Ratownictwo medyczne że…głowa boli!

9 lutego 2017, Ratownictwo, Komentarze (0)

Wszyscy Polacy znają się na: medycynie, polityce i uprawie mniszka lekarskiego. Wszyscy ratownicy medyczni znają się na…No właśnie – na czym?

Poziom polskiego ratownictwa niewątpliwie jest na poziomie nienajgorszym. Niektórzy twierdzą (sam tak mawiam), że jesteśmy na poziomie co najmniej europejskim. Specjalistów i znawców ratownictwa medycznego u nas ci dostatek.

Każdy uleczył 300 obrzęków płuc, każdy zbił 5000 nadciśnień. Każdy reanimował setki dorosłych, dzieci i małych kotków. Każdy ma za sobą dziesiątki trudnych intubacji, potrafi ustawić każdy respirator, dawki leków dla 8-miesięcznego niemowlęcia ma w małym paluszki. Albo w aplikacji lub innej ściądze – w każdym bądź razie pod ręką.

Nie możemy ukrywać, że ratownicy medyczni, wzorem polskich pielęgniarek, są grupą zawodową coraz bardziej docenianą za granicami naszego kraju. Co bardziej wprawne „internetowe oko” zauważyło na pewno, że brytyjskie firmy rekrutujące z pocałowaniem dłoni w pierścień przyjmą każdego polskiego ratownika medycznego do pracy, o ile potrafi na dzień rekrutacji komunikatywnie porozumiewać się w obcym dla nas języku. Co więcej, brytyjska firma zapłaci naszemu ratownikowi za przeprowadzkę i jeszcze podaruje trochę funciaków jego koledze za to, że go polecił.

Jesteśmy więc doceniani przez innych za granicami Polski, sami na jej terenie znamy swoją wartość. Jesteśmy „specjalistami” ratownictwa medycznego (niezależnie od wykształcenia).

Coś jednak nie „bangla”. Coś tutaj nie gra. Jesteśmy tacy świetni, jak twierdzą inni i my sami, a jednak mamy tyle samo powodów do niepokojów co do radości. Albo jeszcze więcej tych pierwszych. O tym co nas, ratowników medycznych, boli wpis niedługo. Dzisiaj tylko mały rzut okiem na jeden z problemów jaki nas dotyczy, a który to nie wszyscy stawiają na pierwszym miejscu. A powinni bo bezpieczeństwo w końcu, jak sami twierdzimy, jest zawsze na pierwszym miejscu.

*******

Skąd ten dzisiejszy wpis? Z fejsbuka, jednak tym razem nie mojego. Na stronie Kadiologia Ratunkowa dwa dni temu pojawiła się grafika oraz informacja o prawidłowym zastosowaniu stazy taktycznej w tamowaniu krwotoków. Wpis możecie zobaczyć poniżej.

Jeśli tylko macie kilka minut czasu zapoznajcie się również z komentarzami do powyższego obrazka. Dowiecie się z nich m.in., że „w warunkach cywilnych wskazaniami do założenia stazy jest brak skuteczności dotychczasowego postępowania”, „[…] zasada high and tigh odnosi sie dla sytuacji Care uder fire w każdej innej sytuacji staze zakłada sie 5-7 cm nad rana omijając stawy”, „kończynę da się udarować do 6h od założenia stazy” oraz że np. „tccc jak najwyzej jak najszybciej i tyle cala reszta to glupota”.

Różne osoby. Różne doświadczenia. Różne zdania.

Tak to bywa w dyskusjach i dziękować Zuckerbergowi, że dzięki m.in. niemu one mogą się toczyć na fejsbuku. Jednak FB to nie wszystko choć wiele poza nim nie zostało, nawet niegdyś najpopularniejsze w Polsce forum już przestało istnieć.

Wracając jednak do tematu. Mamy więc w temacie stosowania stazy taktycznej w tamowaniu krwotoku różne, momentami niespójne informacje. Mamy podane centrymetry ponad zranieniem. Mamy podane kości, nawet elementy kończyn proksymalne i dystalne. Mamy podane nawet i czasy (!) po jakich upływie od założenia stazy taktycznej nie uda się uratować kończyny (a czy my w ogóle dyskutujemy o ratowaniu kończyn, czy jednak o ratowaniu życia poszkodowanego w ogóle?).

*******

Mamy rok 2017. Mamy różne, jak i różni są ludzie i ich spojrzenia, WYTYCZNE (ZALECENIA) postępowania ratowniczego. Mamy więc PRR, która wytyczne ERC z 2015 roku w ojczystym języku wydała dopiero kilka dni temu. Mamy AHA. Mamy ITLSy, PHTLSy. Mamy i wiele innych, dotyczących chociażby leczenia zawałów serca czy udarów mózgu.

Mamy rok 2017. W 2006 roku, 11 lat temu (!), został ogłoszony tekst Ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym. 11 lat temu.

11 lat to 1/3 mojego życia. To CAŁE moje życie zawodowe jako ratownika medycznego.

Pytanie jakie mi się nasuwa brzmi następująco: kto jest jeleniem, kłócąc i spierając się o centymetry lub kości, na których zostanie założona staza taktyczna. Kto ma rację, czy to lub tamto nazywać stazą taktyczną lub opaską uciskową?

Nie wiem.

Dalej pracujmy wszyscy na wytycznych będących zaleceniami różnych organizacji, zamiast na obowiązujących w naszym kraju lub podmiocie nas zatrudniającym procedurach. Dalej miejmy na pierwszym planie wiele istotnych w naszej ocenie niedostatków pracy i życia ratowników medycznych zamiast najważniejszego.

Konkretnych, klarownych i określonych w 100% zasad wykonywania przez nas w Polsce zawodu ratownika medycznego i czynności ratunkowych, od których zależy życie znajdującego się w naszych rękach człowieka.

Powodzenia!



Wyświetlenia: 2 655

To nie koniec! Sprawdź najnowsze wpisy:

Co w ratownictwie piszczy #5

W końcu do Polski dotarło długo wyczekiwane lato. Gdzieniegdzie towarzyszą nam gorące temperatury. Gorąco jest także w środowisku ratowniczym. Poza klasycznymi, codziennymi problemami, które znamy dobrze, w mediach do niedawna dominował temat protestu ratowników medycznych. W dzisiejszym przeglądzie wiadomości ratowniczych …


Podoba Ci się na Ratowniczym?

Dzięki rejestracji otrzymasz informację na swojego maila o nowym wpisie od razu po publikacji. Dowiesz się również o rzeczach, których nie publikuję na Facebooku. Twojego adresu nie udostępnię nikomu!