11 rzeczy, których nie robią pacjenci pogotowia

30 czerwca 2015, Ochrona zdrowia oraz Ratownictwo, 16 komentarzy

Pracuję jako ratownik medyczny już chwilę. Nie, nie widziałem wszystkiego, co można zobaczyć. I nie, nie jest tak, że nic mnie już zaskoczyć nie może. Są jednak sytuacje powtarzalne, z którymi ja i inni ratownicy spotykamy się na (prawie) każdym dyżurze. Dzisiaj o nich, by wszystkim żyło się lepiej, a w szczególności by stan zdrowia naszych pacjentów mógł być lepszy niż gorszy.

1. Nie określają dokładnie miejsca zdarzenia

Sprawa najbardziej podstawowa. Ulica Krakowska jest w wielu miastach i miasteczkach. Dyspozytorowi niewiele to mówi. Ale to nic, bo nawet jeśli znamy dokładną miejscowość i ulicę to robi różnicę, czy mamy zmierzać do klatki schodowej pierwszej czy siódmej. Zwłaszcza, jeśli blok ma ich dziesięć. Lubimy też wiedzieć, od której strony bloku (np. od ulicy, przychodni, garażu, etc.) należy podjechać.

Większy problem pojawia się, jeśli zdarzenie zlokalizowane jest w innym miejscu niż dom/mieszkanie. Tutaj zgłaszający musi się skupić, na ułamek sekundy ochłonąć z emocji i określić, gdzie jest aktualnie. Na ten przykład: park miejski z reguły jest zlokalizowany między konkretnymi ulicami – warto podać, gdzie karetka ma podjechać. Drogi mają przydrożne słupki – należy określić stosowny kilometr. I kierunek – abyśmy nie musieli z poszkodowanym skakać nad barierkami oddzielającymi pasy ruchu.

W miejscach trudno dostępnych (np. wieś, z klasyczną numeracją – „ja mam numer domu 24, sąsiad 69”) należy, o ile to możliwe, wysłać kogoś na drogę, by czekał na przyjazd ambulansu.

2. Nie wzywają karetki, kiedy stan zdrowia się pogarsza

Nie mogę napisać, że nie znam poniższego dialogu z ostatniego dyżuru:

– Dlaczego nie wezwał pan karetki wcześniej?
– Bo myślałem, że mi przejdzie!

Akceptuję wiele, mój poziom zrozumienia jest ponad standardowy. Boli me serce jednak kiedy pacjent, który jest naprawdę chory, wypowiada te słowa. Bo ja rozumiem, że kolka nerkowa poczeka. Zwichnięty staw skokowy poczeka. I co najlepsze, nic im się nie stanie!

Jednak jeśli ktoś ma np. zaburzenia mowy lub też zamostkowe pieczenie w klatce piersiowej to, na boga, może czekać, ale po co?! Po to, żeby zostać inwalidą? Po to, żeby prosić rodzinę o zmianę pampersa? By składać jedno zdanie przez 3 minuty? Czy może po to, aby po przejściu 100 metrów do kiosku łapać zadyszkę i nie móc dalej iść bez 3 minut odpoczynku?

Bez sensu, jeśli coś się dzieje nagle, należy dzwonić pod stosowny numer!

3. Wzywają karetkę, chociaż nie powinni

Druga strona medalu czyli pacjenci, którzy dzwonią pod numer ratunkowy, chociaż nie powinni. Przykładów można by mnożyć i mnożyć. Od gorączek, poprzez złe samopoczucie od tygodni, po potrzebę „przebadania” tudzież brak leków i chęć uzyskania recepty. O tym pisał już każdy, sprawa to znana wszystkim jak własna kieszeń.

4. Nie wiedzą, gdzie jest ich dokumentacja medyczna

Standardowy, niestety, problem. Hipotetyczny pacjent, obciążony miliardem schorzeń, których wszystkich nazw nawet nie znam, ma karty wypisowe ze szpitala gdzieś. Gdzieś dosłownie, tzn. nie wie gdzie.

Wiem, że nie są one niezbędne w codziennym życiu, jednak w sytuacji awaryjnej bardzo ułatwiają pracę nam, ratownikom. Tym bardziej, że z reguły chory nie potrafi wymienić wszystkich chorób, które trawią jego organizm. Niby to nie ma znaczenia, w końcu ból w klatce piersiowej to ból w klatce piersiowej, jednak może on mieć wiele przyczyn i przeszłość chorobowa, opisana w dokumentacji medycznej, może pomóc w odpowiedniej decyzji.

5. Nie mają dokumentacji medycznej

Punkt powiązany z poprzednim, tylko poziom zaawansowania oczko wyżej. Dokumentacja medyczna pacjenta jest i nawet wiadomo gdzie! W przychodni…Niestety, o 3 w nocy, nie mamy do niej dostępu i w udzieleniu pomocy to nie pomaga.

Warto pamiętać, że dokumentacja medyczna pacjenta jest jego własnością i jeśli np. przychodnia czy ambulatorium jej potrzebują w jakimś celu, to powinni wykonać sobie kserokopię, a oryginał zostawić pacjentowi (dotyczy to również zapisu EKG – oryginał u pacjenta, ksero w przychodni).

6. Nie zamykają psów

O tym pewnie już pisałem. Wierzę, że pies pacjenta nie gryzie. Że on się tylko wita. Że chce się tylko bawić. Jednakże zwierzęta różnie reagują, gdy ich pan/pani jest dotykany/badany/nakłuwany przez obcego człowieka i potrafią wtedy zachować się inaczej niż zwykle. Np. zaatakować ratownika.

Lubimy zwierzątka ale w nie w pracy. I nie, kotów nie trzeba zamykać, one się wyjątkowo krzywo na nas nie patrzą (bo zawsze patrzą się dziwnie;-).

7. Nie wyłączają telewizora

Ta chwila, kiedy wchodzisz do pacjenta, próbujesz z nim porozmawiać, a twój głos musi konkurować z doktorem Wiktorem Banachem, dziarsko ratującym w serialu „Na sygnale”…

Dobrze mieć telewizor w domu (ja nie mam…) i dzięki niemu „okno na świat”, lecz w trakcie interwencji zespołu pogotowia to chyba ostatnia rzecz, która musi być włączona.

krople nasercowe

8. Nie wiedzą jakie leki przyjmują

Klasyczna, wręcz filmowa sytuacja, znana każdemu medykowi. Na pytanie chorego o leki, które przyjmuje na stałe, ten odpowiada, pokazując z pełnym zaangażowania wyrazem twarzy na pudełeczko: te dwie białe rano, plus jedna różowa, a na wieczór połowę tamtej, bo pierwszą połowę zażyłem wczoraj.

Jak dobrze wiemy, po takiej relacji nie wiemy nic. Dobrze, jeśli pacjent przynajmniej posiada pudełka ze swoich leków. Najlepiej, jeśli ma listę przyjmowanych lekarstw, wypisaną na kartce, z rozpisem kiedy który lek i w jakiej ilości ma przyjąć. I dla pacjenta to wygodne (bo czarno na białym widzi wszystko) i dla nas, widzących danego człowieka po raz pierwszy na oczy.

9. Nie przyjmują swoich leków

I znowu, wyższy level wtajemniczenia do punktu poprzedniego. Istnieje pewna grupa pacjentów, która wie, jakie leki powinna zażywać lecz po prostu tego nie robi. „Po prostu” być może jest zbyt dużym uproszczeniem, gdyż niektórym osobom nie starcza środków na wykupienie wszystkich lekarstw. To jednak nie wszyscy – niemało osób nie przyjmuje leków, bo tak. Bo mają swoją wizję leczenia, bo nie zgadzają się z lekarską diagnozą, bo…[tu możemy wstawić dowolny kosmiczny powód].

Osobną klasykę stanowi nieprzyjmowanie leków, które należałoby przyjąć doraźnie. Gorączka. Ból głowy. Ból brzucha…

– Dlaczego pan nie przyjął leków przeciwgorączkowych/przeciwbólowych?
– Bo nie wiedziałem, czy można!

10. Nie stosują się do zaleceń lekarza

Boli brzuch? Lekarz nie mówił, żeby po zabiegu nie spożywać smażonych potraw? Robi się słabo? Po cóż więc pani wychodziła z domu skoro jest niewielki upał 40 st.? Ciężko oddychać? Nie dziwne, skoro ma pan astmę a w zadymionym pokoju można siekierę zawiesić…

Niestety zalecenia dotyczące zdrowia przez wielu pacjentów traktowane są jako jedynie sugestia. Efekt tego konkretnego podejścia jest wiadomy.

11. Nie mają danych kontaktowych do swoich bliskich

Miał w tym miejscu być punkt „pacjenci nie posiadają dowodu osobistego/nie znają swoich danych” lecz uznałem, że jest mało istotny ze względów zdrowotnych. Ważniejsze jest to, że osoby schorowane, w podeszłym wieku, w ograniczonym kontakcie nie znają ani nie mają zapisanego przynajmniej numeru telefonu do kogoś bliskiego.

Brak numeru w połączeniu z niektórymi z powyższych punktów, jak np. brak dokumentacji medycznej, układa się w jedną wielką nicość, która o pacjencie mówi dokładnie 0 (słownie: zero).

Fajnie, jeśli taki kontakt jest gdzieś zapisany: np. na kartce w portfelu, przypięty do szafki/lodówki, zaznaczony na np. karcie wypisowej ze szpitala lub liście przyjmowanych leków.

Podsumowując. Pacjenci nie robią wielu rzeczy, które powinni. Część z nich wynika z zaniedbań, część natomiast, jestem przekonany, z ich niewiedzy. To naszą rolą, jako ratowników, jest edukowanie pacjentów i ich rodzin. To żmudna praca, nie dająca natychmiastowo widocznych efektów, jednak warta poświęcenia czasu i cierpliwości w tłumaczeniu kolejnych zawiłości systemu ochrony zdrowia i dbania o zdrowie. Bo jeśli my nie wyedukujemy swoich pacjentów, to kto?



Wyświetlenia: 6 168

Podoba Ci się na Ratowniczym? Zapisz się!

Wyślę Ci bezpłatne zestawienie ponad 200 skrótów wykorzystywanych w ratownictwie i medycynie, które otrzymasz po kilku minutach. Dodatkowo dzięki rejestracji otrzymasz dostęp do zamkniętej grupy na FB dla pasjonatów ratownictwa a dwa razy w miesiącu informację o nowych wpisach na blogu. Zero spamu, Twojego adresu nie udostępnię nikomu!





To nie koniec! Przeczytaj najnowsze wpisy: