki, który nie przeszkadzałby mi w ogóle. Totalnie bym się nim nie przejmował. Gdyby nie fakt, że pod domem pacjenta, z reguły nie wymagającego nagłej pomocy, stoją dwa auta. A jeśli nie stoją to pacjent często używa argumentu, że na taksówkę go nie stać. Czasem pada również argument znany wszystkim w branży: „płacę podatki, więc mi się należy”.
W tym miejscu warto przypomnieć, że jeśli pacjent rzeczywiście nie ma jak dotrzeć do szpitala a potrzebuje tego, obowiązkiem lekarza POZ jest zapewnić pacjentowi transport karetką sanitarną.

6. Nie mogę się ruszać

Pacjent ruszać się nie może, a chwilę później biegnie do pokoju obok by znaleźć karty z poprzednich hospitalizacji lub dowód osobisty. Alternatywnie schodzi do karetki w tempie szybszym niż zespół, wręcz trzeba go prosić aby robił to wolniej, wszak może się potknąć i doznać urazu głowy.

7. Nic mi nie dolega, nie potrzebuję pomocy

Jako totalne przeciwieństwo poprzednich, zdarzają się i pacjenci niespecjalnie wyrażający chęć na udzielenie im jakiejkolwiek pomocy. Najczęściej są to mężczyźni w wieku 50+, którzy przez całe swoje życie lekarza i przychodnię omijali szerokim łukiem, są ogólnie rzecz biorąc „okazami zdrowia” i którzy twierdzą, że oni wcale karetki nie chcieli, lecz „żona się uparła”.
I to właśnie w tej grupie z powyżej wymienionych zdarzają się najpoważniejsze stany, z zawałami serca włącznie. W tej również grupie ratownicy mogą mieć największy problem z namówieniem pacjenta na transport do szpitala.

8. Nikt mi tego nie zrobił

Tego typu zdanie pada najczęściej z ust osób młodych, które doznały rozmaitych obrażeń ciała, często ran ciętych lub kłutych. Pacjenci ci nie chcą zdradzać okoliczności zdarzenia ani żadnych szczegółów z nim związanych. Zawsze twierdzą z głębokim przekonaniem, że dane zranienie zostało spowodowane upadkiem, potknięciem się, zahaczeniem o ogrodzenie tudzież nabiciem się na pręt wystający z ziemi. Yep…a na Saharze kwitną właśnie jabłonie.

9. Potknęłam się i uderzyłam o szafkę/wannę/stół/podłogę/sedes/schody

Na koniec wersja najsmutniejsza, jako odmiana punktu powyższego. Wypowiadana przez kobiety w każdym możliwym wieku, które doznały najrozmaitszych obrażeń ciała: od zwykłych zadrapań, stłuczeń, poprzez powybijane zęby, podbite oczy, po skomplikowane złamania i uszkodzenia ciała zagrażające życiu. Te pacjentki, dopóki są przytomne, nigdy nie powiedzą co było prawdziwą przyczyną urazu. Nieprzytomne nie mówią już nic.



Wyświetlenia: 19 507

Podoba Ci się na Ratowniczym? Zapisz się!

Wyślę Ci bezpłatne zestawienie 400 skrótów wykorzystywanych w ratownictwie i medycynie, które otrzymasz po kilku minutach. Dodatkowo dzięki rejestracji otrzymasz dostęp do zamkniętej grupy na FB dla pasjonatów ratownictwa. Zero spamu, Twojego adresu nie udostępnię nikomu!





To nie koniec! Przeczytaj najnowsze wpisy: