30-latku, praca zdrowia nie zastąpi!

23 stycznia 2016, Ochrona zdrowia oraz Ratownictwo oraz Sytuacje, 5 komentarzy

Dzisiaj będzie o pewnej życiowej mądrości. I będzie o moim rówieśniku, Heńkiem go nazwijmy. Wspomnianą życiową mądrość można by określić cytatem Kochanowskiego: „Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz”. A Heńka określić mianem człowieka, który fraszki nie zrozumiał i być może nie rozumie dalej.

Poznajcie Heńka

Heniek urodził się w latach 80-tych ubiegłego stulecia. Młodość zleciała mu jak wszystkim dzieciakom w tamtych czasach. Rozrabiając na trzepaku, czerpiąc z osiedlowej matki natury, później zagrywając się z kumplami na pierwszej konsoli, zakupionej przez rodziców jednego z kolegów. Okres dorastania nie wykształcił w nim zainteresowania do jednej konkretnej dziedziny życia a system edukacji nie tchnął pasji do konkretnego zawodu.

Pracował w wielu miejscach, robił co do niego należało. Miał kochającą dziewczynę, z którą miło spędzał wolne chwile pomiędzy pracą a pracą. Heniek miał też swoich dobrych i sprawdzonych kumpli, z którymi lubili dobrze poimprezować witając świt na wciąż trwającej fazie. Związku z Anką nie chciał formalizować, by nie popsuć wspólnego poprawnego życia, jak to się stało w przypadku niektórych jego znajomych.

Sygnał ostrzegawczy

Pewnego miesiąca, na drugi dzień po klasycznym zakończeniu soboty, z wnętrza organizmu Heńka dobiegły niepokojące sygnały. Niespodziewanie ciało zaczęło drżeć, mięśnie zdawały się pracować każdy w innym tempie, niezależnie od siebie oraz jego woli. Na klatce piersiowej pojawił się dziwny ucisk, niczym próba odebrania życia przez największego wroga.

Wizyta w szpitalu przyniosła zaskakujące wiadomości. Serce Heńkowi biło nad wyraz szybko, 120 razy na minutę, a ciśnienie tętnicze krwi wynoszące 190/100 osiągało właśnie szczyt Kilimandżaro. Po kilku godzinach leczenia i badań stan zdrowia się ustabilizował. Heniu z dalszymi zaleceniami zgłoszenia się do lekarza rodzinnego powrócił do domu. Postanowił odpocząć chwilę od standardowego trybu życia. Winę za to błahe niedomaganie zwalił na przepracowanie i zbyt wiele imprez w ostatnim czasie.

Praca a zdrowie

Powtórka z rozrywki?

Pamięć ludzka bywa zawodna. W kilka miesięcy po przykrym incydencie zdrowotnym Heniek na pełnych obrotach harował jak dawniej. Żył pełnią życia. Spełniał oczekiwania swoje, swoich rodziców, dziewczyny a także kolegów, a jak! W piątek, ciężko pracując i mając w myślach smak wieczornej imprezy, spotkało go niemiłe zaskoczenie.

Wizyta w toalecie przyniosła ogromny ból zlokalizowany w miejscu, które jest oczkiem w głowie każdego mężczyzny. „To nie przelewki!” – pomyślał przejęty. Zwolnił się z pracy i udał do lekarza, postanawiając tym razem nie bagatelizować problemu. Podejrzewając zakażenie układu moczowego lekarz przepisał mu stosowne leki i zalecił wizytę kontrolną.

Szczęśliwie niedługi czas upłynął, jak objawy zaczęły ustępować. W następnych miesiącach od czasu do czasu to niezrozumiałe pieczenie przy oddawaniu moczu wracało, jednak znane już leczenie zdawało się pomagać. Skupienie na celach swego życia, czyli zaspokajaniu swoich i innych ludzi potrzeb uśpiło czujność. Heniek totalnie nie przejął się dziwnym bólem, który okresowo pojawiał się w okolicy lędźwiowej pleców. „Pokłuje jeszcze trochę i przejdzie, jak zwykle” – powtarzał sobie. Przechodziło. Do czasu.

Dzień sądu ostatecznego

Od kilku dni czuł się coraz gorzej. Dolegliwości, które znał, zdawały się być jakby spotęgowane, prawie w ogóle nie był w stanie oddawać moczu. Dodatkowo źle sypiał w nocy, trawiły go duszności, dolegliwości bólowe całego ciała i narastające obrzęki. Leki nie działały. Nie mogąc już dłużej znieść takiego stanu, który przy okazji nie pozwalał mu normalnie pracować, zgłosił się do lekarza rodzinnego. Do tego samego, u którego miał kontrolować swój stan zdrowia, jednak brakło mu czasu…

Pół godziny później czekał już na przyjęcie do oddziału ratunkowego, przewieziony tam karetką ratownictwa medycznego zawezwaną przez lekarza. Oczekiwanie na badania, wyniki, kolejne badania, następne wyniki zdawało się nie mieć końca. Wydawało mu się, że ten dzień zapamięta do końca życia, że gorzej być już nie może. Życie lubi jednak płatać figle.

Kilka godzin później Heniek leżał na oddziale szpitalnym z rozpoznaniem chorobowym, które brzmiało poważnie a którego chyba do końca nie rozumiał: ostra niewydolność nerek, nadciśnienie tętnicze.

1,5 roku później

Słońce chyli się ku zachodowi. Pełne śmiechu pogaduchy ratowników medycznych przerywa głos dyspozytora nie znający odmowy, a zapraszający uprzejmie do kolejnego wyjazdu: leży pod blokiem, nie może się podnieść, silne bóle całego ciała i krwiomocz. Dziwny i rzadki miks objawów w zgłoszeniu, ratownicy jednak nie zważając na nic dojeżdżają w trybie alarmowym do chorego.

W określonej lokalizacji, na trawie, rzeczywiście leży mężczyzna. Krótkie spojrzenie i jeden haust powietrza wystarczają by mieć pewność, że pacjent być może i jest chory, ale na pewno przy tej okazji pod znacznym wpływem alkoholu. Nie jest to natomiast żaden ze „stałych klientów” pogotowia, jakich pełno w całej Polsce – widzą go po raz pierwszy.

Transport do karetki, wywiad, badanie fizykalne. Pacjent potwierdza, że pił alkohol. Twierdzi, że od dnia wczorajszego ma problemy w oddawaniu moczu, którego kolor najpierw był zaróżowiony a aktualnie ciemno-bordowy. Dodatkowo dramatycznie boli go podbrzusze, okolice pęcherza moczowego i krocza. Zarówno akcja serca jak i ciśnienie tętnicze krwi znacznie przekraczają normę. Brzuch w badaniu bardzo tkliwy lecz bez objawów otrzewnowych.

Na pytanie, czy leczy się z jakiegoś powodu, przyjmuje lekarstwa odpowiada, że nie. „Ale powinienem” – dodaje po chwili. Ponad rok wcześniej wylądował w szpitalu z rozpoznaniem niewydolności nerek i nadciśnienia tętniczego. Jego stan został ustabilizowany ale dokładnie rok temu miał zgłosić się na przyjęcie do oddziału celem wykonania „jakiegoś zabiegu”. Mówili Heńkowi wtedy, że to konieczne, bo jego obydwie nerki pracują tylko w 50%…

Heniek przez rok nie miał czasu podjąć leczenia trawiącego go śmiertelnego schorzenia. Ciężko pracował, także za granicami kraju, spełniając oczekiwania swoje, swoich bliskich i kolegów. Być może dożyje 35. roku życia…być może…



Wyświetlenia: 2 443

To nie koniec! Sprawdź najnowsze wpisy:

Strażacy bardziej narażeni na wystąpienie zawału serca

Strażacy w swojej pracy narażeni są na wiele czynników, które nie tylko mogą pogorszyć ich stan zdrowia ale i doprowadzić do śmierci. O tym, że ich praca jest niebezpieczna świadczy chociażby niedawny wypadek w Białymstoku, w którym podczas akcji gaśniczej …


Podoba Ci się na Ratowniczym?

Dzięki rejestracji otrzymasz informację na swojego maila o nowym wpisie od razu po publikacji. Dowiesz się również o rzeczach, których nie publikuję na Facebooku. Twojego adresu nie udostępnię nikomu!