Kamizelka kuloodporna w pracy ratownika medycznego

7 lipca 2016, Ochrona zdrowia oraz Ratownictwo, 7 komentarzy

„Życie jest tylko jedno”. „Lepiej zapobiegać niż leczyć”. „Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz”. „Szanuj zdrowie należycie, bo jak umrzesz – stracisz życie”. Te i wiele innych cytatów znanych lub nieznanych mądrych ludzi mógłbym przytoczyć na potrzeby niniejszego wpisu. Ostatnio mam niewielką awersję do wypowiadania się publicznie i jeszcze większy brak weny jednak dziś poczułem, że głos powinienem zabrać. Dlaczego?

Bo w sieci pojawił się artykuł o przygotowaniach ratowników do Światowych Dni Młodzieży. Bo artykuł ten pośrednio mówi o moich kolegach oraz bezpośrednio o firmie, w której jestem zatrudniony. I ostatnie „bo”: bo przeczytałem komentarze ratowników lub znawców ratownictwa w internecie do tegoż artykułu. I to właściwie, ostatnie, było motorem do stracenia kilku godzin z dnia po nieprzespanej w pracy nocy na skomentowanie sytuacji.

Don't shoot - paramedic

Krakowscy ratownicy w kamizelkach…kuloodpornych

Widziałeś kiedyś ratownika medycznego w kamizelce kuloodpornej? Ja nie. Jak zobaczę pierwszy raz, to cyknę sobie z nim selfie (czy samojebkę, jeśli kto po Polsku woli).

Portal LoveKraków.pl w dniu dzisiejszym opublikował artykuł pt. „Krakowskie pogotowie zamówiło kamizelki balistyczne” – zachęcam do przeczytania przed dalszą lekturą moich wypocin.

Informacja wyjątkowa jak na współczesne dziennikarstwo, bo tylko „informująca” bez robienia sensacji typu „a po co”, „a czy to potrzebne”, „ależ dużo pieniędzy na to poszło”. Ot informacja, że do 12 ratowników trafią kamizelki kuloodporne i jest to związane z nadchodzącymi Światowymi Dniami Młodzieży.

Każdy ratownik wie lepiej niż jego kolega

Jak mogłem się spodziewać po wstępnej lekturze wpisu, na fejsbuku pojawią się ciekawe komentarze internautów znających temat od podszewki i doświadczonych ratowniczym życiem. Tak się stało. Komentarze są jakie są, kilka przykładów poniżej.

Komentarze ratowników

Wypocin internautów komentować nie będę. W końcu każdy ma prawo do własnego zdania. Napiszę jedynie, że warto zastanowić się nad tym, co się pisze. Zwłaszcza na fejsbuczku, gdzie w ogromnej większości jednak piszemy pod własnym nazwiskiem, może to przeczytać każdy (zarówno pracodawca jak i potencjalny klient) a internet nie zapomina i nawet po latach można odnaleźć swoje głupoty (tak, mi też się zdarzyło).

Historia, której nie znam

Lata temu było inaczej. Jak naprawdę? Nie wiem. Pewną część z historii w czasach obecnych możemy tylko poznać z książek. Dla mnie osobiście nic nie zmienia fakt, że pogotowie w którym pracuję czyli Krakowskie Pogotowie Ratunkowe jest najstarszym w Polsce. W tym roku obchodzi swoje 125-lecie istnienia. Ludzi, którzy je tworzyli nie ma wśród nas.

Z książek można się jednak dowiedzieć wiele. Na przykład tego, że aseptyka i antyseptyka kiedyś nie istniały. Że używanie rękawiczek ochronnych przy zabiegach chirurgicznych (kiedy o ratownictwie przedszpitalnym nikt nie miał pojęcia) było nie tyle passé, co lekarze z nich korzystający byli uważani za świrów i piętnowani. Zachęcam w tym temacie do lektury „Stulecia chirurgów” jak i innych książek Jürgena Thorwalda. Fajnie pisze o tym, czego nigdy nie poznamy.

