Zobacz, jak ratownictwo zmieniło życie wielu ludzi. Wyniki konkursu Ratowniczy.net

10 grudnia 2017, Ratownictwo, 7 komentarzy

Jak wiecie z przedostatniego wpisu, Ratowniczemu stuknęło w tym roku 10-lecie istnienia. Z tej okazji w ramach świętowania wypiłem kilka piw bezalkoholowych i postanowiłem zorganizować dla Was urodzinowy konkurs. Założenie konkursu było proste.

W jednej historii pokazałem Wam, jak ratownictwo zmieniło moje życie. By wziąć udział w konkursie wystarczyło zrobić to samo – opowiedzieć w komentarzu, jak ratownictwo zmieniło Wasze życie.

Trudne decyzje

Pracując w zawodzie ratownika medycznego każdego dnia trzeba podejmować trudne decyzje. Nawet jeśli po latach pracy nie wydają się one być niczym nadzwyczajnym, to w rzeczywistości takimi są. Nie mogę stwierdzić inaczej zakładając, że jedna decyzja może zmienić zmienić życie i zdrowie drugiego człowieka. Nie bagatelizujmy i doceniajmy to, co robimy w pracy a także poza nią, pomagając innym ludziom!

Nie spodziewałem się, że wiele z Was weźmie udział w konkursie. Przewidywałem raczej, zwłaszcza wiedząc jak łatwo wziąć udział w innych konkursach na zasadzie polubienia/udostępnienia czegoś na fejsie, że będę miał problem z rozdaniem wszystkich nagród. Bo komentarzy będzie za mało. Nie zawiodłem się jednak na Was, odpowiedzi konkursowych jest ponad 50!

Pisząc o trudnych decyzjach chcę powiedzieć iż mam świadomość, że prawdopodobnie dla części z Was napisanie swojej historii było niemałym wyzwaniem. W niektórych komentarzach mogłem przeczytać historie pozytywne i radosne, były jednak i te dramatyczne, związane z osobistymi tragediami. Nie mogę niestety nagrodami docenić autorów wszystkich komentarzy.

Mogę natomiast i to zrobię, podziękować Wam wszystkim: dziękuję Wam za podzielenie się cząstką siebie. Dzięki wielkie za Wasze historie, wszystkie, co do jednej! Pokazują one nie tylko mi, nie tylko innym medykom ale i wszystkim wokół, że ratownicy mają ludzkie oblicze.

Spędziłem wiele godzin czytając je wszystkie. Raz, drugi, trzeci. Wybranie tych najbardziej chwytających za serce nie było proste. Jednak, będąc ratownikiem medycznym, decyzyjność jest jedną z cech najważniejszych, więc i w kwestii zwycięskich komentarzy decyzje komisji konkursowej musiały zapaść.

Wyniki konkursu urodzinowego Ratowniczy.net

Poniżej przeczytacie komentarze (bądź ich wybrane fragmenty), które wygrały w urodzinowym konkursie. Powodem publikacji jedynie wycinków niektórych komentarzy jest po prostu ich długość. Niemniej jednak wszystkie komentarze znajdziecie pod wpisem Jak ratownictwo zmieniło Twoje życie? Konkurs na 10-lecie Ratowniczy.net a po kliknięciu poniżej na nick/imię autora, w nowym oknie przeglądarki zostaniecie bezpośrednio przeniesieni do danego komentarza.

Książka ufundowana przez serwis mp.pl RATOWNICTWO trafi do autorów poniższych trzech komentarzy:

1. Anna Ch.

Od dziecka byłam indywidualistką. Wszystkie rzeczy robiłam sama ,bez pomocy innych. To też
kiedy tata zaczął na mnie wymuszać pójście w stronę ratownictwa wodnego zapierałam się
nogami i rękami ,aby nie postąpić tak jak on chce ;) Jednak pewna historia zmieniła moją
postawę z ,,nie” na ,,tak” ;) […] Nie byłam już dziewczynką ,która nie wiedziała kim chce być w
przyszłości. Byłam dziewczyną ,która chciała być w przyszłości związana z ratownictwem.
[…] Jako dziecko nie miałam łatwego dzieciństwa. Taki ,,trudny start” spowodował to ,że jako
nastolatka byłam zamknięta w sobie, nieśmiała, nie miałam hobby. Nie potrafiłam też
zaakceptować siebie. Mój każdy dzień wyglądał tak samo , nigdy nie byłam pewna co chcę robić
w życiu … kim być Odkąd pojawiło się ratownictwo w moim życiu wszystko się zmieniło. Jakby
całe moje życie zostało wywrócone do góry nogami :D W miarę pracy i nauki stałam się otwarta
zarówno dla kolegów/koleżanek jak i dla pacjentów. Zaczęłam mieć pasje , cele w życiu.
Zaczęłam być pewną siebie osobą ,która akceptuje się w 100%. […] Uzależniłam się od
ratownictwa. I od cudownych osób z którymi mam przyjemność pracować , od których mam
zaszczyt się uczyć.Bo będąc ratownikiem – człowiek uczy się podwójnie całe życie.
I tak właśnie ratownictwo zmieniło moje całe życie… Podarowało mi piękniejszą stronę życia. […]
Ze smutnej dziewczynki pełnej problemów stałam się uśmiechniętym aniołem dla wielu
pacjentów.

2. Joanna

Hej ja w tym roku też obchodziłam 10 rocznicę ale ślubu i to ratownictwo przyczyniło się do tego,
że poznałam Tomka :) W erze dinozaurów gdy nie było jeszcze fb a rozmowy i wymiana
doświadczeń między ratownikami odbywała się na forum ratmed.pl pojawiła się dyskusja o
szkoleniach KPP w Policji, weszłam na gg(taki komunikator z PRLu) i napisałam do jakiegoś
Tomka policjanta pytanie jak to z tymi szkoleniami jest.
Zmieniło to moje życie wtedy, ślub, przeprowadzka na drugi koniec Polski i praca w zawodzie na
którą nie miałam szans w Toruniu gdzie w szpitalu oddzialowa powiedziała, że potrzebują
ratowników ale facetów do przenoszenia pacjentów.
[…] Śmieję się czasami, jak ktoś mnie pyta o dalszą przyszłość, że jeszcze nie wiem kim będę jak
dorosnę, ale wiem, że to ratownictwo mnie ukształtowało, to jakim jestem człowiekiem.
Bardzo lubię moja pracę ale wiem też, że lubię ją bo nie jestem nią przytłoczona,potrafię
pożartować z pacjentami, poprostu się do nich uśmiechać, porozmawiać jak mam chwilę. Gdy
zdarza się gorszy dzień to przypominam sobie złota zasadę, żeby traktować drugiego człowieka
tak jak by się samemu chciało być traktowany albo jakby to był ktoś z naszej rodziny, to
pomaga.
Dzięki pracy w ratownictwie poznałam wspaniałych ludzi których podziwiam, a których bym
pewnie nie miała okazji spotkać gdyby nie praca. […]

3. Anna

Jak ratownictwo zmieniło moje życie?
Całkowicie!
Zresztą, chyba jak każdego człowieka, który zdecydował się na ten zawód. Nikt normalny nie
jest w stanie pracować za takie pieniądze, tyle godzin w miesiącu, wykonując tak
odpowiedzialną robotę. Czy na ratownictwo trafiłam przypadkiem? Tak. Podobno wszystko co
dzieje się w Naszym życiu przypadkiem kochamy najbardziej – tak właśnie stało się ze studiami,
które mimo wielu nieprzespanych nocy (czy to na imprezach czy nauce), masy stresu i wielu
załamań pod tytułem „nie dam rady” były najlepszym wyborem w moim życiu.
Tak jak na studiach, które kompletnie nie przygotowują do zderzenia z rzeczywistością, tak i w
pracy, są momenty, w których ma się już tego wszystkiego serdecznie dość. Aż tu nagle trafia
się na zadławienie, które wyciąga się za ręce i za nogi z drogi do nieba, i które po półtora
tygodnia, wychodząc z OIOMu dziękuję Ci za uratowanie życia. Czy jest coś piękniejszego niż
myśl, że kogoś udało się uratować? Nie ma.
Ratownicy medyczni, to najbardziej specyficzne środowisko ludzi jakich
znam, są najlepszymi kompanami w życiu – nie boją się niczego, mimo
frustracji wyprowadzenie ich z równowagi graniczny z cudem, zawsze można
na nich polegać, rozmowy mogą toczyć się na każde tematy, spędzanie
wolnego czasu nigdy nie będzie polegało na siedzeniu w domu i oglądaniu
telewizji.
Ratownictwo zmieniło wszystko, od charakteru, po postawę wobec ludzi, do relacji w rodzinie,
spojrzenia na świat, do umiejętności oddzielania spraw błahych od ważnych i nieprzejmowania
się czymś, co w zasadzie jest kompletnie w Naszym życiu nieistotne.

Koszulka ufundowana przez firmę KAMYSZ KOSZULKI RATOWNICZO-MEDYCZNE trafi do autorów poniższych trzech komentarzy:

4. Orzechowski Tomek

Kurczę ratownik z brodą, znaczy się leciwy, ratujący jeszcze od czasów harcerskich, czyli licząc
same początki prawie 20 lat- to ja. Czy ratownictwo zmienia? nie wiem, mam zaburzoną
perspektywę, i znajomych w większości tak samo odchylonych jak ja.
To co może zmienić ratownika to zmiana perspektywy. Mnie tak trafiło 11 lat temu. 6 czerwca o
6.06. Taki zbieg okoliczności. Z trójką kolegów ratowników jechaliśmy na dyżur, a jeden
kierowca Tira, kończył trasę z Poznania do Rzeszowa, i już skręcał na bazę….tylko nie zauważył
nas jadących z naprzeciwka. Mieliśmy jakieś złoty dwadzieścia na blacie, bo przecież prosta
droga i prawie pusta…kolega kierujący naszym poldkiem, zaczął hamować, poszedł dym z opon
i zaraz trzask i dźwięk giętej blachy. Siedziałem z tyłu, pierwszy raz w życiu zapiąłem pasy, sam
nie wiem czemu…
Wydostaliśmy się z wraku, ja ze złamanym obojczykiem i wrażeniem że „leje mi do brzucha”,
ułożyłem się na asfalcie w pozycji bocznej, tak żeby ustabilizować ramię o jezdnię. i czekałem.
Jak przyjechała pierwsza karetka, nie dałem się ruszyć…grzecznie się przedstawiłem,
poprosiłem o dwa wkłucia i MF. Dopiero jak to dostałem, dałem zrobić sobie resztę…cały czas
walczyłem żeby być przytomny, bo do szpitala trafiliśmy przed 7 czyli w najgorszą porę, zmiany
dyżurów. Potem standard, dopraszałem się USG, ale przecież wiedzieli lepiej i u chirurga byłem
po 2 godzinach od wypadku, ze zdjęciami RTG i kompletem badań…jak mnie posłuchał i głowicę
przyłożył w okolice pleców, -bo przecież leżę od dwóch godzin, a grawitacja działa- chirurg,
powiedział tylko „o kurwa!” i wystarczyło. Na Cito wpierniczyłem się w grafik operacji planowych,
i jak byłem pewny że ląduje na sali operacyjnej, odpłynąłem… następne dwa tygodnie to
sprawdzanie systemu ochrony zdrowia i standardów opieki medycznej z drugiej strony.
Doświadczenie bezcenne. Tzw. „near death experience”. Zmieniło moje podejście do pracy
diametralnie.
Szkolę się zacząłem się szkolić, rozwijać, a każdego, absolutnie każdego pacjenta stosować
najlepiej jak tylko potrafię. Nie marnuję czasu. Wyciskam życie, jak mogę. ĆPIĘ ŻYCIE, kurza
twarz! Bo wszystkie znaki na niebie i ziemii mówiły, że mogłem już „odłożyć łyżkę”.
W sumie jak najbardziej gdyby nie ratownictwo to po prostu by mnie nie było tu i teraz, także
DOCENIAM! I spłacam dług przede wszystkim szkoleniami, bo pracą zmieniam życie
pojedynczych ludzi…szkoląc mam wrażenie zmieniam świadomość i pomagam nam wszystkim.
Dzięki, że też uczysz i bawisz! Piątka!

5. EwkaJJ

Od małego miałam fioła na punkcie medycyny. Ale nie. Nie badałam misiów. Nie dawałam
syropków lalkom. […] Gdy z małej cholery wyrosłam na
większą cholerę, która stanęła przed wyborem studiów, wybrałam ratownictwo. I na nic były
prośby, błagania i groźby Mamy, która chciała żebym poszła na położnictwo, bo ratownictwem
zniszczę sobie życie. Nie dało się mnie przekonać. W sumie rzadko się da. Trzy lata spędzone
na uczelni były najbardziej inspirujące w moim życiu. Spotkałam na szczęście wykładowców,
którzy tak samo jak my kochali ten dział medycyny. Mieli te same ogniki w oczach podczas
symulacji medycznych co my. […] Początki jak zawsze – zakochana w pracy. Mimo kilku
awanturujących się pijaków dziennie, mimo podkładajacych kule pod nogi starszych pań, bo „na
wyniki badań krwi muszą czekać cztery godziny”, a to przecież wszystko nasza wina i my nic nie
robimy. A że bywały dni że przez 12 godzin dyżuru żyłam o jednej przesłodzonej specjalnie
herbacie, bo najmłodsza jestem na oddziale to mam tyrać za innych, już panie starsze nie
wiedziały. Kochałam robotę mimo braku szacunku ze strony pacjentów. Oczka mi się świeciły
jak dostawaliśmy telefon że eska wiezie kogoś z wypadku. Każda cieższa sytuacja karmiła
ratowniczy zapał. Dni mijały, starsze panie jak rzucały obelgami wcześniej, tak rzucają teraz.
Panowie pijaczkowie jak zasikiwali pół oddziału, rzucając w naszym kierunku ku*wami tak robią
nadal. Czy nadal kocham tę konkretną robotę? Za cholerę nie. Z pogardą patrzę na pijaków, na
mohery nie rozumiejace że są inni, bardziej potrzebujący pomocy niż one. Co mnie trzyma w tej
pracy? Zajebisty zespół, ratownicy, pielegniarki/pielęgniarze, lekarze (tak, tych też mamy spoko,
traktujących nas jak równych sobie, wcinających z nami ciasto w dyżurce, które sami przynieśli,
wkurzający się razem z nami na trudy dnia codziennego. Trzyma mnie te kilka przypadków
tygodniowo, gdzie ktoś naprawdę potrzebował naszej pomocy, gdzie wiedzieliśmy że
pomogliśmy. Do tego kursy i szkolenia gdzie przypominam sobie co mnie tak rajcuje w tej
dziedzinie. Co ratownictwo zmieniło w moim życiu? Wprowadziło pasję której nie zepsują mi
pijaczki i mohery. Dało upust mojemu temperamentowi. Tak naprawdę dało sposób na życie. Bo
ratownictwo to dla mnie i wielu innych nie tylko zawód. To sposób życia i definiowania siebie.
Gdy ktoś by mnie zapytał kim jestem, to najpierw wyrwie mi się że ratownikiem. A dopiero potem
że żoną, że matką.

6. Kamila Hernik

Odkąd tylko sięgam pamięcią zawsze chciałam pomagać ludziom, ale takim konkretnym
impulsem był wypadek, a później śmierć mojego starszego brata, który został pobity i w stanie
wegetatywnym przez 9 miesięcy leżał w szpitalu. Na jego niekorzyść zadziałał czas. Złota
godzina. Dokładnie to znamy, prawda? Zanim go znaleziono, zanim rozpoznano krwiak mózgu,
zanim trafił do odpowiedniego szpitala, zanim zdecydowano się na operację minęło mnóstwo
czasu. Dla jego mózgu było o wiele za późno. Nigdy nie zapomnę, kiedy zobaczyłam go
pierwszy raz na intensywnej terapii. Wtedy powiedziałam sobie, że będę ratować ludzkie życie.
Wypowiedziałam te słowa bardzo cicho, żeby nikt przypadkiem ich nie usłyszał, nikt poza nim,
choć nie miałam pewności czy cokolwiek zrozumiał. Od całego zdarzenia minęły ponad 3 lata,
od jego śmierci ponad dwa. W połowie listopada skończyłam studia i otrzymałam dyplom
ratownika medycznego. Pracę licencjacką na temat pacjenta z urazami głowy w zawodzie
ratownika zadedykowałam bratu. Jestem z siebie dumna. I wiem, że on również byłby ze mnie
cholernie dumny.

Nagroda-niespodzianka ufundowana przez firmę RESTEC – Pracownia Wyrobów Ratowniczych trafi do autorów poniższych trzech komentarzy:

7. mathews

Będąc w technikum nigdy nie myślałem, że kiedykolwiek pójdę na studia. Jednak nie udało się
trafić do woja dlatego w celu zdobycia dodatkowych punktów w rekrutacji złożyłem papiery. […]
Praca na SOR-ze idealne miejsce do zdobycia doświadczenia. Nastąpiło zderzenie młodej krwi
z wypaleniem zawodowym. I wyobrażenie pracy o którym mówili ci wszyscy których się
ignorowało na studiach jest prawdziwe. Jednak ja nadal wiem swoje że warto.
Jak ratownictwo zmieniło moje życie?
Można powiedzieć że teraz moje życie wygląda jak typowa gra RPG w której zwiększają się
skile za kążdą wykonaną misje i z każdym lvlem zmienia się wygląd zewnętrzny.
Zmiany fizyczne:
-trzeba przyznać zawsze gładki na twarzy człowiek zmienił się w obrośniętego w meszek Ratola;
(człowiekowi nie chce się golić, ale starszawe pacjentki nadal wołają Aniołeczku)
-pojawiają się pierwsze siwe włosy ( pewnie od środków dezynfekcyjnych)
-pojawiają się wory pod oczami (oznaka lekkiego nie wyspania )
-zwiększyła się pojemność pęcherza;
-wydłużył się czas na odczuwanie pragnienia i głodu
Zmiany psychiczne:
– ufność spadła (ludzie potrafią naprawdę koloryzować)
-spostrzegawczość i dociekliwość wzrosła( zbieranie prawdziwego i znaczącego wywiadu często
graniczy z cudem)
-wyostrzył się czarny humor zwykłe kawały na bazie przychodzi baba do lekarza już nie
wystarczają;
Zmiany koordynacyjne:
– szybkość (pobór krwi do badań i przekazanie labolatorium zwiększa się z dyżuru na dyżur)
-przewidywalność (podanie pacjentowi worka do wymiotowania {bo ma się w kieszeni }zanim
zacznie wymiotować)

8. Silvius

Jestem opiekunem medycznym i opiekunką środowiskową i z racji tego mam do czynienia z
ratownictwem w szerszym tego słowa znaczeniu. […] Uczucie nie do opisania widząc ulgę oraz
zamianę strachu na radość na twarzach pacjentów i ich rodzin, którym udało mi się pomóc w
sytuacjach także zagrażających życiu. Jednak nie o tym chciałabym napisać, ale o tym jak dzięki
mojej fascynacji do ratownictwa zmieniam życie postronnych ludzi – nie chorych i ich rodzin tylko
potencjalnych świadków zdarzeń, czyli osób, które miały lub będąc mieć do czynienia z
sytuacjami zagrażającymi życiu.
Moim głównym celem jest sprawić, aby ludzie przestali się bać pomagać. Uczę ich nie tylko
technik z zakresu pierwszej pomocy, ale przede wszystkim wyjaśniam, jak ważną rolę odgrywają
w pierwszych minutach zdarzenia nim przyjadą ratownicy medyczni. […] Aby nie mieli pretensji
do ratowników medycznych, że musieli dłużej czekać na ich przyjazd, bo w tym czasie przecież
sami mogą podjąć odpowiednie kroki, a karetka nie jest w stanie teleportować się z pogotowia
oddalonego np. o 40 km. Moja fascynacja ratownictwem sprawiła, że niektóre osoby podjęły
naukę na kierunku opiekuna medycznego, ale cieszy mnie jeszcze bardziej fakt, że wiele osób
zrozumiało, że nie może się bać ratować czyjegoś zdrowia i życia. Duma mnie rozpierała, gdy
zeszłej zimy moja nastoletnia córka, która wielokrotnie ćwiczyła ze mną pierwszą pomoc, jako
jedyna pomogła leżącemu mężczyźnie przed sklepem. Jeszcze większą nagrodą dla mnie była
wiadomość, że jedna z osób, którą uczyłam pierwszej pomocy pomogła innej osobie i przyznała,
że dzięki mnie nie bała się pomóc i udało jej się uratować człowieka. Tak, mogę powiedzieć z
pełnym przekonaniem, że kontakt z ratownictwem zmienił moje życie. Czuję się spełniona jako
człowiek nie tylko poprzez pomaganie chorym, ale przede wszystkim jako osoba, która
pośrednio wpłynęła pozytywnie na życie innych osób – potencjalnych świadków nagłych zdarzeń
i osób, którym one pomogły i/lub pomogą w przyszłości.

9. mz

ratownictwo nie zmieniło mojego życia
nigdy nie lubiałem grać w noge. w temacie zainteresowań sportowych moich równieśników,
mając 12 lat odstawałem; inny.
armagedon pytań zewsząd – ale chce ci się? na prawdę podoba ci się chodzenie tam?
przecież tam ludzie umierają
któregoś, randomowego dnia:
>dziadku, odwieź mnie do hospicjum
>kiedy ci się to znudzi?
dotyk:
elastyczna, zaróżowiona skóra 12 latka
kontra
pofałdowana, krucha jak jesienny liść dłoń 80 letniej babci z czerniakiem IV stopnia
wystarczył dotyk, obecność
przy ostatnich tchnieniach
umrzeć w obecności obcych ludzi
ale dla nich byliśmy jak wnuczęta
podobni; tylko niespokrewnieni, obecni.
potrzebowaliśmy tych pacjentów. pacjenci potrzebowali nas
tak narodziła się wrażliwość
równolegle z beztroską równieśników na boisku
dziecko jak tabula rasa
proste obowiązki były na tym paliatywnym
mając 12 lat wcale nie jest problemem dźwignąć, posadzić na wózek
nakramić, wytrzeć papkę, nakramić, wytrzeć papkę, poczekać, przełknąć, nakarmić, wytrzeć
papkę
[…]
>ale tobie za to nie płacą?
>chce ci się tak za darmo?
grad demotywacyjny jakgdyby nie ustał
walił, walili, strzelali, pytali
>kurwa jak mi się już nie chce tutaj przychodzić
>znowu nocka, ja pierdole
słyszałem, słuchałem, codziennie,
znalazłem się bez dyplomu, wśród ludzi z dyplomem
którzy produkowali te słowa
>oj młody że ci się tu chce przychodzić
[…] szpital zainstalował we mnie swego rodzaju znieczulicę, na problemy codzienne.
w końcu robiłem wolontariat na oddziale udarów mózgowych
czym dla mnie były codzienne kłótnie międzyrówieśnicze, partnerskie?
tylko zwykłymi niedociągnięciami
ja na każdy butt-hurt moich 16 letnich równieśników odpowiadałem krwiakiem
podtwardówkowym
nie rozumieli, izolowali, stygmatyzowali
[…] rozpoznałem jednego ratownika; znałem go jeszcze z kiedyś
>cześć, pomogę wam
i opatuliła mnie przezroczysta błona odizolowania od świata
tylko ja i ten chłopak,
niewiele starszy odemnie.
impedancja klatki piersiowej to jednak nie teoria
twarda, ciężka prawda
powierzchnia skóry i rękawiczki nitrylowe
jak lodowisko i łyżwy
wrócił do nas
ale nie na długo
potem długo się zastanawiałem, czy go znam
obrażenia były na tyle maskujące jego tożsamość,
że musiałem spojrzeć na tablicę rejestracyjną, czy nie jest mi znajoma
i znowu po powrocie do domu, żadnego wsparcia.
bo jak ma to odczuć równieśnik z orlika
z resztą to był piątek. rysowały się im inne plany na najbliższe godziny.
powracajając do tematu zadania – wiem. nie zrealizowałem go.
obaliłem tezę.
ratownictwo nie zmieniło mojego życia;
bo gdyby nie ratownictwo, to nie miałbym życia.
dzisiaj mam 18 lat i nareszcie stoi przede mną możliwość robienia tego zawodowo, mimo całej
tej demagogii demotywacyjnej – nie jestem w stanie robić niczego innego.

