Bezduszny kierowca karetki budzi Cię sygnałami dźwiękowymi?

26 lipca 2010, Ratownictwo, Komentarze (58)

Jest środek nocy. Twój spokojny sen nagle przerywa okropny, głośny dźwięk sygnałów przejeżdżającej karetki pogotowia. Myślisz, że ktoś pewnie potrzebuje pomocy, więc starasz się nie przejmować i zasypiasz. Niestety nad ranem sytuacja się powtarza i jest to w sumie kolejna noc w tygodniu, którą zepsuli Ci dla „frajdy” kierowcy pogotowia. Postanawiasz zgłosić problem dyrekcji pogotowia ratunkowego, która nijak pomóc Ci nie chce, w końcu nagłaśniasz sprawę w mediach.
Czy Ciebie też budzą przejeżdżające karetki pogotowia i jesteś wkurzony na chamskich kierowców-ratowników, którzy nie zdają sobie sprawy z obecnej ciszy nocnej?

Problem zakłócania ciszy nocnej mieszkańcom miast przez sygnały dźwiękowe karetek co jakiś czas nieśmiało podnoszą media, alarmowane przez zniecierpliwionych już sytuacją lokatorów. Ostatnio taka informacja została opublikowana na portalu ełk.wm.pl w artykule „Głośne syreny zakłócają sen mieszkańcom„. Czytelnik portalu Marcin Lechowicz boryka się z opisanym we wstępie problemem, przedstawiając w sposób następujący sytuację w Ełku:

— W momencie kiedy mieszkańcy miasta śpią np. po ciężkiej pracy i wtedy kiedy ulice są puste, o znikomym lub zerowym natężeniu ruchu pojazdów, kierowcy karetek pogotowia ratunkowego mają frajdę z jazdy na bardzo głośnych sygnałach dźwiękowych!

W pewnym sensie jestem w stanie zrozumieć problem Lechowicza, gdyż pod moimi oknami także przejeżdżają karetki pogotowia, także straż pożarna i policja. Też nieraz zdarza mi się wybudzić z tegoż powodu, do nikogo jednak żadnych pretensji nie mam. Rozumiem potrzebę funkcjonowania służb ratunkowych i jako ratownik medyczny wiem, jak wygląda ich funkcjonowanie od środka. Z tego też powodu czuję się w obowiązku wytłumaczenia wszystkim „niewysypiającym się”, dlaczego kierowcy karetek budzą ich w środku nocy. Czy rzeczywiście robią to dla „frajdy”?

Karetka na sygnale

Dlaczego karetka jedzie na sygnale? Odpowiedź jest prosta – żeby jak najszybciej dojechać do osoby potrzebującej pomocy i uratować jej życie. Tej oczywistości nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, jednak jak sytuacja wygląda od naszej strony?
System Państwowego Ratownictwa Medycznego, w dużym uproszczeniu, działa w sposób następujący:

  • człowiek dzwoni na pogotowie ratunkowe,
  • telefon odbiera dyspozytor medyczny, który przeprowadza wywiad i decyduje o konieczności wysłania zespołu ratownictwa medycznego,
  • dyspozytor nadaje wezwaniu, w zależności od stanu pacjenta, kod pilności wyjazdu,
  • na podstawie pilności wyjazdu dyspozytor (bądź kierownik zespołu lub koordynator medyczny) podejmuje decyzję o użyciu sygnałów świetlnych i dźwiękowych,
  • treść wezwania przekazywana jest zespołowi ratownictwa medycznego, który wyrusza do wezwania.

W momencie, kiedy na pokładzie karetki znajduje się pacjent, kierownik ZRM (lekarz systemu, ratownik medyczny lub pielęgniarka systemu) na podstawie stanu zdrowia chorego decyduje, czy do szpitala zostanie on przewieziony z wykorzystaniem sygnałów czy bez nich.

Tyle tytułem początkowego wyjaśnienia. Nie odpowiada ono jednak na postulaty Marcina Lechowicza, aby karetki w nocy nie uprzykrzały życia mieszkańcom sygnałami dźwiękowymi.