Historia, którą znam

Lata temu było inaczej. Pamiętam czasy pierwszych praktyk w pogotowiu ratunkowym. Nie jestem aż tak stary (chociaż nie najmłodszy) by pamiętać, że jeździły dawno temu Fiaty i Polonezy ale Toyoty Hiace były na porządku dziennym podczas moich początków.

Jak przyszła nowa dostawa jednorazowych wenflonów to wśród załogi rozchodziły się one jak ciepłe bułeczki. W prywatnej kieszeni mundurka lądowało tyle, ile udało się dorwać. Wenflon był czymś pożądanym, by zawsze mieć go przy sobie.

Pamiętam rok 2011. W Mistrzostwach w Ratownictwie Medycznym brała udział załoga zza naszej wschodniej granicy. I pamiętam jak podczas rozmów w kuluarach zagraniczna załoga od rodaków dostała dosłownie kilka naszych jednorazowych wenflonów i innej „drobnicy” typu strzykawki. Pani anestezjolog prawie się popłakała ze wzruszenia. Nie potrafię opisać, jak bardzo dziękowała za ten prezent. Powiedziała tylko, że to kosztuje u nich połowę jej lekarskiej wypłaty.

Pamiętam czasy, kiedy użycie wkłucia doszpikowego było praktycznie niemożliwe, bo na karetkę przypadało jedno i lepiej by było, gdyby ono oczekiwało dalej na wieczne nieużycie, aż się przeterminuje.

Pamiętam czasy kiedy większość moich kolegów dziwnie patrzyła na fakt odpakowania elektrod typu „combo” do defibrylacji. To nie było tak dawno temu! „Przecież to tyle kosztuje” mówili! Co z tego?! Pogotowie się tym nie przejmuje. Mamy i jest potrzeba użycia to używamy. Niezależnie od kosztów. Sprzęt jest dla pacjenta a nie dla nas, by leżał. Zresztą…wytyczne resuscytacji od kilku lat zalecają użycie elektrod w miejsce łyżek twardych a wciąż są w Polsce pogotowia, w których niestety nie jest to standardem.

Pamiętam czasy, a pracuję tylko 10 lat w zawodzie, w których koleś w kamizelce ratowniczej (zwanej czasami taktyczną) był oceniany przez kolegów jako uciekinier ze szpitala psychiatrycznego. Każdy pukał się w głowę i mówił „na cholerę ci ta kamizelka potrzebna”. Był wyzywany od napaleńców i turboratowników.

A teraz? Prawie każdy jeździ w kamizelce ratowniczej a przynajmniej ją posiada i czasem ubiera. Ja akurat w kamizelce już nie jeżdżę, ona jeździ ze mną i czeka tylko i wyłącznie na konkretną akcję, których jak wiadomo niestety w naszym ratownictwie wiele nie ma.

Co z tymi ratownikami w kamizelkach…kuloodpornych?

Nic! Życzę im, życzę Wam, serdeczni koledzy, żeby ta kamizelka kuloodporna nie okazała się nigdy potrzebną. Z drugiej strony życzę Wam, że gdy będzie niezbędna, to byście nie zapomnieli przypadkiem jej ubrać na swój kadłubek.

Oczywiście analiza case studies pokaże co bardziej dociekliwym, że na świecie niewielu ratowników medycznych zmarło w trakcie postrzału, niewielu zostało faktycznie rannych w wyniku scenariuszy typu „active shooter”. Ale…impreza, o której mówimy cały czas, czyli Światowe Dni Młodzieży dla mnie jako zwykłego prostego ratownika jest imprezą o wyjątkowym zagrożeniu.

Może więc lepiej wrócić do początku tego wpisu. Może „Lepiej zapobiegać niż leczyć”? Ile żyć może uratować statystyczny „Nowak”? Ile żyć nie uratuje, jeśli zostanie ranny?

PS Niestety są na tym świecie kraje, w których nie tylko kamizelka kuloodporna jest standardem na wyposażeniu ratowników ale i broń krótka, którą paramedyk może posiadać i w razie potrzeby jej użyć. Jeśli wyrazicie zainteresowanie to opowiem o tym coś więcej.

PPS Na prośbę administratora FP, z którego pochodzą screenshoty komentarzy: fanpage, o którym mowa w artykule.


Wyświetlenia: 2 511