Co ma wpływ na nasze życie? Wszystko, co nas otacza. Czy jedno wydarzenie może sprawić, że zmienią się nasze przekonania? Jestem pewien, że tak. Czy wykonywanie takiego lub innego zawodu, np. ratownika medycznego, może nas ukształtować na pozostałe lata życia? Zdecydowanie tak. Czy w końcu my sami możemy wpłynąć na życie innych ludzi?

Wiedziałem, że tak. W końcu wyrywamy pacjentów ze szponów śmierci, wyciągamy ich za nogi z tego tunelu, na końcu którego jest białe światło. O tym wiedziałem. Nie zdawałem sobie jednak sprawy, że czasem pozornie niewiele znaczące moje aktywności mogą dla innych mieć znaczenie niemałe. Tym bardziej, że wciąż mam przekonanie, iż nic specjalnego nie osiągnąłem i jeszcze dużo chciałbym w życiu zrobić.

Jeden z komentarzy biorących udział w konkursie ogromnie mnie zaskoczył. Nigdy nie wpadłbym na to, że wśród odpowiedzi konkursowych przeczytam tych kilka zdań, po których ciężko będzie mi pozbierać żuchwę z podłogi. Do tej pory nie mogę jej zlokalizować! Tym samym chciałbym wyróżnić komentarz Janka, i to właśnie jemu przekazać ostatnią nagrodę, która przyleci niedługo ze mną do Polski:

10. Jan Wiatr

Rok 2006… Janek ma lat 8… Jest lato, pogodna aura… Przez wieś Kurów w Małopolsce
przewijają się raz po raz ambulanse, motocykle z ratownikami, pojazdy straży pożarnej. To one
zaburzają sielankowy, spokojny nastrój wioski schowanej gdzieś pomiędzy szczytami Beskidu.
W oczach małego chłopca, który dopiero poznaje ten świat cały ten zamęt wydawał się dziwny,
nienaturalny, poniekąd wyjątkowy.
[…]Podsumowując rok. Tu wykonałem, nieświadomie bo nieświadomie, swój największy skok w
ratownictwo. Poznani ludzie, zdobyta elementarna wiedza i otoczenie, które ukierunkowało mnie
na pasję, pracę nad sobą, a nie pójście w turboratownictwo. Tutaj chyba należą się im
podziękowania…
[…] Największy powód do dumy? Pokazanie przed swoimi „idolami” z 2006 roku, że pasja się we
mnie rozwija, zmienia mnie na lepsze… Efekt tych manewrów? Masa wniosków, chwycenie się
za głowę i uświadomienie sobie ile jeszcze przede mną… Minęło parę tygodni.
[…] W tym roku również poznałem Ciebie, Grześku. Przyjechałeś do Bielska-Białej
na zaproszenie Sylwii Grunwald na Maltańskie Koło Ratunkowe na którym zaprezentowałeś
systemy ratownictwa z całego świata. Po całym wykładzie nie mogłem sobie odpuścić by nie
zamienić z Tobą paru zdań. Od tamtej pory to Ty stałeś się jednym z tych herosów, wzorów
których naśladuję i którzy posiadają zestaw cech które chciałbym nabyć… Tego spotkania,
pomimo, że nie było ono pewnie dla Ciebie jakoś wyjątkowe, zapamiętam do końca życia.
Nadszedł 2016 rok.
[…] Złość, gorycz porażki… A może tak miało być? W tym wszystkim nie zapomnę momentu
rozpaczy w aucie, obok mojej kochanej dziewczyny, Werki… To nieocenione jak sama obecność,
nawet nie słowa, zwykły dotyk, możliwość wypłakania się, są ważne. Przez 1.5h zdążyłem
ułożyć sobie mniej więcej wszystko w głowie i powiedzieć sobie, że nie odpuszczę.
[…] Podsumowując… Zacząłem pisać tą historię w ramach konkursu ale teraz na koniec powiem,
że tak naprawdę pierwszy raz w życiu opowiedziałem choć w części historię swojego
ratownictwa od a do z. Przez ten czas z małego chłopca zajaranego dużymi białymi autami i
czerwonymi Paniami oraz Panami stałem się całkiem logicznie myślącym chłopakiem, z pasją
do ratownictwa, z chęcią nauki, z wieloma przyjaciółmi, z opanowaniem, z rozwagą, z własnym
systemem wartości, ze specyficznym ale dającym mi spokój podejściem do życia, śmierci i
choroby, siłą pozwalającą kochać, pracować, wznosić się na wyżyny i doceniać to co mam.
[…] Wszyscy odwalamy równą, dobrą i trudną robotę ale myślę, że powinniśmy być z tego dumni
bo tak pozytywnie pokopanych, zgranych i wyjątkowych ludzi jak w ratownictwie nie poznałem…

Tym pozytywnym akcentem kończymy ogłoszenie wyników. Gratuluję Wam wszystkim, nie tylko wygranym, odwagi by opisać swoją historię, wytrwałości i wiary w sens pomagania innym. W aktualnej sytuacji środowiska ratowniczego potrzeba nam wszystkim trochę ciepła, optymizmu i pozytywnego spojrzenia w przyszłość. Potrzeba działania a nie tylko bezczynnego narzekania. Potrzeba ludzi, którzy zamiast przytłaczać i rzucać kłody, pociągną za sobą innych ale w tą właściwą stronę.

Zwycięzców proszę o skontaktowanie się ze mną drogą mailową pod adresem, który znajdziecie na podstronie bloga „o mnie”. Napiszcie maila dokładnie z tego adresu, który podaliście zostawiając komentarz konkursowy, inaczej nie będę mieć pewności, że Wy to Wy.

To tyle na dziś ode mnie, pora powoli przejść w tryb czuwania na dyżurze. Wiecie dobrze, że za często konkursów nie robię, może jednak kolejny uda mi się zrobić wcześniej niż za kolejną dekadę :-). Jeśli więc chcecie być zawsze na bieżąco z Ratowniczym i o wpisach dowiadywać się poza FB, który postów nie dostarcza niestety wszystkim, poniżej możecie się zapisać do newslettera.



Wyświetlenia: 474

To nie koniec! Sprawdź najnowsze wpisy:


Podoba Ci się na Ratowniczym?

Dzięki rejestracji otrzymasz informację na swojego maila o nowym wpisie od razu po publikacji. Dowiesz się również o rzeczach, których nie publikuję na Facebooku. Twojego adresu nie udostępnię nikomu!