Dechoker – ratunek dla zadławionych rodem z Florydy

23 lutego 2017, Sprzęt ratowniczy, 8 komentarzy

Pięć uderzeń między łopatki naprzemiennie z pięcioma uciśnięciami nadbrzusza – ten schemat ratowania osoby zadławionej powinien znać każdy, nawet jeśli nigdy nie uczestniczył w kursie pierwszej pomocy. Powyższe postępowanie zalecane przez Europejską Radę Resuscytacji różni się od wytycznych Amerykańskiego Towarzystwa Kardiologicznego obecnością uderzenia w plecy.

Wytyczne AHA od lat zalecają wykonywanie tylko i wyłącznie uciśnięć nadbrzusza, zwanych dawniej manewrem Heimlicha (od nazwiska pomysłodawcy metody – lekarza Henry’ego Heimlicha). Dotychczas w pomocy przedszpitalnej udzielanej przez przygodnych świadków zdarzenia nigdy nie były popularne urządzenia służące usuwaniu ciał obcych z dróg oddechowych.

Przeczytaj więcej we wpisie: Pierwsza pomoc – zadławienie

Sytuacja na zagranicznych, jak na razie, rynkach może ulec zmianie, za sprawą dostępnego już w sprzedaży produktu o nazwie Dechoker. Co to za produkt i jak działa? Zapraszam do dalszej lektury.

Dechoker - urządzenie do ratowania w zadławieniu

Idea „odkrztuszacza”

Na pomysł stworzenia urządzenia ratującego zadławionych wpadł Alan Carver w 2009 roku, będąc uczestnikiem kursu dla kapitanów 200-tonowych statków. Tam od instruktora usłyszał, że w obliczu braku szpitala jak i jakiegokolwiek zespołu ratunkowego na pokładzie u osoby zadławionej być może konieczne będzie wykonanie tracheotomii.

Po słowach instruktora Carver uznał, że musi być inne wyjście z opresji niż tracheotomia. Kilka lat i wiele konsultacji ze specjalistami wystarczyło, by w 2013 Dechoker uzyskał rejestrację przez amerykańską instytucję Food and Drug Administration.

Dechoker

Jak działa Dechoker? Bardzo prosto: kojarzycie, co dzieje się gdy przyłożymy konus strzykawki do skóry i zaczniemy wyciągać tłok? Skóra zacznie się zasysać do środka strzykawki. Proste. Na podobnej zasadzie działa „odkrztuszacz”.

W przypadku zadławienia i nieefektywnych innych metod do twarzy poszkodowanego należy przyłożyć maskę twarzową, analogiczną jak w maseczkach typu „pocket mask”. Rurka wystająca z wnętrza maski ma za zadanie utrzymać język w pozycji nie blokującej przepływu powietrza. Po uszczelnieniu maski dłonią zaczynamy „pompowanie” Dechokera.

Dechoker zadławienie

Jeden raz może być niewystarczający, producent zaleca więc kilkukrotne powtarzanie ruchów tłoka robiąc krótkie przerwy co 3 sekundy. Działamy tak aż do skutku lub…wystąpienia Nagłego Zatrzymania Krążenia. Wtedy to już zgodnie z Wytycznymi Europejskiej Rady Resuscytacji przechodzimy do resuscytacji krążeniowo-oddechowej.

*******

Zadławienie jest groźną sytuacją i wcale nie tak rzadką, jak mogłoby się wydawać. Nie bez kozery wytyczne zarówno ERC jak i AHA podają zalecane postępowanie w tym stanie zagrożenia życia. Najbardziej są na nie narażone dzieci i osoby starsze co nie oznacza, że i mnie czy Ciebie taka sytuacja spotkać nie może.

Czy Dechoker jest idealnym urządzeniem? Nie wiem. Niestety nie miałem okazji mieć go w rękach, tym bardziej zastosować na człowieku zadławionym. Idea wydaje się ciekawa, chociażby ze względu na stworzenia dodatkowej alternatywy gdy tradycyjne metody nie będą przynosić efektu.

Przy tym wszystkim należy pamiętać o zaleceniach organizacji dot. wskazanych metod ratunku w zadławieniu. Istotnym jest, by zarówno nie przeoczyć momentu, w którym mają być wdrożone działania manualne (uderzenia/uciśnięcia), jak i nie przeoczyć momentu utraty przytomności i właściwego czasu rozpoczęcia resuscytacji krążeniowo-oddechowej.

Dechoker sprzedawany jest w 3 rozmiarówkach: dla dorosłych (i dzieci powyżej 12 roku życia), dzieci w wieku 3 do 12 lat oraz dzieciaczków w wieku 12 miesięcy do 3 lat. Cena urządzenia w USA to 149,95 dolarów, na stronie europejskiej producent podaje cenę 121.85 funta.

Na koniec jeszcze film promujący produkt.

Co sądzicie o takiej formie ratowania zadławionych?

źródło informacji i grafik: Dechoker.com & DechokerEurope.eu



Wyświetlenia: 1 811

To nie koniec! Sprawdź najnowsze wpisy:

Małe marzenie zwykłego ratownika medycznego

Dziś pierwszy kwietnia (gdzie ten czas się tak spieszy?!). Prima aprilis. Siedzę na dyżurze daleko od domu. Na szczęście niewiele się dzieje. Chciałem zmontować dla Was jakiś śmieszny obrazek w fotoszopie, może wrzucić jakąś głupią notkę z wkrętem. Coś typu …


Podoba Ci się na Ratowniczym?

Dzięki rejestracji otrzymasz informację na swojego maila o nowym wpisie od razu po publikacji. Dowiesz się również o rzeczach, których nie publikuję na Facebooku. Twojego adresu nie udostępnię nikomu!