Ratownictwo po godzinach • blog ratownika medycznego • pierwsza pomoc • sprzęt ratowniczy


loteriaWielu z Was prowadzi własną działalność gospodarczą i pracuje w zawodzie na kontrakcie dodatkowo poszerzając zakres usług o szkolenia z pierwszej pomocy. Chciałabym opisać błędy świadomie, bądź nieświadomie, popełniane na etapie organizowania kursu, poparte przykładami z mojego doświadczenia, które dały mi dosyć dużą nauczkę. Szkolenia organizuję i przeprowadzam od kilku lat i napotykam „klientów”, którzy chcą po prostu człowieka oszukać, nie wiadomo w imię czego. Jak mawiał Walter Scott: „Najbardziej pożyteczne w życiu to własne doświadczenie”, ale mam nadzieję, że ostrzeżenia wymienione przeze mnie dadzą do myślenia tym, którzy zwabieni pieniędzmi są w stanie jechać na kurs 300 km w ciemno z gotowym rachunkiem dla klienta, a w rezultacie tracą czas i pieniądze.

Po pierwsze

Zawsze sprawdzaj kontrahenta z imienia, nazwiska oraz nazwę firmy. Jeśli dzwoni osoba niższego szczebla (przykładowo twierdzi, że jest BHP-owcem) i nie jest w stanie podać imienia oraz nazwiska osoby zarządzającej (sic!) sprawdź numer KRS-u firmy.

Pewnego pięknego dnia otrzymałam propozycję podnajęcia mnie na umowę – zlecenie do złożonego projektu zawierającego w sobie szkolenia z pierwszej pomocy. Treść wzoru umowy jaką dostałam na skrzynkę mailową była porażająca. Zapisy niezgodne z Kodeksem Cywilnym, groźba kary liczona w tysiącach złotych w przypadku „nienależytego wykonania zlecenia” (oczywiście w paragrafach zgodnie z widzimisię zamawiającego, za to przy marnym wynegocjowanym zarobku), zleceniodawca w umowie był reprezentowany przez inną firmę niż ta, która utrzymywała, że jest jedynym wykonawcą projektu. W końcu w rozmowach telefonicznych zaczęły się plątania w zeznaniach :) Ulegli przesyłając pozornie poprawioną umowę, która wydawała się być ok, ale biorąc pod uwagę fakt, że w obu KRS-ach właścicielem firmy był jeden i ten sam prawnik (przy różnych numerach firm – tej, która ze mną się kontaktowała oraz drugiej, umieszczonej w umowie) stwierdziłam końcowo, że szkoda mojego czasu i przede wszystkim mojego know – how. Program na zamówione szkolenia był opracowany przeze mnie w najszerszym możliwym zakresie dla osób niemedycznych. Było jeszcze kilka burzących zaufanie podchodów tej firmy, ale już podaruję sobie ich opisywanie. Szanujcie się jeśli ktoś Was traktuje niepoważnie.

Po drugie

Umowa zawierająca warunki płatności, określony termin ewentualnego odwołania szkolenia, liczbę zgłoszonych uczestników, etc. podpisana przed wykonaniem szkolenia. To już dotyczy zamówienia dla naszej działalności gospodarczej. Umowa ustna w świetle prawa obowiązuje, ale żeby ją wyegzekwować wobec nieuczciwego zamawiającego należy wejść na drogę sądową. Spisując taki papier zyskujemy przynajmniej psychologiczne poczucie zobowiązania wobec nas u zamawiającego nasze szkolenie.

Kolejnego pięknego dnia otrzymałam zamówienie na bardzo duże szkolenie w dosyć odległym miejscu w terminie „za kilka dni”. Nasza firma wyciągnęła na ten czas dodatkowych instruktorów spod ziemi, zainwestowała pieniądze w przygotowania do szkolenia (wydruk zaświadczeń w profesjonalnej drukarni cyfrowej, dodatkowe materiały opatrunkowe w hurtowej ilości, etc.). Klient miał zadzwonić na dwa dni przed szkoleniem, co przy krótkim czasie od momentu złożenia zamówienia nie wzbudzało podejrzeń. Oczywiście nie zadzwonił. Następnego dnia, na dzień przed planowanym szkoleniem, wykonałam telefon i zostałam zapewniona, że za 2 godziny otrzymam maila z niezbędnymi dla nas danymi. Nie dostałam. O godzinie 21 ostatecznie odwołałam wszystkich instruktorów, będących w stanie gotowości do podróży w dzień następny. Każdy z nich zmienił swoje plany zawodowe na ten dzień by pracować dla nas. Kobieta do dzisiaj się nie odezwała. Porażka. Już nie chodzi o utratę spodziewanego dużego zarobku z tego szkolenia, ale o to, że przez niepoważną firmę wstyd mi było przed moimi instruktorami. Cóż… Nie wykazałam się zbyt dużą czujnością.. Od tej pory tylko umowy! Dzisiaj już wiem, że umowy na „gębę” to za mało.

Po trzecie

Nie przyjmuj każdego zamówienia goniąc ślepo za referencjami, czy za zarobkiem. Jeśli ktoś Ci już na „dzień dobry” stawia dziwne warunki to powiedz, że najbliższe wolne terminy masz za 3 miesiące. Wiadomo – klient, który nie jest zorientowany w rynku szkoleń może być nieco podejrzliwy wobec nas, ale taki, który robi istne cyrki nie rokuje dobrze przy współpracy, szczególnie dłuższej.

Innego dnia z kolei otrzymałam telefon od uprzejmego pana, reprezentującego pewną instytucję państwową mającą duże zaufanie społeczne. Chciał przeszkolić kadrę pracowniczą w przeciągu pół roku poprzez szkolenia prowadzone cyklicznie. Miała być umowa oczywiście (fajnie), udostępnienie dużych sal (super) – generalnie wszystko cacy. Kontaktował się ze mną kilkukrotnie i w rezultacie był zdecydowany. Ale..:) Zadzwonił w końcu inny pan z tej instytucji, rozgorączkowany, że on potrzebuje szkolenie indywidualnie dla siebie „na już”, że z panem, z którym wcześniej się kontaktowałam tego nie konsultował, ale MUSI i to najlepiej najdalej za 3 dni. Uprzejmie poinformowałam go, że nie prowadzimy szkoleń dla osób indywidualnych, a z dołączeniem do innej grupy kursantów może być kłopot ze względu na brak zezwolenia przebywania osób z zewnątrz na terenie zakładu pracy innych zamawiających. Jak się okazało później pierwszy pan już nie zadzwonił przez nieudaną próbę podstawienia cichego oceniającego nasze szkolenia przed zamówieniem :) Aktor z tego drugiego pana był niezły, niby mogłam go dołączyć do innej grupy i miałam świadomość, że prawdopodobnie to duże zamówienie nie dojdzie do skutku, ale tknęły mnie takie podchody i końcowo żal mi nie było.

Po czwarte

Nie snuj teorii spiskowych. Z reguły zamawiający ma dobre intencje, po prostu chce mieć przeszkolonych pracowników ze względu na ciążący nad nim obowiązek i / lub niemiłe wypadki w firmie. Przyjeżdżasz – szkolisz, podoba się – wypisanie referencji, nieraz natychmiastowe przelewy za kurs i często późniejsze prośby o konsultacje, np. w sprawie zawartości apteczek, czy aby ich nie skompletować bardziej skrupulatnie niż minimum :) Miło.

Sytuacje negatywne jednak szlifują organizatora i są one potrzebne do doskonalenia siebie w tej roli, tak by nie tracić czasu i przeprowadzać szkolenia sprawnie, bez spędzanego snu z oczu przez myśli, że podejmuje się ryzyko, a nie zwykłą realizację zamówienia.

Autorem wpisu jest organizator i koordynator kursów pierwszej pomocy jednej z ogólnopolskich firm szkoleniowych. Specjalistka ratownictwa medycznego, instruktor BLS/AED Polskiej Rady Resuscytacji i Amerykańskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Grzegorz Nowak

Ratownik medyczny i autor bloga ratowniczy.net. Aktywnie związany z branżą medyczną. Trener pierwszej pomocy, prowadzi firmę Stay & Play organizującą kursy pierwszej pomocy i zabezpieczenia medyczne.

Komentarze (3)

  1. sniadanie pisze:

    Święte słowa, święte słowa.
    U mnie umowa na gębę poskutkowała niespłaconą do dzisiaj należnością.
    Niech Was nie zmylą dobre (złego) początki – umowa na piśmie – czarno na białym!

    Cieszę się, że dzielicie się swoimi doświadczeniami – pomimo, iż konkurencji coraz więcej to liczy się jednak solidarność naszej grupy zawodowej.

    Pozdrawiam!

  2. ratmed pisze:

    Konkurencja konkurencją, jednak musimy się trzymać razem:-)

    Teraz, kiedy każdy goni za pieniądzem, przestają mieć znaczenie jakiekolwiek wartości etyczne i moralne. Widać to bardzo często w życiu codziennym.

    Zwłaszcza w interesach należy być wyjątkowo czujnym, żeby nie zostać zrobionym w….balona. Na szczęście człowiek uczy się na błędach, więc niektóre są pierwszymi i zarazem ostatnimi:-)

    Pozdrawiam!

  3. autorka pisze:

    @sniadanie

    dziękuję Sz. za aprobatę, jednak pozostańmy anonimowi ;)

Napisz komentarz

Connect with Facebook

Przed skomentowaniem zapoznaj się z polityką komentarzy na Ratowniczy.net.

Bądź na bieżąco!


  • Facebook
  • Blip
  • Twitter
  • RSS