Pojazd uprzywilejowany

Karetka pogotowia zaliczana jest do grupy pojazdów uprzywilejowanych. Więcej informacji na ten temat można przeczytać np. na wikipedii. Najważniejsza w tym fakcie jest definicja pojazdu uprzywilejowanego określona w Ustawie Prawo o ruchu drogowym:

pojazd uprzywilejowany – pojazd wysyłający sygnały świetlne w postaci niebieskich świateł błyskowych i jednocześnie sygnały dźwiękowe o zmiennym tonie, jadący z włączonymi światłami mijania lub drogowymi; określenie to obejmuje również pojazdy jadące w kolumnie, na której początku i na końcu znajdują się pojazdy uprzywilejowane wysyłające dodatkowo sygnały świetlne w postaci czerwonego światła błyskowego;

Dzięki sygnałom świetlnym i dźwiękowym kierowcy samochodów mogą ułatwić przejazd karetki. Jednakże szybki czas dojazdu do osoby chorej czy też natychmiastowe przewiezieni jej do szpitala możliwe jest także dzięki temu, iż kierowca pojazdu uprzywilejowanego może nie stosować się do przepisów wynikających z kodeksu drogowego. Stanowi o tym artykuł 53. wspomnianej ustawy:

2. Kierujący pojazdem uprzywilejowanym może, pod warunkiem zachowania szczególnej ostrożności, nie stosować się do przepisów o ruchu pojazdów, zatrzymaniu i postoju oraz do znaków i sygnałów drogowych tylko w razie, gdy:
1) uczestniczy:
a) w akcji związanej z ratowaniem życia, zdrowia ludzkiego lub mienia albo koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa lub porządku publicznego albo
b) w przejeździe kolumny pojazdów uprzywilejowanych,
c) w wykonywaniu zadań związanych bezpośrednio z zapewnieniem bezpieczeństwa osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe, którym na mocy odrębnych przepisów przysługuje ochrona;
2) pojazd wysyła jednocześnie sygnały świetlny i dźwiękowy; po zatrzymaniu pojazdu nie wymaga się używania sygnału dźwiękowego;
3) w pojeździe włączone są światła drogowe lub mijania.

Wniosek płynący z obowiązujących przepisów jest prosty. Karetka pogotowia ratunkowego jest pojazdem uprzywilejowanym dopiero w momencie, gdy korzysta równocześnie z sygnałów świetlnych i dźwiękowych. Innej możliwości nie ma.

Niektórzy mogą?

Wiele osób widziało na pewno kiedyś, właśnie w porze nocnej, karetkę jadącą na samych sygnałach świetlnych. Pewnie także wielu z Was, medyków, nie raz jechało na wyjazd czy z pacjentem bez sygnałów dźwiękowych – ja kiedyś także. Warto sobie jednak zdać w tym momencie sprawę, iż w takiej sytuacji karetka pojazdem uprzywilejowanym nie jest.

Wyrozumiałość w stosunku do śpiących mieszkańców można chwalić, lecz takie działanie jest najnormalniej w świecie niebezpieczne. Sami wiecie (np. z przeglądów ratowniczych na blogu) jak często zdarzają się wypadki karetek. Rzeczywiście, najczęściej mają one miejsce w ciągu dnia, jednak nawet przy znikomym natężeniu ruchu w nocy wypadek może się przytrafić. A wtedy żadnej linii obrony dla kierowcy karetki nie będzie – nie poruszał się jako pojazd uprzywilejowany, nie miał prawa nie stosować się do przepisów ruchu drogowego. Nie wspomnę już o utracie własnego zdrowia czy nawet życia w następstwie „przypływu dobroci” dla śpiących mieszkańców.

Chcąc spać spokojnie

Z całym przekonaniem mogę stwierdzić, że próby zmiany sytuacji w Ełku podejmowane przez Marcina Lechowicza skutku żadnego nie przyniosą. Obowiązujące w Polsce prawo nie zezwala na stosowanie samych sygnałów świetlnych w nocy. Wystosowywanie pism, próśb, do dyrektorów szpitali czy stacji pogotowia to strata czasu. Robienie kolejnej nagonki na pogotowie ratunkowe w mediach także jest bezpodstawne. Żaden szanujący się kierowca-ratownik nie jeździ na sygnałach dla „frajdy” – ani to zdrowe (hałas jest jednym z czynników szkodliwych w naszym zawodzie) ani też bezpieczne (zachowanie innych kierowców czasami naprawdę jest nieprzewidywalne).

Każdy, komu przeszkadzają hałasujące w nocy karetki, musi niestety zadbać o ciszę ze swojej strony, gdyż szanse na zmianę obowiązującego systemu są marne. Można zamykać okna na noc (tak, wiem, te upały), uszczelnić je, zmienić na nowe, przeprowadzić się na obrzeża miasta lub na wieś. Można także po prostu przyzwyczaić się do takiej sytuacji i naprawdę zrozumieć, że karetka nie jeździ na sygnałach dla frajdy załogi tylko w celu skutecznego ratowania ludzkiego życia.


Wyświetlenia: 22 494