6 rzeczy, dla których warto pojechać na mistrzostwa ratownictwa medycznego

31 marca 2017, Edukacja, 3 komentarze

Oraz 3 powody by na nie nie jechać!

Stało się. Po niespełna 10 latach pracy jako ratownik medyczny w przeróżnych miejscach osiągnąłem level: expert. Tak przynajmniej dla niektórych może wynikać z faktu, że ostatnio w swoim życiu zawodowym zrobiłem coś nowego. Po 10 latach. Czy to możliwe? Czy to nie za późno? Czy to może tymczasem nie za wcześnie? Nieważne, stało się. Pierwszy raz w życiu wziąłem udział w prawdziwych, polskich mistrzostwach ratownictwa medycznego.

Niniejszy wpis zacząłem pisać w 2016 roku jednak kończę go kilka miesięcy później. 2016 był rokiem ogromnych zmian w moim życiu zawodowym, mogę więc teraz spojrzeć na pewne sprawy z perspektywy czasu i w szerszym ujęciu. Tym wspomnianym wcześniej „expertem” oczywiście wciąż nie jestem, jednak doświadczenie z każdym rokiem robi się coraz bogatsze.

Piszę i mówię o tym fakcie z niemałą dozą emocji. Po pierwsze dlatego, że to niesamowite przeżycie, zwłaszcza na pierwszych w dorosłym życiu zawodach. Po drugie natomiast dlatego, że ten artykuł zacząłem pisać siedząc w hotelowej kawiarni, na kilka godzin przed startem ratowniczych zmagań…

By być sumiennym muszę wspomnieć, że tak naprawdę nie był to mój rzeczywiście pierwszy raz. To znaczy był, ale…Tak naprawdę swój pierwszy raz przeżyłem milion lat temu na spartakiadzie medycznej w czasach studium medycznego (pozdro dla Marty, Alberta, Maćka i Piotrka!), gdzie zajęliśmy drugie miejsce. Drugi raz tysiąc lat temu na Węgrzech podczas zawodów SOS Rally, które wygraliśmy (dzięki Dorcia, Jurek i Marek!).

W maju 2016 roku natomiast, za wielokrotnymi i nie znającymi odmowy namowami Basi i Kamila z Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego (na zdjęciu powyżej), postanowiłem wejść w zespół startujący w eliminacjach do Mistrzostw Polski w Ratownictwie Medycznym. VII Otwarte Mistrzostwa Ziemi Lubelskiej w Ratownictwie Medycznym rozgrywały się w Lublinie w dniach 11-13 maja.

Dotychczas wielokrotnie obserwowałem zmagania zespołów z perspektywy patrona medialnego, skrupulatnie notując informacje o zadaniach, robiąc fotki i kręcąc filmy. Nigdy nie byłem oceniany, nigdy nie musiałem działać pod presją czasu 10 minut. Tym razem role się odwróciły.

W 2016 roku, po Lublinie, miałem ogromną przyjemność po raz drugi jako zespół KPR wziąć udział w eliminacjach do mistrzostw Polski – w Olsztynie. Z tych właśnie udało nam się zakwalifikować do XV Otwartych Mistrzostw Polski w Ratownictwie Medycznym – Białystok 2016.

I choć finalnie na żadnych z w/w trzech mistrzostw nie stanęliśmy na pudle…to dla mnie były to pierwsze mistrzostwa ratownicze w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Chciałbym Wam więc przekazać kilka spostrzeżeń, kilka plusów i minusów uczestnictwa w tego typu imprezach. Jak zawsze od serca.

Dlaczego warto choć raz pojechać na mistrzostwa w ratownictwie medycznym?

1. Nowe doświadczenie

Na co dzień w pracy zawodowej nowe doznania niestety nie objawiają się na każdej interwencji. Uczestnictwo w mistrzostwach ratowniczych daje 100% nowych doświadczeń i gwarantuje, że długo będziesz o nich pamiętać. Osoby pracujące długo wiedzą dobrze, że na pewne przypadki można czekać wiele lat. A i tak się nie doczekać.

Znajomemu lekarzowi przez ponad 30 lat pracy nie zdarzyło się „rodzić”. Kilka lat temu jednego roku miał trzy porody karetkowe. Zawody dają szansę w warunkach pozorowanych bo w pozorowanych, ale jednak doświadczyć namiastki tego, z czym niekoniecznie mamy styczność w codziennych interwencjach ZRM.

2. Nauka, głupcze!

Nasz tryb pracy nie wymusza na nas, choć wymaga, ciągłego poszerzania ratowniczej wiedzy. Zmieniają się wytyczne różnorakich organizacji, medycyna wciąż się rozwija. Ustawowe doskonalenie zawodowe w obecnej formie to kpina i dobrze o tym wiecie. W natłoku setek godzin pracy, tysięcy wyjazdów miesięcznie i spraw prywatnych ciężko jest wykrzesać z siebie energię i skupienie niezbędne do pogłębiania wiedzy.

Chcąc z czystym sumieniem pojechać na zawody ratownicze nie wystarczy wyładować karetkę szpejem po dach. Trzeba też naładować mózg informacjami, z którymi nie jesteśmy na bieżąco. Odświeżyć postępowanie we wszystkich stanach zagrożenia życia, zarówno u dorosłych jak i u dzieci. Przysiąść nad farmakologią, przelicznikami i wzorami.

Ten etap przygotowawczy do zawodów, poza praktycznymi umiejętnościami, to największa wartość dodana uczestnictwa w mistrzostwach. To też najlepsza okazja by zrobić to, co powinniśmy, a na co nie znajdujemy czasu na co dzień.

3. Poddanie się ocenie

Zawody to świetna okazja do utwierdzenia się w przekonaniu że to, co robisz, robisz całkiem nieźle. Albo do dupy i masz nad czym pracować…Nawet jeśli popełnisz błąd, nawet nie jeden, nawet jeśli zajmiesz z zespołem ostatnie miejsce to wszystko to świadczy o Twojej i zespołu odwadze oraz ponadprzeciętności (nikt nie lubi być ocenianym przez innych, nieprawdaż?).

Także nikt nie lubi świadomości, że popełnił jakiś błąd (ja również). Znam takich którzy twierdzą, że oni błędów nie popełniają. To nieprawda. Jeden wyjazd na zawody to udowodni, gwarantuję. Aha, w kwestii punktacji i miejsc w klasyfikacji.


Sam w sobie udział w zawodach ratowniczych to już jest wygrana, niezależnie od miejsca w klasyfikacji. Start w nich równa się nie tylko wielu wyrzeczeniom i poświęceniu, ale i odwadze, życiu pełnym pasji i czerpaniu radości z doskonalenia w pomaganiu drugiemu człowiekowi.


4. Poznanie innego wymiaru stresu

W życiu ratowniczym, zwłaszcza po latach pracy, niektóre sprawy przyjmujemy na chłodno. Nie podniecamy się już pewnymi akcjami tak jak na początku zawodowej ścieżki. A zawody? Podkręcają emocje na maksa!

Muszę przyznać, że niejednokrotnie mniejszy stres odczuwałem przed wyjazdem do potwierdzonego przez dyspozytora NZK czy chociażby wypadku, niż przed startem na niektóre zadania. Życie pisze nieprzewidywalne scenariusze. A sędziowie zadań? Jeszcze lepsze.

5. Zauważenie oczywistych błędów

W swej pracy czasami można się zagalopować, nieświadomie popełnić bądź popełniać regularnie jakiś błąd. Czasami drobny i trudny do wyłapania w rutynie. To jest niestety smutna prawda, o której zwykle wspominam w rozważaniach na temat polskiego systemu ratownictwa. Nikt nas nie nauczył i nie wpoił w nas prowadzenia debriefingu po akcjach. Niektórzy go robią jeśli czują taką potrzebę lub są świadomi jego wartości.

Nikt w pracy nie ocenia ratowników medycznych a przynajmniej nie pod kątem medycznym i po to, byśmy stali się jeszcze lepsi. Ratownik medyczny w większości sytuacji nie ma możliwości otrzymania tzw. feedbacku o tym, co zrobił dobrze a co spieprzył.

Będąc ocenianym na zawodach przez sędziów każde, ale to każde najdrobniejsze niedociągnięcie zostanie wyłapane i skrzętnie odnotowane. I bardzo dobrze! O to właśnie chodzi w tej całej zabawie, by dążyć w stronę doskonałości.

6. Niesamowici ludzie

Bo ludzie związani z ratownictwem są niesamowici, wiesz to przecież. ;-)

Mistrzostwa ratownictwa są świetnym miejscem na poznanie i spotkanie takich samych pozytywnych świrów jak my. Na zawodach, nawet jeśli są to eliminacje regionalne, zjawiają się zespoły z różnych zakątków Polski. Przed, w trakcie lub po zadaniach zawsze jest czas na rozmowy, wymianę doświadczeń i ogólnie pojętą integrację. Przyjemne z pożytecznym w świetnej atmosferze – czegóż chcieć więcej?

Dlaczego w takim razie nie warto jechać na zawody ratownicze?

1. Stres, stres i jeszcze raz stres

Jeśli jesteś medykiem, który od uderzającej pod dużym ciśnieniem do naczyń mózgowych krwi woli błogi sen w spokojnych okolicznościach przyrody i dyżurki, to kolejna nieprzespana nocka i ogrom emocji towarzyszących zadaniom nie jest dla ciebie najlepszym wyborem.

2. Poddanie się ocenie

Jeśli jesteś medykiem nie trawiącym wytykania popełnionych błędów, jeśli źle znosisz porażki a już od dzieciństwa tupiesz nóżką na wygraną kogoś innego niż ty sam to zawody nie są najlepszym miejscem dla ciebie.

3. Uświadomienie niedoskonałości

Jeśli jesteś medykiem którego „nic już w życiu zaskoczyć nie może”, który „widział już w życiu wszystko” oraz który nigdy nie popełnia błędów w swej pracy to…nie jedź na zawody nigdy, gdyż twoje spojrzenie na świat zostanie drastycznie odczarowane.

********

Gdybym miał się cofnąć w czasie i jeszcze raz usłyszeć propozycję jechania na mistrzostwa ratownictwa…to na pewno nie dałbym się namawiać tak długo! Te trzy wyjazdy (Lublin, Olsztyn, Białystok) pozwoliły mi po wielu latach pracy zawodowej obudzić w sobie na nowo dziecięcą i świeżą radość z tego, co robię w życiu. Uczestnictwo w zawodach samo w sobie dało mi nieopisywalny słowami ogrom radości i satysfakcji, których nie będę nigdy żałował. Jeśli dorzucić do tego pracę w świetnym zespole przyjaciół, niesamowitą atmosferę stworzoną przez ratowników (niezależnie od wykonywanego zawodu) z całej Polski to…czy można chcieć więcej? Pewnie można, ale po co. Było zajebiście! :-)

Warto dorzucić jednak na koniec drugą stronę „ratowniczo-zawodowego” medalu. Mistrzostwa to nie tylko 3-4 dniowa impreza, na której, co oczywiste, wszyscy świetnie się bawią w strumieniach ściekającego po plecach i tyłku potu. To także długie przygotowania. Taki wyjazd nie może się odbyć bez m.in. wsparcia pogotowia ratunkowego lub innej firmy, z których jesteśmy delegowani na zawody.

Bez wspólnych spotkań i treningów w ramach wolnego czasu, gruntownego pogłębiania ratowniczej wiedzy (dzięki Barbara!). Bez przygotowania oraz sprawdzenia sprzętu w karocy jak i samej karocy (dzięki Kamil!). To także czas, niepozorne 3-4 dni, kiedy nas nie ma w życiu zarówno rodzinnym jak i zawodowym. Niby to nic, jednak biorąc pod uwagę liczbę godzin przepracowywanych przez nas w miesiącu to tych kilka dni „wyłączenia” robi różnicę.

To jak, wybieracie się na mistrzostwa ratownictwa w 2017 roku? Byliście już kiedyś? A może już się wyjeździliście i jesteście weteranami? ;-)

PS Jeśli nie mieliście okazji zobaczyć, to na YT jest skręcony przeze mnie film z parady karetek w Olsztynie, mający już ponad 30 000 wyświetleń!



Wyświetlenia: 2 526

To nie koniec! Sprawdź najnowsze wpisy:

Strażacy bardziej narażeni na wystąpienie zawału serca

Strażacy w swojej pracy narażeni są na wiele czynników, które nie tylko mogą pogorszyć ich stan zdrowia ale i doprowadzić do śmierci. O tym, że ich praca jest niebezpieczna świadczy chociażby niedawny wypadek w Białymstoku, w którym podczas akcji gaśniczej …


Podoba Ci się na Ratowniczym?

Dzięki rejestracji otrzymasz informację na swojego maila o nowym wpisie od razu po publikacji. Dowiesz się również o rzeczach, których nie publikuję na Facebooku. Twojego adresu nie udostępnię nikomu!